Silniejszy kraj najpierw zajmuje część słabszego, a potem finansuje działania dywersyjne pod pretekstem problemów etnicznych - zwrócił uwagę Radosław Sikorski w rozmowie z amerykańską telewizją. Jak dodał, do tej pory dla Moskwy problemy Rosjan zamieszkujących wschodnią Ukrainę nie istniały. Aż nagle w Charkowie, Doniecku i Ługańsku wybuchły zamieszki prorosyjskie. Zdaniem szefa polskiej dyplomacji to sprawka Rosji.

Rosja zawsze powołuje się na pretekst ochrony mniejszości narodowej - podkreślił Sikorski.

Znamy dobrze tę historię. Przypomina oglądanie opery, której libretto doskonale się zna. To absolutnie nie do przyjęcia, ponieważ w Europie nie ma takiego kraju, którego terytorium nie zamieszkiwałyby mniejszości narodowe - zaznaczył Radosław Sikorski w CNN i dodał, że jeśli zaczniemy zmieniać granice pod pretekstem chronienia mniejszości, to wrócimy do piekła XX wieku.

Dlatego wszyscy czują się zagrożeni tym, co ostatnio zrobił Putin - stwierdził szef polskiego MSZ, odwołując się do aneksji Krymu.