Może było tak, że Amerykanie swoje szacunki dotyczące Polski wykonali z grubsza, po łebkach. I na tę partaninę dało się nabrać kilkadziesiąt firm, które wykupiły u nas koncesję. W tym takie, które do gazu łupkowego dokopały się w USA. Teraz mogą mieć pretensje do amerykańskich służb geologicznych i do swojej wiary w ich dane czy też do naiwności.

Bo przecież nie mogą winić PIG, gdyż jeszcze kilka lat temu ta służba o żadnym gazie w łupkach nie informowała. Nie było żadnych opracowań na temat naszych zasobów gazu niekonwencjonalnego. Mówiąc wprost – wedle najlepszej wiedzy naszych specjalistów kilka lat temu w kraju żadnego gazu łupkowego nie było.

Dostrzegli go dopiero Amerykanie, i to z dość daleka. Można by rzecz, że Amerykanie nam ten gaz znaleźli, a PIG tylko to znalezisko potwierdził, używając metod, których nauczył się od służb z USA.

Być może nasi geolodzy uczą się szybko i przerośli mistrzów. Być może ich szacunki są bliższe prawdy. Jeżeli tak, to wkrótce część poszukiwaczy zrezygnuje z bardzo drogich odwiertów i przeniesie się gdzie indziej. Jeśli jednak exodusu nie będzie, to będzie to oznaczało, że firmy niespecjalnie wierzą PIG. Może już same wiedzą to i owo, ale nie chcą tego ujawnić (PGNiG też przygotowało własny raport, ale go nie publikuje), albo bardziej ufają Amerykanom. A ci ponoć wkrótce będą publikować nowy raport z użyciem metodologii zbliżonej do przyjętej przez PIG, ale już wiadomo, że wyniki będą inne.

Dlatego zamiast rozdzierać szaty nad gazem, którego nie ma, warto jeszcze poczekać. I na dane Amerykanów. A przede wszystkim na wyniki prac firm, które u nas kopią.