W zamieszczonym na Facebooku komentarzu, zatytułowanym "Kaczyński marionetką Putina", Roman Giertych pisze m.in. o konsekwencjach powtarzania przez PiS tezy o wyborczych fałszerstwach. Były wicepremier, a dziś wzięty prawnik, pochyla się jednak przede wszystkim nad inicjatywą, która ma na celu umiędzynarodowienie sprawy polskich wyborów samorządowych. W szczególności chodzi o zwrócenie się do Parlamentu Europejskiego - gdzie, jak zwraca uwagę Giertych, zasiada najwięcej Niemców - z wnioskiem o zaangażowanie.

CZYTAJ WIĘCEJ o tym, co o wyborach samorządowych mówił Jarosław Kaczyński >>>

- Szczerze mówiąc, myślałem, że już mnie nic nie zdziwi, ale chór prawicowych popleczników angażowania UE, czy OECD w wewnętrzne sprawy naszego kraju każe postawić pytanie, czym jest dzisiaj prawica? (...) Wyrzeczenie się jednak fundamentalnej zasady polskiego patrioty, aby obcych nie angażować w sprawy wewnętrzne budzi zdumienie - pisze były wicepremier i były szef niegdyś koalicyjnej wobec PiS Ligi Polskich Rodzin. 

Giertych stawia tezę, że tego rodzaju narracja na rękę jest Rosji, gdzie już dziś media mówią o chaosie w Polsce po wyborach. A potem sypią się oskarżenia: kwestionowanie legitymacji wyborczej przez Jarosława Kaczyńskiego i Leszka Millera były polityk (nota bene, na Facebooku jest profil opatrzony jest właśnie komentarzem "polityk") uznaje za krzywdę wyrządzoną polskiej racji stanu. I to większą niż opowiadanie bredni o rzekomym zamachu smoleńskim, wymyślne teorie o helu, sztucznej mgle, wybuchach, ujawnianie agentury wojskowej przez Antoniego Macierewicza.

Zdaniem Giertycha, poszukiwanie interwencji z zewnątrz zrozumiałe jest w przypadku SLD. Jednak w przypadku PiS partia ta wyklucza się z szeroko rozumianych ugrupowań niepodległościowych i propaństwowych.

- Gdyby nie to, że PiS robi to z głupoty to dla wszystkich ich liderów ordery za zasługi czekałyby na Kremlu - podsumowuje Giertych.