Jakiś czas po wprowadzeniu reformy systemu oświaty pozwolono gimnazjom rozwijać się i umacniać, zbudowano wiele nowych budynków, żeby młodzież gimnazjalną odseparować od maluchów, ale i od licealistów, kiedy zaś ten system nieco okrzepł, zaczęło się to co zwykle w Polsce: totalna krytyka nowej rzeczywistości organizacyjnej. Prześcigano się w wytykaniu błędów tej reformy, niebawem pojawiły się nawet nawoływania do likwidacji gimnazjów i powrotu do stanu sprzed reformy. Ataki nasilały się w ostatnich kilku latach, a był już nawet czas, że niektóre ugrupowania powpisywały w swoje programy likwidację gimnazjów.

Naraz wszystkich zelektryzowała wiadomość, że nasze piętnastolatki lokują się wśród najlepiej wyedukowanych na świecie - obok młodzieży w Finlandii i w Korei Płd. Jest to zapewne wynikiem synergii agregującej zarówno nową podstawę programową, jak i nową organizację szkolnictwa, a jak są wyedukowane piętnastolatki, wiem najlepiej jako dziadek, a mam co porównywać. Moi rodzice byli zawodowymi nauczycielami z wykształceniem jeszcze przedwojennym, sam w końcu chodziłem do szkoły, podobnie jak moje dzieci i teraz wnuki zmagające się w różnym wieku ze szkołami w różnych krajach. Z moich kontaktów z aktualnymi studentami nabieram przekonania, że za dziesięć lat będą mieli zasadnicze kłopoty z doścignięciem obecnych piętnastolatków. Nie ma w tym żadnej pomyłki. Obecne nastolatki prześcigną aktualnych dwudziestolatków za dziesięć lat z prędkością odrzutowca i nie dadzą im żadnych szans na dogonienie. W jakimś stopniu spowodował to powrót do programów i przede wszystkim do matury z matematyki. Młodzież patrzy na nią już zupełnie innymi oczami i chwała tym wszystkim, którzy ten tryumfalny powrót matematyki ogłosili. Ale pamiętajmy też, kto matematykę z programów szkół rugował. Bo to są edukacyjni szkodnicy, którzy powinni być trzymani od systemu oświaty na bezpieczną odległość wspólnymi siłami dziadków i rodziców, i wytykani palcami przy każdej okazji.

Na jakiś czas przycichli z powodu medialnego światowego sukcesu naszych piętnastolatków. Tacy głupi to oni nie są, aby teraz się znowu z likwidacją gimnazjów wychylać. A może w końcu zmądrzeją?

Zostawili gimnazja, ale teraz ostatnio usłyszeliśmy, że chcą się zabrać do zmiany mapy wojewódzkiej istniejącej już też piętnaście lat. Zdaniem lidera SLD najlepiej byłoby, gdyby województw było znowu 49. Nie pamiętam, czy był on był wiosną 1998 r. na pamiętnej naradzie w Pałacu Prezydenckim, kiedy to w obecności prezydenta Kwaśniewskiego twórcy reformy administracyjnej przedstawiali jej założenia. Jak przez mgłę widzę, że chyba wtedy zasiadał jednak wśród przewodniczących frakcji parlamentarnych.

Może nie był uważnym słuchaczem wszystkich wystąpień, może z jakichś powodów nie zwrócił uwagi na to, co wtedy mówił profesor Jerzy Kołodziejski z Gdańska, przypominając o swojej roli w grupie naukowców włączonych w latach 70. w reformy administracyjne. Otóż mówił on wtedy, że w pierwszej połowie tamtej dekady, już po przekształceniu gromadzkich rad narodowych, których było ok. 8 tys., w 2200 gmin, co miało miejsce w 1972 r., powstał projekt zlikwidowania powiatów i utworzenia w ich miejsce 32 województw i czterech makroregionów.

Kiedy jednak koncepcja była prawie już dopięta, ruszyli do ataku sekretarze likwidowanych większych komitetów powiatowych. I jednej nocy za zgodą ówczesnego I sekretarza zamiast 32 województw urodziło się ich 49. Na wiele lat tak pozostało, grzebiąc przy okazji koncepcję powołania makroregionów.

Taka jest prawda o reformie z połowy lat 70. płynąca z ust osoby wyjątkowo kompetentnej, jakim był nieżyjący już Jerzy Kołodziejski, historyczny wojewoda gdański z 1980 r. i sekretarz stanu odpowiedzialny za nadzór nad wojewodami w rządzie Tadeusza Mazowieckiego.

Władza była wtedy w komitetach, a nie w radach narodowych - tymi ostatnimi mało się wówczas kto interesował. Powstało wówczas przede wszystkim 49 komitetów partyjnych, a administrację wojewódzką im niejako dodano, wydając na to niepotrzebnie mnóstwo pieniędzy na nowe gmachy i etaty - nie likwidując przy tym administracji powiatowej. Ona została, a właściwie przetrwała, aż do 1998 r., w niezmienionej niemal postaci rejonów administracji różnych pionów.

Trawestując słynne Jacka Kuronia: "Nie palcie komitetów - zakładajcie swoje", chciałoby się dziś znowu powiedzieć: a zakładajcie sobie, gdzie chcecie, te swoje komitety - ale nie mnóżcie już przy tym administracji.