To o tyle interesujące, że to PiS doprowadził kilka lat temu do obniżenia stawek, argumentując to chęcią zmniejszenia opodatkowania pracy. Efektem wdrożenia nowej propozycji byłoby to, że system podatkowy karałby najlepszych pracowników najemnych za to, że są najlepsi, wysoką stawką PIT. Wszystko w imię sprawiedliwości społecznej – a więc ci, którzy pracują więcej, mają też płacić więcej podatków. Mówię to oczywiście z sarkazmem. Może warto byłoby się pochylić nad wyższym opodatkowaniem tych, którzy czerpią dochód z pracy innych, a więc biznesu.

Inny wątek to zyski z wprowadzenia wyższej stawki PIT. To nie zbilansuje utraty dochodów, do której dojdzie po podwyższeniu kwoty wolnej do 8 tys. zł. Według różnych wyliczeń podwyższenie kwoty wolnej to ubytek kilkunastu miliardów złotych. Z drugiej strony społecznej tragedii też nie będzie, bo podwyższony podatek obejmie małą grupę. Zwracam uwagę, że dziś ponad 97 proc. podatników rozlicza się według niższej stawki PIT.

Ale uważam, że podwyższanie stawek podatków dochodowych nie jest dobrym wyborem. Są inne możliwości zwiększenia dochodów, np. przez poszerzanie bazy podatkowej. Są całe grupy zawodowe, których dochody są nieopodatkowane, np. rolnicy. Trudno zrozumieć, dlaczego pracownicy zatrudnieni na etacie, nawet ci z minimalną płacą, albo emeryci muszą płacić PIT, a rolnik posiadający wielkoobszarowe gospodarstwo – nie musi. Kolejna sprawa – podatek katastralny. Można byłoby go wprowadzić, ale polityczna niechęć dla niego jest tak duża, że to mało prawdopodobne.

Wyższa kwota wolna, trzecia stawka podatkowa... CZYTAJ WIĘCEJ o pomysłach podatkowych PiS >>>