Poszukiwanie większości parlamentarnej ma w tej chwili na celu wygranie jednego głosowania w ważnej sprawie, ale może się zamienić w budowanie większości rządowej i rekonstrukcję rządu. To oznacza próbę wywarcia presji na PSL, które musi pamiętać, jak skończyło się głosowanie przeciwko partii dominującej w koalicji rządowej za czasów premierostwa Leszka Millera.

Należy odróżnić pojęcie +większości parlamentarnej+ i +większości rządowej+. Według mnie słowa rzecznika rządu należy interpretować jako zapowiedź szukania poza koalicją rządową większości parlamentarnej, czyli poparcia dla projektu wydłużenia wieku emerytalnego. Najbardziej prawdopodobnym sojusznikiem PO w tej sprawie jest Ruch Palikota, który deklarował, że może zagłosować za tym rozwiązaniem pod pewnymi warunkami. Możliwe też, że Platforma będzie zabiegać o poparcie nie całych klubów parlamentarnych, ale poszczególnych posłów.

Może to oznaczać przebudowę koalicji, ale to dla PO trudna decyzja. Nie ma idealnego kandydata. Platformie najłatwiej byłoby zawiązać koalicję z SLD. Jednak ta partia w zasadzie odrzuca rządową propozycję reformy emerytalnej, a poza tym klub nie jest wystarczająco liczny, aby koalicja miała większość. Z kolei Ruch Palikota to partia nieprzewidywalna, na której czele stoi człowiek, który już był w PO i przysporzył jej niemało kłopotów.

PO nie musi się jednak zbytnio obawiać utraty władzy. Nawet jeśli dojdzie do rozpadu koalicji, może powstać rząd mniejszościowy. Wtedy dla poszczególnych projektów premier może zdobywać poparcie w różnych ugrupowaniach. Wcześniejsze wybory raczej nam nie grożą, bo ani PSL, ani RP czy SLD nie są nimi specjalnie zainteresowane. Te partie mogą na skróceniu kadencji więcej stracić niż zyskać.

Premier gotów jest zaryzykować zerwanie koalicji, bo sprawa emerytur jest szczególnie ważna. Była to zapowiedź najpoważniejszej reformy jaka padła w expose. Ponadto rząd utracił część poparcia po nieudanych posunięciach w sprawie ACTA oraz ustawy refundacyjnej. Liczy zatem, że dokonanie znaczącej reformy odbuduje jego wizerunek. Ze sprawy tak istotnej premier na pewno nie ustąpi. Oczywiście niewykluczone jest, że w trakcie negocjacji zgodzi się na częściowe złagodzenie planowanego podniesienia wieku emerytalnego. Są jednak granice tego, na co PO może sobie pozwolić w tej sytuacji bez okazania swojej całkowitej słabości.

To są twarde negocjacje. Jeśli PO ustąpi, to da do zrozumienia, że PSL może na niej wymusić wszystko. Należy przypuszczać, że PO zapowiada PSL, że jeśli będzie zmuszona szukać innego sojusznika niż PSL w sprawie emerytur, to może też znaleźć go np. w sprawie KRUS.