Do tej pory monopol na obarczanie cudzoziemców winą za kryzys miała skrajna prawica. Teraz na tym chwytliwym haśle karierę chce zrobić przywódca jednego z dwóch najważniejszych krajów Unii Europejskiej. Tabu zostało złamane.

Nicolas Sarkozy jest w trudnej sytuacji. Na sześć tygodni przed wyborami prezydenckimi sondaże dają mu 45 proc. w drugiej turze. Musiałby się zdarzyć cud, by następnym lokatorem Pałacu Elizejskiego nie został socjalista Francois Hollande. Jednym z powodów kłopotów Sarkozy’ego jest nieufność, jaką darzą go Francuzi gotowi głosować w pierwszej turze na skrajnie prawicowy Front Narodowy. Na ugrupowanie to swoje głosy chce oddać jedna piąta wyborców. Ale zaledwie co trzeci z nich w drugiej turze wybrałby urzędującego prezydenta. Pozostali wolą już Hollande’a.

Sarkozy próbuje więc podlizać się elektoratowi FN na jego ulubionym gruncie. Proponuje zmniejszenie z 200 do 100 tys. liczby imigrantów, którym co roku wolno osiedlić się we Francji. Chce też ograniczyć im możliwość korzystania z subwencji socjalnych i państwowych emerytur. To igranie z ogniem. Francja jest krajem, w którym mieszka prawie 7 mln muzułmanów nie dlatego, że nielegalnie sforsowali granice, tylko dlatego że ich rodzice i dziadkowie byli francuskimi obywatelami, gdy istniało imperium kolonialne. Jeszcze w latach 70. XX w. Paryż na dużą skalę ściągał do pracy w zakładach przemysłowych Algierczyków, Tunezyjczyków czy Marokańczyków, bo rdzenni Francuzi nie chcieli stanąć przy taśmie. Problem z integracją tej ludności pojawił się wraz z kryzysem naftowym w 1979 r., po którym Francja już nigdy nie powróciła na drogę szybkiego tempa wzrostu i niskiego bezrobocia.

Dziś Sarkozy próbuje znaleźć rozwiązania na skróty. Zamiast przeprowadzać bolesne, ale konieczne reformy strukturalne, stara się przekonać Francuzów, że to obcy są wszystkiemu winni. To droga donikąd. Francja nie uniknie zaciskania pasa. Tyle że po deklaracjach Sarkozy’ego jeszcze trudniej będzie przekonać Francuzów do niezbędnych reform. Coraz trudniej będzie też przekonywać nadal świat, że wypracowane przez francuską cywilizację wartości wciąż mogą być wzorem dla innych.