Klara Klinger: Czy posiadanie potomstwa przekłada się na zadowolenie z małżeństwa?

Janusz Czapiński: Nie. Jeśli przeanalizujemy wszystkie stadia rodzicielstwa – nawet w momencie odejścia dzieci z domu, czyli pojawienia się pustego gniazda – widać, że nie ma to wpływu na relacje małżeńskie. Stres małżeński jest na tym samym poziomie przez cały okres jego trwania. Więc dzieci nie psują relacji, ale też ich nie poprawiają.

A nie cementują związku, jak się potocznie myśli?

Niewątpliwie pojawienie się dzieci na świecie może odraczać rozstanie lub do niego zniechęcać. Ale nie jest absolutną przeszkodą. Także osoby z dziećmi podejmują decyzje rozwodowe. A w literaturze jest sporo danych potwierdzających, że w przypadku kobiet rozstanie z mężem czy partnerem poprawia ich dobrostan psychiczny. Najgorzej jest przed rozwodem, potem jest już tylko lepiej. Są dane, które udowadniają, że ten oddech jest duży nawet przy dużej liczbie dzieci. Jednak w Polsce to się nie potwierdza. Nasi samotni rodzice mają najniższy poziom dobrostanu psychicznego i posiadanie dzieci niezbyt tę sytuację zmienia. Co ciekawe, osoby, które owdowiały, a posiadają dzieci, mają się gorzej niż bezdzietni wdowcy.

Kto jest najszczęśliwszy?

Bezdzietne małżeństwa oraz bogate rodziny. O wiele gorzej miewają się single, rozwiedzeni i wdowcy. Ale najgorzej wygląda sytuacja panien, które się zdecydowały na dziecko. W przypadku małżeństw potwierdza się dodatkowo, że dziecko obniża radość życia. Posiadanie dzieci nie ma jedynie wpływu na dobrostan rozwiedzionych – i ci bez dzieci, i ci z dziećmi są w złym stanie. Ale to w dalszym ciągu – będę się upierać – wpływ ekonomii. 20-letnia samotna matka jest najczęściej w bardzo złej sytuacji finansowej i społecznej. W małżeństwach wraz z pojawieniem się dzieci wydatki rosną. Etc., etc.

Całą rozmowę Klary Klinger z prof. Januszem Czapińskim przeczytasz w elektronicznej wersji Magazynu DGP >>>