Polska nie ma kompleksowej polityki pamięci - uważa profesor Wojciech Roszkowski. Polityczne zamieszanie wokół rocznicy wyzwolenia obozu w Auschwitz pokazuje, że Polska nie ma pomysłu na to jak mówić o historii.

W ubiegłym tygodniu szef polskiej dyplomacji Grzegorz Schetyna powiedział w Sygnałach Dnia, w radiowej Jedynce, że obóz wyzwolili żołnierze pierwszego frontu ukraińskiego. Według prof. Roszkowskiego wypowiedź szefa polskiej dyplomacji, choć jest pewnym nadużyciem, ma swoje uzasadnienie. Obóz został wyzwolony 27 stycznia 1945 roku przez armię sowiecką, a dokładnie 454 pułk 100 dywizji 60 armii pierwszego frontu ukraińskiego.

Według Roszkowskiego, wypowiedzi ministra Schetyny nie należy rozumieć z historyczną precyzją, ale jako element taktyki dyplomatycznej. Z historycznego punktu widzenia trzeba wyjaśnić, że armia sowiecka składała się z żołnierzy narodowości rosyjskiej, ukraińskiej, białoruskiej i innej - to byli obywatele Związku Radzieckiego, a ich narodowość była tłumiona dodaje historyk.

Polska powinna mieć całościową, konsekwentną i państwową politykę historyczną - tłumaczy Roszkowski. Nie da się wymierzyć w procentach zasług poszczególnych narodowości w wyzwalaniu obozu, ale jeżeli dzisiaj Federacja Rosyjska chętnie wykorzystuje działania armii sowieckiej w pokazywaniu zasług rosyjskich dla wielu krajów i narodów - to trzeba zaprotestować i powiedzieć, że to jest nadużycie ponieważ w tej armii byli przedstawiciele różnych narodowości - wyjaśnia Roszkowski. W jego ocenie minister Grzegorz Schetyna właśnie na ten aspekt sprawy zwrócił uwagę.

ZOBACZ TAKŻE: Schetyna: Pierwszy czołg, który wjechał do Auschwitz, prowadził Ukrainiec>>>