Andrzej Pomarański z Polskiego Stowarzyszenia Public Relations uważa, że firmie trudno będzie wyjść z tego kryzysu. Usunięcie tego zdjęcia, przeprosiny i rozmowa z ludźmi poruszonymi tą publikacją, to były dobre decyzje. W tej sytuacji nie uda im się jednak wyjść z kryzysu bez poniesienia strat wizerunkowych, jak uważa. Szczególnie, że ta sprawa prawdopodobnie nie zostanie dzisiaj zamknięta, tylko jeszcze przez wiele tygodni będzie żyła swoim życiem.

Zdaniem Pomarańskiego, ta sprawa przez lata będzie omawiana na różnych szkoleniach związanych z komunikacją kryzysową. Dodaje, że wierzy w to, iż za tę wpadkę odpowiada niedoświadczony pracownik agencji reklamowej. Wątpi, aby to była zaplanowana akcja marketingowa, która miała spowodować "mówienie o marce". Taka akcja nie budowałaby wizerunki i marki tej firmy, a to z punktu widzenia marketingu jest jedną z najważniejszych rzeczy.

W tym przypadku Andrzej Pomarański podejrzewa, że ludzie lada moment zaczną ogłaszać bojkot tego trunku. Podobnie było z piwem Ciechan, kiedy właściciel na Twitterze negatywnie, wulgarnie wypowiadał się na temat mniejszości seksualnych.

Firma Polmos Bielsko-Biała wydała oświadczenie, w którym zdecydowanie odcina się od tej formy reklamy. Jak czytamy w wyjaśnieniu, spółka powierzyła kampanię firmie zewnętrznej z Torunia, agencji Project sp. z o.o., która odpowiada za cały projekt. Władze spółki twierdzą, że są "wstrząśnięte i poruszone". Dlatego zdecydowano o zerwaniu umowy z agencją reklamową. Jednocześnie Polmos Bielsko-Biała przeprasza wszystkie osoby, które mogły poczuć się urażone reklamą.

Wcześniej przeprosiny w internecie umieściła agencja Project sp. z o.o. W oświadczeniu napisano, że firma bierze pełną odpowiedzialność za zaistniałą sytuację. Winą za wygląd reklamy obarcza anonimowego pracownika, który wykazał się "brakiem profesjonalizmu i daleko idącą ignorancją". Autorzy reklamy podkreślają, że intencją nie była świadoma prowokacja.