Obie koncepcje są doraźną próbą poprawienia sytuacji. Na dłuższą metę są niedorzeczne, a dla krajów takich jak Polska – niekorzystne. Tymczasem nie musimy się tym przejmować, bo Hahn mówi o perspektywie budżetowej po 2020 r. Jeśli do tego momentu Unia Europejska przetrwa, kryzys i jego pomysł okażą się wspomnieniem.

Zastanawiające w koncepcji Hahna są jedynie dwie kwestie. Po pierwsze, dlaczego komisarz, promując finansowo regiony o wysokim bezrobociu, nie uwzględnia tego, że w ten sposób może je skutecznie konserwować. Jeśli region będzie dotowany miliardami euro z Brukseli za wysokie bezrobocie, trudno zakładać, że będzie skutecznie dążył do poprawienia sytuacji na rynku pracy i pozbycia się strumienia tych pieniędzy. Po drugie, propozycja nie uwzględnia demografii. Po 2020 r. Europa może mieć problem braku rąk do pracy, a nie problem wysokiego bezrobocia.

Pieniądze unijne dla regionów z wysokim bezrobociem wpisują się w całą serię dziwnych pomysłów, które powstają w Brukseli. Wczoraj pisaliśmy o nowej definicji PKB, która ma uwzględniać czarną gospodarkę, czyli rynek handlu narkotykami czy prostytucję. Statystycznie poprawią się dane dotyczące wzrostu. Przecież „misja wzrost” to dziś główne hasło zagrzewające do walki z kryzysem. Za pomocą nowej definicji można przynajmniej częściowo ten cel osiągnąć.

Podobnie jest z polityką spójności adresowaną do regionów o największym bezrobociu. Za miliardy z Brukseli będą szkolenia, staże, dokształcanie bezrobotnych. Na pewien czas poprawią statystki.

Nie chodzi przy tym o kwestionowanie sensu debaty o wydawaniu unijnych miliardów. Inwestycje w beton nie muszą być wieczne. Jednak czy inwestycje w beton muszą zostać koniecznie zastąpione inwestycjami w bezrobocie?