Wadliwy system podatkowy to obecnie jedna z największych barier rozwojowych w polskiej gospodarce. Polski system podatkowy staje się coraz mniej przejrzysty i budżetowo coraz mniej wydajny. Rosną koszty jego utrzymania, a maleje efektywność. W skrajnych przypadkach wady systemu podatkowego i wynikająca z nich specyfika funkcjonowania organów podatkowych, w tym dowolność i niespójność interpretacji przepisów podatkowych, prowadzą do niepotrzebnych, nieuzasadnionych upadłości i bankructw przedsiębiorstw, co skutkuje pomniejszaniem wpływów budżetowych i wymusza dodatkowe wydatki (w tym np. na rzecz bezrobotnych).

Podatkowe wpływy netto do budżetu centralnego i budżetów lokalnych (po odliczeniu kosztów poboru podatków i innych kosztów schorzeń w systemie podatkowym) są znacznie okrojone. Im bardziej bowiem złożony, zbiurokratyzowany i nieprzejrzysty system podatkowy, tym większe są koszty jego funkcjonowania. Taki system wymaga rozbudowanego aparatu skarbowego. Przy tym zgodnie z prawem Parkinsona, występują tu sprzężenia zwrotne: rozbudowany aparat to czynnik sprzyjający narastaniu złożoności systemu podatkowego i odwrotnie. Podatkowy efekt netto dla budżetu jest zatem tym mniejszy, im wyższe są koszty funkcjonowania i utrzymywania infrastruktury podatkowej, w tym urzędów skarbowych (koszty osobowe, materialne i finansowe, ale i koszty coraz częściej przegrywanych przez te urzędy procesów sądowych).

To jednak dalece nie wszystko! Do wymienionych kosztów funkcjonowania systemu podatkowego należy dodać wysokie na ogół koszty utraconych korzyści (koszty alternatywne). Stanowią one równowartość wpływów, jakie budżet państwa mógłby uzyskać, gdyby choć część niemałego przecież potencjału, angażowanego dotychczas w infrastrukturze skarbowej, została wykorzystana na inne cele, np. została wynajęta lub sprzedana (dotyczy to przede wszystkim budynków, urządzeń technicznych). Do utraconych korzyści należy ponadto w części zaliczyć ponoszone przez podatników koszty obsługi sprawozdawczości podatkowej i kontroli skarbowych, obsługi podatkowych procesów sądowych itp.

Mimo upływu prawie 23 lat od przełomu ustrojowego, żadnej z ekip rządowych w tym okresie nie udało się zracjonalizować systemu podatkowego. Przeciwnie - system ten z ciągle wnoszonymi zmianami szczegółowymi, dopisywanymi nowymi paragrafami (także wskutek działań lobbystycznych na rzecz wąskiej, ale wpływowej grupy podatników) staje się niespójny, zdaje się być coraz bardziej chory i odległy od standardów racjonalności.

Schorzenie nie polega bynajmniej na niewłaściwej wysokości stawek podatkowych i nie na to w pierwszym rzędzie skarżą się podatnicy. Przepisy są tak szczegółowe i tak często zmieniane, że już nawet specjaliści tracą orientację. W takiej sytuacji trudno się dziwić, że system podatkowy postrzegany jest często przez polskich podatników nie w kategoriach obowiązku obywatelskiego lecz represji i odwrócenia ról. Konsekwencje tego mogą być daleko idące, także polityczne i obywatelskie (niewiara w państwo, sadownictwo itp.). Urzędnik skarbowy staje się postrachem nie tyle dla nieuczciwych podatników, co przede wszystkim dla podatników o słabym zapleczu materialnym i prawnym, a dotyczy to większości małych i średnich przedsiębiorstw i większości osób fizycznych. Silne, bogate podmioty na ogół stać na usługi skutecznych doradców podatkowych lub zatrudnianie własnych specjalistów podatkowych oraz tworzenie i finansowanie wewnętrznych, własnych struktur zarządzania podatkami. Jak zwykle zatem – biednemu wiatr w oczy.

Obecny system podatkowy przypomina źle zszyty, pełen dziur patchwork. System jest nieszczelny, wiele z niego wycieka, co potwierdza chociażby fakt, że wzrostowi PKB nie towarzyszy odpowiedni do tego wzrost wpływów podatkowych.

A przecież jak stwierdzał już w starożytności Cyceron, podatki są sprężyną państwa. W Polsce ta "sprężyna" niestety wystaje jak w starym tapczanie i doskwiera, jest silnie nadwyrężona i zwichrowana. Wbrew zamierzeniom ustawodawcy, paradoksalnie, system podatkowy im bardziej złożony i nieprzejrzysty, im przepisy podatkowe bardziej uszczegółowione, tym więcej jest okazji do ich omijania. Problem ten dobrze ilustruje przytaczana przez Ortegę y Gasseta w książce "Bunt mas" anegdota o Cyganie, który przyszedł do spowiedzi i na pytanie księdza, czy zna przykazania Boże, odpowiedział: Wielebny ojcze, mam zamiar się ich nauczyć, ale ludzie powiadają, że lada dzień mają zostać unieważnione. Powstaje zatem wielki problem, czy i w jakim stopniu można jeszcze zmieniać polski system podatkowy ewolucyjnie, poprzez poprawki, czy też potrzebna jest zasadnicza reforma.

Moim zdaniem po ewolucyjnym dokazywaniu z systemem podatkowym możliwości sensownych, ewolucyjnych modyfikacji tego systemu zostały wyczerpane. Konieczna jest zasadnicza reforma, w tym zmiana filozofii podatkowej, w tym przesunięcia wagi z podatków dochodowych na rzecz majątkowych. Na ten temat toczy się dyskusja w skali światowej, ale nie w Polsce, niestety.

*Elżbieta Mączyńska, profesor nauk ekonomicznych, związana z SGH i Instytutem Nauk Ekonomicznych PAN, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego