Wszystko zaczęło się w połowie grudnia 1989 r. w Timiszoarze od spontanicznych protestów ludzi przeciwko decyzji władz o eksmitowaniu Laszlo Tokesa – pastora ewangelickiego (węgierskiego pochodzenia), zaangażowanego w działalność opozycyjną. Tokes jest teraz, już trzecią kadencję, eurodeputowanym. Protesty przerodziły się w spontaniczne manifestacje przeciwko reżimowi i komunizmowi. Rumunów zachęciła "jesień ludów" w innych krajach socjalistycznych.

Rząd użył wojska i specjalnych jednostek służb specjalnych – osławionego Securitate – do krwawego tłumienia manifestacji. Protesty przeniosły się do Bukaresztu, na ulice wyszły tysiące ludzi, zapanował chaos. Władze znów użyły sił specjalnych, w walkach zginęło ponad tysiąc osób. Sam dyktator z żoną pod sugestią otoczenia uciekł helikopterem. W miejscowości Targoviste zostali rozpoznani przez ludzi, zawiadomiono wojsko (już będące po stronie Frontu Ocalenia Narodowego), które aresztowało zbiegów. Po pokazowym procesie wydano wyrok śmierci dla dyktatora i jego żony. Oboje rozstrzelano. Pokazano to następnie w telewizji rumuńskiej.

ZOBACZ TEŻ: Demokracja, choroba przewlekła i nieuleczalna>>>

Wtedy powszechna była opinia, że po krwawej rewolucji obalono tyrana i uwolniono Rumunię od komunizmu. 10 lat temu pojechałam do Rumunii śladami rewolucji, w Timiszoarze i Bukareszcie spotykałam się z ludźmi, którzy wtedy brali udział w protestach. Wszyscy powtarzali u nas żadnej rewolucji nie było, to był pucz. I faktycznie, po zabiciu Ceausescu władzę objął Ion Iliescu, komunista z otoczenia dyktatora. Poza kilkoma przypadkach najbardziej skompromitowanych współpracowników "słońca Karpat" reszta ocaliła nie tylko życie, ale i stołki. Securitate nie rozliczono, byli oficerowie przeszli do biznesu i polityki. Warto wspomnieć, że jesienią 1989 r. Ceausescu przyjechał Michaił Gorbaczow, który namawiał go do ustąpienia. W Europie wschodniej następowały zmiany i Gorbaczow wiedział, że są nieuchronne. Także otoczenie rumuńskiego dyktatora było tego świadome. Wiedzieli, że przez upór prezydenta sami pójdą z nim na dno. Dlatego wykorzystali atmosferę w kraju do obalenia go. Do dziś nie wiadomo, a nikt nie chce tego zresztą wyjaśnić , kto naprawdę wydał rozkaz strzelania do ludzi. Niewykluczone, że to wcale nie sam Ceausescu, ale właśnie jego ludzie. Tłum był jednak przekonany, że to była wina dyktatora. Stąd jeszcze większa determinacja.

Dzisiaj wielu Rumunów twierdzi, że komunistyczni aparatczycy cynicznie wykorzystali protesty ludzi zmęczonych tyloma latami dyktatury, do obalenia prezydenta. Krew ludzi była im potrzebna do uwiarygodnienia "zmiany". Ceausescu był bez wątpienia potworem (a jeszcze większym była rumuńska lady Makbet, czyli Elena Ceausescu), ale ci którzy go zastąpili też nie mieli czystych rąk. Dzięki gwałtownemu przebiegowi "rewolucji" zabezpieczyli sobie dobrą przyszłość. Jak pisał Giuseppe Tomasi di Lampedusa „wiele się musi zmienić, by wszystko zostało po staremu”.

Dzisiaj Rumunia jest członkiem Unii Europejskiej i NATO, jej mieszkańcy mogą żyć o wiele normalniejszych warunkach niż przed 1989 r. Jednocześnie dalej jest to najbardziej skorumpowany kraj w Europie i wciąż jeden z najbiedniejszych. A historii sprzed 25 lat prawie nikt nie chce już wyjaśniać.