Saper naraża życie dla innych. Gdy rozbraja ładunek wybuchowy, jeden fałszywy ruch oznacza śmierć, ale jego, sapera. Przecinając kabelki w urojonej bombie podłożonej jakoby pod polskimi finansami przez reformę emerytalną sprzed kilkunastu lat saper Jacek wiedział, że skutki dotkną wszystkich, tylko nie jego samego. To, czy będzie miał z czego żyć na starość, nie zależy przecież od liczby i jakości filarów w polskim systemie emerytalnym.

Saper Jacek w ogóle wie wszystko lepiej od wszystkich – i gdy trzeba wszystkim wygarnie. Zarządzający funduszami emerytalnymi usłyszeli, że są „rakiem”, zwykli Polacy – że OFE są gorsze od ZUS-u, czyli że inwestowanie pieniędzy jest gorsze od ich braku, a profesorowie ekonomii i prawa, że „nic nie rozumieją”, zwłaszcza że nie są patriotami, bo gdyby nimi byli, „dbaliby o finanse państwa”. Dbaliby tak, jak rozumie to on, saper Jacek. Powiedział to człowiek, którego ojciec nie mógł wrócić po II wojnie światowej do Polski, bo ci, którzy w niej wtedy rządzili, mieli inną – niż tata sapera Jacka – definicję patriotyzmu.

Prawdziwy saper myli się tylko raz – i tego o saperze Jacku powiedzieć nie sposób. Mniejsza już o pomyłki w szacowaniu wpływów do kolejnych budżetów. Mniejsza o brak reformy finansów państwa i kolejne przepisy, które krytykują przedsiębiorcy – ci zawsze narzekają i już przez samo swoje istnienie zawadzają na drodze do gospodarczego rozkwitu! Mniejsza już nawet o złamane słowo w sprawie terminu obowiązywania podniesionej stawki VAT – w końcu, który polityk dotrzymuje przyrzeczeń? Skoro jednak słyszeliśmy tak niedawno i tak często z ust partyjnych kolegów sapera Jacka, że bez prezydenckiego podpisu pod ustawą demolującą OFE groziła nam katastrofa budżetowa, logiczne wydawałoby się pytanie: jaki tytan ekonomii do tak ryzykownej sytuacji doprowadził? Nikt jednak nie pyta, bo i po co – saper Jacek sam wie przecież najlepiej, jak wiele dokonał: „Jestem na ławce rezerwowej i szczerze mówiąc, udowodniłem sam sobie, że jestem w stanie dość dużo zrobić i wypróbować swoje umiejętności oraz udowodnić, że się ma pewne talenty i jest się w stanie coś osiągnąć dla kraju. Myślę, że to udowodniłem z dość dużą nadwyżką. Ja nie muszę już udowadniać ani sobie, ani innym, co jestem w stanie zrobić” (wywiad dla TVP 1 z 16 stycznia). Kiedy my zastanawiamy się, co Trybunał Konstytucyjny powie na nacjonalizację majątku prywatnych firm finansowych, na powrót cenzury (zakaz reklamy OFE przy braku podobnych ograniczeń dla ZUS) oraz nad tym, jakie skutki w dłuższej perspektywie mieć będzie to wszystko dla całej gospodarki, saper Jacek już myśli o rozbrajaniu bomb pod fotelami w Parlamencie Europejskim: „Jestem gotów zagrać tam i wtedy, kiedy trener to zasugeruje i jeżeli to pasuje do moich umiejętności. Ale to oczywiście musi być dobre (...) rozwoju gospodarczego Polski” (tamże). Szukaliście „polskiej Nokii” – oto jest! To saper Jacek.

Nie wiem, czy świadkom wręczenia nagrody przypadł do gustu serwowany po uroczystości poczęstunek – wybór dokonany przez kapitułę nagrody był wystarczająco ciężkostrawny. A sam Kisiel patrzył na to z zaświatów, popijając ulubioną wódeczkę – dla zdrowia i w lepszym towarzystwie.

Dość drwin – prawdziwych saperów polskiej gospodarki zobaczyłem kilka dni później, na gali Business Centre Club. Polscy przedsiębiorcy odbierali laury za stworzenie miejsc pracy i za dzielenie się jej efektami z tymi, którym los nie dal takiej szansy lub odpowiednich talentów. Pan minister ściskał dłonie, wręczał, zapewniał, deklarował i obiecywał.

Ciekawe, ile osób na sali myślało wtedy o tym samym – o historiach ludzi, którzy kilka miesięcy czy godzin po powrocie z takiej czy innej gali na codzienne pole minowe polskiej rzeczywistości wpadali na ładunki znane jako CBA, urząd skarbowy, prokuratura, inspekcja pracy, urząd celny i wiele, zbyt wiele innych. Dziś w garniturze i muszce albo w wieczorowej sukni, a jutro? Ci saperzy mylą się naprawdę tylko raz, niestety. Kto następny?