Ewa Ivanova: Prostytucja to naprawdę najstarszy proceder świata?

Prof. dr hab. Andrzej Karpiński: Coś w tym stwierdzeniu jest. Mamy dokumenty źródłowe sprzed kilku tysięcy lat potwierdzające występowanie tego zjawiska. Nie istniała ani jedna cywilizacja starożytnego Wschodu, gdzie nie byłoby prostytucji. Wcześniejsza była tzw. prostytucja świątynna uprawiana m.in. przez kapłanki niektórych bogiń (m.in. fenickiej Astarte), późniejsza – świecka. Jej prawdziwy rozkwit nastąpił w momencie, kiedy powstała patriarchalna rodzina, oparta na kulcie dziewictwa i nierównoprawnym traktowaniu kobiet i mężczyzn.

Kiedyś Arthur Schopenhauer powiedział, że prostytutki to ludzkie ofiary złożone na ołtarzu monogamii.

W pewnym sensie to prawda. Patriarchalny i monogamiczny model rodziny niewątpliwie przyczynił się do rozwoju prostytucji.

Chrześcijaństwo także?

Rola chrześcijaństwa jest trochę inna. Z jednej strony przejęło ono z judaizmu restrykcyjne podejście do nierządu i od zawsze przywiązywało dużą wagę do karania łamania szóstego przekazania, z drugiej zaś od początku dawało kobietom upadłym możliwość poprawy. Symbolem tego może być Maria Magdalena – grzesznica, która nawróciła się na drogę cnoty. Tego nie było np. w starożytnym Rzymie, gdzie kobieta trudniąca się płatną miłością nigdy nie mogła już wrócić do środowiska uczciwych kobiet.

Cudzołóstwo było gorzej traktowane niż prostytucja, prawda?

Św. Tomasz z Akwinu tłumaczył, że cudzołóstwo czy bigamia są gorsze niż nierząd. Uznawał też, że prostytucja jest w pewnym sensie nawet potrzebna, bo spełnia rolę „swoistej toalety w domostwie” – może brzydko pachnie, ale bez niej cały dom pachniałby jeszcze gorzej. Pod koniec XIV w., kiedy w Krakowie funkcjonowały trzy legalne domy publiczne, władze miasta zapytały dominikanina Jana Falkenberga, co jest lepsze – prostytucja czy cudzołóstwo? Duchowny uznał, że prostytucja jest mniejszym grzechem, bo nie jest złamaniem sakramentu małżeństwa. Poza tym prostytutka może zawsze nawrócić się i wejść na drogę poprawy.

Dlatego w średniowiecznych miastach prostytucja nie była zakazana. Kobiety publiczne świadczyły usługi oficjalnie, a nawet niekiedy posiadały własne korporacje zawodowe. Władze pozwalały na prowadzenie domów publicznych, zaś dochody z prostytucji zasilały kasę miejską. Prawo restrykcyjnie podchodziło tylko do nielegalnego, pokątnego nierządu. Uprawiające ten proceder kobiety niekiedy chłostano i wyganiano. Prostytucji sprzyjały w tym czasie także wojny i pielgrzymki. Nie jest tajemnicą, że za oddziałami wojsk podążały zawsze rzesze wędrownych cór Koryntu. W tych czasach powstawały też pierwsze ośrodki dla pokutujących nierządnic.

To jest tylko fragment wywiadu. Całą rozmowę czytaj w najnowszym "DGP">>>