Piotr Kościński ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych w rozmowie z IAR przypomina, że proces trwa już 10 lat.

To jest wyrok, który pokazuje, że nawet w Rosji nie można robić wszystkiego co się chce. Nie może być tak, że państwo nacjonalizuje wielką firmę, zabiera pieniądze, a niektórzy udziałowcy lądują na lata w więzieniu - tłumaczy analityk.

Stały Trybunał Arbitrażowy rozpatrywał sprawę na wniosek trzech firm - dwóch zarejestrowanych na Cyprze i jednej na Wyspie Man. W orzeczeniu sędziowie podkreślili, że Moskwa podjęła działania, które w efekcie doprowadziły do wywłaszczenia akcjonariuszy Jukosu - kiedyś największego producenta ropy w Rosji.

CZYTAJ WIĘCEJ: Cios w Putina. Gigantyczne odszkodowanie za zgniecenie Jukosu>>>

Piotr Kościński zauważa, że Rosja w odróżnieniu od typowych dyktatur musi się jednak liczyć z międzynarodowymi sądami.

- Putin nie może sobie pozwolić na całkowicie dowolne działanie. Jednak Rosja to nie Korea Północna  - zauważa ekspert.

Zdaniem sądu Moskwa złamała Kartę Energetyczną, międzynarodowy traktat dotyczący współpracy w zakresie energetyki. Orzeczona kara jest niższa od tej której domagali udziałowcy, ze względu na "dodatkowe błędy" jakie Trybunał znalazł także po ich stronie.