Tomasz Nałęcz zaznaczył, że między haniebnym układem monachijskim czy rozbiorami Polski a mińskim porozumieniem jest zbyt wiele różnic, by zestawiać ze sobą te wydarzenia.

Jeśli to był rozbiór Ukrainy, to czym były rozbiory naszego kraju, po których straciliśmy niepodległość? - pytał. Historyk zaznaczył jednocześnie, że sytuacji nie należy bagatelizować, ale nie wolno też przesadzać.

Według profesora Nałęcza, porozumienie w Mińsku nie jest też usankcjonowaniem zaboru Krymu, jak twierdzą niektórzy eksperci i politycy. Doradca prezydenta przekonywał, że rozmawianie z Putinem nie oznacza wcale, że wspólnota międzynarodowa akceptuje jego agresywne działania, na przykład wspomnianą aneksję Krymu. Co więcej, zdaniem profesora Tomasza Nałęcza, przeciwni jej są też niektórzy sojusznicy Rosji, bo boją się, że ich czeka podobny los.

CZYTAJ WIĘCEJ: Tusk się tłumaczy z nieobecności w Mińsku >>>>

Porozumienie zawarli na szczycie w Mińsku przywódcy Niemiec, Francji, Ukrainy i Rosji. W białoruskiej stolicy ustalono, że do 15 lutego ma nastąpić zawieszenie ognia na wschodzie Ukrainy i wycofanie ciężkiej artylerii z linii walk. Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko oznajmił, że w ciągu 19 dni dojdzie do wymiany wszystkich jeńców.