Mamy jednak nowy pomysł, trochę jak zwykle w przypadku polityków wyborczy, trochę populistyczny: doprowadzić do tego, by podróż, np. na wakacje, płatną autostradą dla rodziców z co najmniej trojgiem dzieci była choć odrobinę tańsza.

Pomysł dobry, ale... Oczywiście koncesjonariusze, podpierając się umowami podpisanymi z polskim państwem, ale niestety na swoich prawach, są w tej sprawie dalecy od hurraoptymizmu. Jak zresztą w każdej, która mogłaby choć minimalnie ograniczyć ich zyski – i tak niewspółmiernie wysokie do standardu, jaki oferują kierowcom. Niemal na pewno otrzymaliby od rządu jakąś formę rekompensaty, gdyby zdecydowali się na ukłon w stronę wielodzietnych. Są jednak na tyle krótkowzroczni, że jeśli rząd nie narzuci im tego rozwiązania siłą, zapewne z własnej woli nie będą zbyt chętni, by je wprowadzić.

Problem w tym, że w Polsce tak biznesu traktować nie można, bo nie jesteśmy republiką bananową i przedsiębiorców powinniśmy chronić przed jakimikolwiek zamachami ze strony państwa. Szczególnie tych, którzy potrafią być społecznie odpowiedzialni. Czy jednak tacy są operatorzy płatnych dróg? Mam wielkie wątpliwości.