Jeśli Władimir Putin mówi, że wycofał wojska z terenów przy granicy z Ukrainą, to mówi. Jeśli prosi separatystów, by przełożyli zaplanowane na niedzielę referendum, to prosi. W nagły, pojednawczy ton rosyjskiego prezydenta nie należy wierzyć. Bezużyteczną sowietologią jest analiza jego wypowiedzi. To tak jakby poważnie traktować złożoną publicznie prezydencką deklarację, że zielone ludziki na Krymie kupowały swoje mundury w sklepach myśliwskich.

Propozycje Rosji mieszczą się w zachodnioeuropejskim standardzie. Wie to doskonale przewodniczący OBWE Szwajcar Didier Burkhalter, którego wczoraj Putin zapewniał o wycofaniu wojsk i pokojowych zamiarach wobec Ukrainy.

Szeroką autonomię mają przecież kantony, które Burkhalter doskonale zna i które mówią różnymi językami. Problem jedynie w tym, że rozwiązanie proponowane przez Rosję ma nieco inne cele niż te, które przyświecały budowaniu Konfederacji Szwajcarskiej. Wykorzystywanie przez Kreml podziałów służy uśmierceniu idei sobornosti, która legła u podstaw współczesnej Ukrainy. Sobornost to jedność i niepodzielność. Coś, co dawało nadzieję na budowę nowoczesnego państwa. Federalizm w rozumieniu Putina-Ławrowa ma być jego przeciwieństwem.

Jeśli Putinowi nie uda się uśmiercić sobornosti poprzez międzynarodowy arbitraż, nie zawaha się wywołać długotrwałej wojny domowej. Jeśli nie da się wyznaczyć granic kantonów za pomocą obserwowanej dziś ograniczonej przemocy, instruktorzy z GRU i ochotnicy z głębi Rosji zorganizują działania na znacznie większą skalę. Inwazja na pełną skalę jest środkiem ostatecznym. Zostanie zastosowany, gdy inne nie dadzą zadowalających rezultatów.