Rzeczywistość zweryfikowała te szczytne cele i dziś w większości gmin działają straże miejskie zajęte głównie nabijaniem kabzy samorządom. Czytaj: wystawianiem mandatów za wszelkie możliwe uchybienia i wykroczenia. Z bezpieczeństwem jako żywo nie ma to nic wspólnego, bo trudno za takowe uznać mandat plus opłatę za odholowanie za parkowanie w miejscu, w którym zakazu parkowania nie było (zarówno historia, jak i społeczeństwo znają takie przypadki). Także wysokie kary za handel na ulicy nie przyczyniają się do utrzymania porządku – chyba że w gminnym budżecie, hojnie dotowanym przez krnąbrnych mieszkańców. Co zatem mają strażnicy miejscy wspólnego z utrzymaniem spokoju? Tyle że choćby się waliło i paliło, oni spokojnie wystawiają mandaty.

Posiadamy taką specyficzną umiejętność, że najlepszy nawet pomysł potrafimy zepsuć. Taki los spotkał sześciolatki, które tak bardzo chcemy posłać do szkół, że zaklinamy rzeczywistość i udajemy, że wszystko jest zapięte na ostatni guzik. Tak się dzieje z ustawą śmieciową. I tak też stało się ze strażą miejską. Zamysł był szczytny, wykonanie do bani. Dziś pojawia się coraz więcej głosów, by tę instytucję zlikwidować i trzeba w końcu zacząć na ten temat rozmawiać. Bo utrzymywanie obecnego stanu szacunku obywateli władzy nie przysparza.