Rząd, posłowie, ministerstwa, ogarnięci manią regulowania wszystkiego i wszystkich piszą kolejne nowelizacje właśnie znowelizowanych ustaw, w których obywatele nie próbują nawet szukać sensu. Potem te przepisy trafiają do urzędników, którzy rozumieją je albo nie, a ci na ich podstawie wydają decyzje, których zwykły obywatel nie pojmuje już ani trochę.

Bo i co mógł zrozumieć człowiek, któremu ZUS przyznał emeryturę lub rentę, a potem – po roku, dwóch czy czterech – uznał, że to była pomyłka i świadczenie się nie należy? Że został bez środków do życia? Kogo to obchodzi, paragraf jest? Jest! Co zrozumie małżeństwo, które kupiło mieszkanie w ramach programu „Rodzina na swoim”, a po dwóch latach dowiedziało się, że nie może przeprowadzić się za pracą do innego miasta, bo jeśli to zrobi, a stare mieszkanie wynajmie, straci dofinansowanie. Cóż z tego, że gdy brali kredyt, takich ograniczeń nie było. Teraz są, zmieniły się przepisy, w dodatku zmieniły się wstecz!

Trybunał Konstytucyjny uznał przepisy pozwalające ZUS odbierać raz przyznane świadczenia za niezgodne z ustawą zasadniczą. Pewnie taki sam los spotka ustawę nowelizującą program „Rodzina na swoim”, którą chce zaskarżyć rzecznik praw obywatelskich prof. Irena Lipowicz. Po ogłoszeniu wyroku sędziowie powiedzieli, że „prawo nie może być pułapką dla obywateli”. To dobra zasada, godna rozpropagowania. Jeśliby zastosować ją formalnie, do kosza należałoby wyrzucić większość twórczości podatkowej Ministerstwa Finansów. Trudno sobie wyobrazić Polskę bez podatków? Problem w tym, że jeszcze trudniej z dobrym prawem.