Prof. Krzemiński uważa, że polska dyplomacja dobrze wywiązała się ze swojej roli podczas wydarzeń na Ukrainie i zostało to dobrze odebrane przez Polaków

Nie jest przypadkiem, że wokół tych spraw pojawił się konsensus wszystkich poważnych sił politycznych. Nie mieliśmy z tym do czynienia od czasów wstępowania do NATO i Unii Europejskiej. Tyle lat! Na obradach Rady Bezpieczeństwa Narodowego pojawił się Jarosław Kaczyński i należy się z tego cieszyć - mówi w rozmowie z "Super Expressem" prof. Ireneusz Krzemiński.

Jego zdaniem może to też wpływać na ocenę potencjału innych partii politycznych. Co socjolog ma na myśli?

Wyobraźmy sobie, że ministrem spraw zagranicznych w takiej sytuacji byłby poseł Macierewicz - precyzuje prof. Krzemiński. 

Przyznaje on jednak, że bracia Kaczyńscy mieli rację przestrzegając przed zapędami Moskwy.

Prezydent Lech Kaczyński zajmował tu ostre stanowisko i ostrzegał Europę przed Rosją. To trzeba mu oddać. Tyle, że w praktyce było to mało skuteczne, a skutki bardzo dotkliwe. Trzeba wziąć tę samą ideę, którą miał Kaczyński, i realizować ją bardziej umiejętnie. Pamiętając też o tym, że samo wymachiwanie szabelką może nam zaszkodzić. Rosja to co prawda kolos na glinianych nogach, ale jej reakcje mogą być dla Polski dotkliwe - uważa profesor. 

Czy zmiana retoryki premiera Tuska wobec Rosji zmieni także podejście do tragedii smoleńskiej?

Ten mit smoleński w wyraźny sposób wygasa. Mógł być skuteczny na krótką metę, ale na dłuższą kłamstwo nie może działać. Sytuacja, z którą mamy do czynienia, wyznacza nowe strategie wyborcze. Dominować będzie jednak Rosja i Ukraina - ocenia prof. Krzemiński.