Najsztub, który swoją współpracę z "Wprost" zakończył w połowie 2013 roku, nie ma wątpliwości co do tego, że ostatni "sensacyjny" tekst tygodnika o Kamilu Durczoku, to przejaw braku dziennikarskiej rzetelności:

>>>Czytaj więcej: Najsztub rozstał się z "Wprost". "Rozmowa z naczelnym trwała 16 sekund"

Nie ma twardych faktów, są same insynuacje. Póki co to jest bagno, a nie dziennikarstwo. Pozostaje nam czekać na decyzję komisji TVN. Jeśli ja czytam naczelnego „Wprost”, który pisze, że nie zawahają się ujawniać faktów o mobbingu czy molestowaniu seksualnym, a potem w tekście nie pada na ten temat ani słowo, to ręce opadają. To jest żałosne. Trzeba poczekać na konkretne fakty, które ktoś powie pod nazwiskiem. - skomentował w rozmowie z "Faktem".

Przypomnijmy, iż "Wprost", zamiast zapowiadanej kontynuacji sprawy mobbingu i molestowania podwładnych przez znanego dziennikarza, opublikował tekst, opierający się na tym, co dziennikarze tygodnika znaleźli w prywatnym mieszkaniu, w którym prawdopodobnie przebywał Kamil Durczok.

>>>Czytaj więcej: Tygodnik "Wprost" pisze o "ciemnej stronie Kamila Durczoka"