Wałęsa: Może Bialacki, może Chińczycy

Jestem zaskoczony. Przyzwyczaiłem się do indywidualnych wyróżnień - tłumaczył w rozmowie z dziennik.pl były prezydent. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla z 1983 roku przyznał, że liczył na wyróżnienie dla białoruskiego opozycjonisty Alasia Bialackiego, którego sam uhonorował nagrodą za walkę o wolność. Wspomniał również o dysydentach chińskich.

Lech Wałęsa stwierdził jednak, że po dzisiejszym werdykcie Komitetu Noblowskiego zarzuty o upolitycznienie nagrody są przesadzone. Unia to coś więcej niż państwo, coś więcej niż polityka - przekonywał, podkreślając, że Wspólnota, choć bywa krytykowana, wciąż się rozrasta. Przyznanie nagrody tak wielkiej instytucji określił mianem nowego trendu. 

Expose dobre, bo krótkie

Pytany o expose Donalda Tuska, Wałęsa odpowiedział, że nie oglądał wystąpienia premiera, a jedynie go słuchał. Było dobre, bo krótkie. Było twarde, mocne - wyliczał. Mówiąc o spektakularnym pomyśle wydłużenia urlopów macierzyńskich do roku, przyznał, że trop jest dobry. Tylko trzeba to teraz dokładnie przeliczyć. Ale faktem jest, że w Polsce rodzi się za mało dzieci - dodał.

Były prezydent, choć komplementował expose premiera, przyznał jednocześnie, że on - zamiast podobnych wystąpień - sugerowałby rządowi przyjęcie innej strategii.

Od dawna postuluję, by poszczególni ministrowie urządzili centra prasowe, w których na bieżąco można byłoby wyjaśniać pojawiające się wątpliwości, odpowiadać na pytania - stwierdził Wałęsa, precyzując, że mogłaby to być nawet działająca stale infolinia. Przyznał, o choć o swym pomyśle mówił już publicznie, nie rozmawiał o nim jeszcze z Donaldem Tuskiem.

Wyrazem oczekiwania społecznego na te właśnie odpowiedzi są, zdaniem Wałęsy, ostatnie sondaże, dające przeważające poparcie Prawu i Sprawiedliwości.