W proporcjonalnych wyborach dobrze sobie radzi opozycja. W jednomandatowych jej przewagę niweluje obóz Janukowycza. Mniej więcej rok temu rozpoczęło się również nowe rozdanie w opozycji. Główna postać – Julia Tymoszenko – trafiła do kolonii karnej, a jej następcy zaczęli szukać porozumienia z bliskimi władzy oligarchami pokroju Rinata Achmetowa i Andrija Klujewa. Jeśli ktoś chce dziś kwestionować wynik wyborów na Ukrainie, jest w niedoczasie. Jeśli zachodni politycy – podobnie jak przed Euro 2012 – pragną urządzić show z Janukowyczem jako ukraińską wersją Łukaszenki, będą po prostu nieszczerzy.

Owszem, Janukowycz i jego Partia Regionów to nie wykwity jeffersonowskiej demokracji. Są jednak kwintesencją ukraińskiej kultury politycznej, która może nam się nie podobać, ale której nie da się zmienić.

Możemy zżymać się, że Janukowycz prywatyzuje państwo i wtrąca do więzienia kobietę. Możemy przystąpić do chóru obrońców wolności i krytyków porządków nad Dnieprem. Możemy jednak również przestać myśleć o Ukrainie w kategoriach życzeniowych i zaakceptować ją taką, jaka jest. Nad Dnieprem pomarańczowy eksperyment się nie udał. A glebę pod kontrrewolucję zapewnili sami demokraci. Dziś jeden z nich (Wiktor Juszczenko) pozostaje na marginesie polityki, w dodatku marginesie bliższym Partii Regionów. Druga (Tymoszenko) jest za kratkami. Polska, która ma 535 km granicy z Ukrainą, nie ma wielkiego wyboru. Musi uznawać tego, kto rządzi w Kijowie. I pilnować, by demokraci z Zachodu, którzy Ukrainą interesują się co pięć lat – przy okazji wyborów – nie robili z niej na siłę Białorusi. Tak jak kluczowa dla Niemiec jest współpraca z putinowską Rosją, tak dla Polski kluczowe są dobre stosunki z janukowyczowską Ukrainą. Sprawa Tymoszenko i nieudane próby lobbowania za jej zwolnieniem dowiodły, że nie mamy zbyt wielkiego wpływu na elity rządzące. Niezależnie od tego, jak bardzo byśmy pragnęli demokratycznej Ukrainy, ona pozostanie hybrydą, czymś pomiędzy państwem prawa, reżimem autokratycznym a demokracją oligarchiczną. Nauczmy się z tym żyć.