Przypomnę, że w słusznie minionych sześciu latach wydatkowania środków unijnych doszło do dramatycznego spadku wszystkich miar innowacyjności polskiej gospodarki. Pisałem o tym wielokrotnie na tych łamach i przestrzegałem od kilku lat, że dojdzie do katastrofy. I doszło.

Ale widzę, że samorządy już dostrzegły ten problem i zaczynają zmieniać swoje podejście. Zamiast dotacji trafiających do firm, które najładniej wypełnią wnioski, stopniowo przyjmuje się dobre praktyki. Na przykład kilkukrotne spotkania z beneficjentami, jak w przypadku inicjatywy JEREMIE administrowanej przez BGK i instytucje partnerskie w regionach. W rozmowach z samorządowcami zwracałem uwagę, że to nowe podejście należy jeszcze zmodyfikować. Instytucje udzielające dofinansowania, na przykład pożyczki innowacyjnej w wysokości 2 mln zł oprocentowanej na 2,5 proc., mogą nie mieć koniecznych kompetencji, żeby ocenić, jakiego dodatkowego wsparcia potrzebuje firma. Po pierwsze, opinia o innowacyjności produktu często jest wydawana przez osoby, które nigdy niczego w życiu nie sprzedały, więc skąd mogą wiedzieć, jaka jest możliwość komercyjnego sukcesu danego produktu. Po drugie, dana firma poza potrzebą dofinansowania częściej ma potrzeby dotyczące uzupełnienia luki kompetencyjnej. Na przykład brakuje osób, które mogą otworzyć drzwi, wprowadzić produkt na nowy rynek, skutecznie stosować globalny marketing. Trzeba przyjąć metody działania funduszy venture capital, które szukają lokalnych graczy z ciekawymi produktami, żeby przekształcić ich w globalne firmy. Dlatego warto w proces oceny firm włączyć osoby, które mają za sobą międzynarodowe sukcesy komercyjne. Wiele osób z takim doświadczeniem przechodzi na pozycje właścicielskie w swoich firmach i ma więcej czasu na wspieranie innych polskich przedsiębiorców.

Bardzo ważny jest kapitał relacji. Świdnica realizuje w tym roku pierwszy światowy zjazd świdniczan. Z pewnością zjedzie się dużo ludzi sukcesu i jeżeli zorganizuje się dobry networking w trakcie zjazdu, to urodzi się wiele pomysłów biznesowych i świdnickie firmy będą mogły przyspieszyć swój rozwój. Opole tworzy Klub 150 dla opolskich firm, w którego ramach będzie budowany kapitał relacji, który może pomóc we wspólnej ekspansji na inne rynki. Ponadto Opole chce wykorzystać swoje unikalne aktywo, czyli Festiwal Piosenki, do stworzenia mechanizmów networkingu. W Opolu „wszystko gra”, tak brzmi slogan miasta i faktycznie muszę powiedzieć, że stworzono doskonałe przestrzenie publiczne do spotkań mieszkańców. A wysoka jakość życia w mieście przyciąga, działa jak magnes.

Oczywiście nie jest ona możliwa bez miejsc pracy. W samorządach dostrzegam stopniową zmianę akcentów. Kiedyś cały nacisk kładziono na pozyskanie inwestorów zagranicznych, teraz coraz większą wagę przywiązuje się do wsparcia rodzimych firm. Mam nadzieję, że pójdzie za tym praktyka przetargów publicznych, w których będzie premiowało się małe firmy z obowiązkiem budowy na miejscu centrum badawczo-rozwojowego w przypadku wygrania przetargu. Inne kraje Unii Europejskiej wspierają swoich, czas, żeby polscy urzędnicy robili tak samo. Mała firma zagraniczna nie wystartuje w przetargu na dostawę urządzenia lub usługi, a polska tak. I jeżeli jeszcze otrzyma środki na stworzenie lokalnego centrum B+R w firmie na dalszy rozwój tej usługi lub produktu, to będzie przykład bardzo skutecznej polityki popytowej wspierającej innowacyjność.

Podczas dyskusji w samorządach mówiliśmy też o edukacji. Dwie rzeczy można zrobić od razu. Należy jak najszybciej przywrócić w szkołach sklepiki uczniowskie jako jedyne miejsce w szkole, gdzie w praktyce można przetestować przedsiębiorczość. A jak jest ajent, to niech uczniowie uruchomią konkurencję. Trzeba też wprowadzić zasadę, że zajęcia z przedsiębiorczości w szkołach może prowadzić wyłącznie osoba, która miała lub ma swoją firmę. I niech uczniowie zarobią część pieniędzy na zieloną szkołę, tak jak to się dzieje w Finlandii, w tym celu szkoły mogą nawiązać współpracę z lokalnymi firmami, które znajdą dla dzieci drobne zlecenia. Te trzy zmiany, które nie wymagają żadnych nakładów ze strony państwa, po kilku latach będą skutkowały erupcją przedsiębiorczości młodych Polaków.

Po tych wizytach w Polsce po raz pierwszy od kilku lat widzę jaskółki nadziei, że sprawy związane z innowacyjnością zaczynają iść w dobrym kierunku. Tak trzymać.

Samorządy wspierają lokalny biznes, pobudzają przedsiębiorczość. Coś się ruszyło. Tak trzymać