Nawoływanie pana Hartmana jest głosem zdegenerowanego pracownika naukowego (choć mam wątpliwość, czy to jest jeszcze człowiek nauki, szczególnie środowiska krakowskiego). Ale skoro pan Hartman zgłasza takie propozycje, to niech najpierw wypraktykuje te kazirodcze koncepcje we własnej rodzinie i podzieli się wrażeniami! - pisze w komentarzu na portalu fronda.pl prof. Krystyna Pawłowicz.

Pawłowicz uważa, że za te słowa Hartman powinien stanąć przed sądem i mieć poważne problemy na uczelni. Jako pracownik naukowy nie ma prawa zachęcać do wprowadzenia czegoś, co jest w Polsce prawnie zakazane, a etycznie obrzydliwe, świadczące już o pewnym zezwierzęceniu - uważa posłanka PiS. Twierdzi też, że legalizacja kazirodztwa to dopiero początek drogi do degeneracji ludzkości. 

Najpierw zboczone relacje płciowe, potem antykoncepcja, in vitro, potem aborcja, a potem, jak już się coś z takiego związku urodzi, to eutanazja. I oto cały łańcuch śmierci, który głosi pan Hartman – od śmierci duchowej do śmierci fizycznej. Pan Hartman przemawia głosem ludzi, którzy żyją z zabijania, gloryfikują śmierć. To jest nawoływanie zwyrodniałych i pogubionych ludzi do zalegalizowania różnych rodzajów zbrodni na człowieku. Bo kazirodztwo jest działaniem w kierunku degeneracji gatunku ludzkiego i unicestwienia rodziny jako struktury społecznej - twierdzi.

Pawłowicz sugeruje, że wystąpienie Hartmana może oznaczać koniec Twojego Ruchu. Mam jednak nadzieję, że dla wyborców Palikota istnieje granica akceptacji dla tego rodzaju wynaturzeń. Głęboko wierzę, że tylu degeneratów w Polsce nie ma, którzy chcieliby dobierać się do swoich sióstr i braci. Wyborcy Palikota przejrzeli już jednak na oczy i kolejne kompromitujące propozycje jej szefa i doradców nie zapobiegną rozpadowi tego nieudanego zbiorowiska - stwierdza.

ZOBACZ TAKŻE: Jan Hartman wszczyna debatę o legalizacji kazirodztwa>>>