Jednak okazuje się, że taka logika – działalności w jasnym otoczeniu prawnym – nie obejmuje wszystkich branż. Bo w dziedzinie płatności kartami sytuacja jest podobna – trwają prace nad uregulowaniem ustawowym wysokości opłaty interchange. I dziś nie można powiedzieć, ile będzie wynosiła – czy 0,5 proc., czy może 0,7 proc. Tak czy owak obecny poziom 1,6 proc. jest nie do obrony, a wątpliwe, aby obniżki zapowiedziane przez Visę i MasterCard zadowoliły posłów.

Tymczasem to nie przeszkadza bankom, organizacjom płatniczym oraz operatorom GSM. Wcześniej Orange, a teraz T-Mobile poinformowały o swoich sojuszach z bankami i MasterCard, dzięki którym można będzie płacić komórką jak kartą. I to mimo że chyba nikt nie jest w stanie powiedzieć, ile na tym zarobią. Zwłaszcza że tym razem po wpływy z opłaty interchange ustawią się nie trzy, lecz cztery grupy firm (do banków, organizacji płatniczych i agentów rozliczeniowych dołączyły telekomy).

Ta odwaga oraz chęć dotowania infrastruktury do płacenia telefonami, podobnie jak samych telefonów, pokazują, jak pewny jest biznes kartowy. Że nawet przy najczarniejszych scenariuszach każdy z tego grona zarobi albo przynajmniej – jak banki – zaoszczędzi. I dlatego dobrze byłoby, aby takie właśnie czarne scenariusze w tym przypadku się ziściły, bo będą one oznaczać, że także piąta grupa firm – sprzedawcy – będzie mocno do przodu.