ŁUKASZ WILKOWICZ: Wydatki sektora finansów publicznych urosną w przyszłym roku o niemal 20 mld zł. Dlaczego tak dużo?
MATEUSZ SZCZUREK:
Pozwala nam na to reguła wydatkowa. Wynikający z niej limit wzrostu wynosi w 2016 r. niespełna 2,7 proc. W niektórych elementach sektora finansów publicznych to będzie więcej, w innych mniej. W przypadku NFZ wzrost wyniesie ponad 5 proc., w samorządach niecałe 2 proc. Jeśli chodzi o sam budżet państwa, to tu mamy dodatkowe ograniczenia dotyczące np. wydatków jednostek, które samodzielnie składają swoje budżety. Co oznacza, że ani minister finansów, ani Rada Ministrów nie mogą w nie ingerować. W budżecie państwa wzrost wydatków jest mniejszy niż wspomniane 2,7 proc.

Gdzie będzie on największy?
Będziemy mieć ogromny wzrost, jeśli chodzi o inwestycje drogowe. Tylko tu będzie dodatkowo około 6 mld zł. Łączne nakłady na naukę wzrosną o blisko 4 proc., w tym bardzo duży wzrost zaplanowany jest na badania i rozwój po stronie wojskowej.

Jakie będą podwyżki dla urzędników?
Łącznie z Ministerstwem Obrony Narodowej wyniosą nieco ponad 2 mld zł. Fundusz płac nie wszędzie urośnie tak samo. Więcej będzie w inspekcjach wojewódzkich, gdzie są szczególnie niskie pensje. Były dyskusje na temat jakiegoś określonego mechanizmu wyrównywania płac, ale jestem przeciwnikiem takiego rozwiązania, m.in. dlatego że część jednostek w czasie obowiązującego w minionych latach zamrożenia funduszu płac dokonała restrukturyzacji zatrudnienia. Czasami bowiem w porównywalnych urzędach zarobki się różnią i w jednych są wyższe niż w innych, co wynika z przeprowadzonych reorganizacji i niejednokrotnie większego obciążenia pracą. Wojewodowie, ministrowie czy kierownicy urzędów centralnych otrzymali kwotę zwiększenia wynagrodzeń i dokonali podziału na ich jednostki, mając na uwadze zakres realizowanych zadań, dokonaną restrukturyzację oraz poziom przeciętnego wynagrodzenia. Jednocześnie w sposób priorytetowy zostały potraktowane inspekcje podległe wojewodom.

Czy zaplanowano wydatki związane z propozycjami zgłaszanymi przez Platformę Obywatelską? 0-proc. podatek dla młodych? Subsydiowanie miejsc pracy?
Zostały zaplanowane wydatki związane z jednorazowym dodatkiem do emerytur w kwocie 1,4 mld zł. Wypłata powinna nastąpić na początku przyszłego roku. Zabezpieczone zostały także pieniądze na nowe formy aktywnego zwalczania bezrobocia. Łącznie wydatki na aktywne formy wzrosną o blisko 500 mln zł.

A pomysły PiS, jak zwiększanie kwoty wolnej od podatku czy dodatki na dzieci?
Jeśli mówimy o 8 tys. zł kwoty wolnej i 20 mld ubytku dochodów sektora, to absolutnie nie ma takiego myślenia. Podobnie, jeśli chodzi o darmowe leki dla wszystkich po skończeniu 70 lat. Szacunki zgłaszających to rozwiązanie wskazują na wydatki 250 mln zł rocznie. Tym czasem, zważywszy na zwiększoną konsumpcję leków, w takim przypadku koszty byłyby bliższe 8–9 mld zł.

W takim razie jakie znajdą się pomysły na ulżenie podatnikom?
Po pierwsze większe środki Funduszu Pracy. Po drugie – wszystkie elementy exposé pani premier Kopacz, które – jak policzyliśmy – dają w sumie 18–20 mld zł. To są wspomniane wydatki dla emerytów, zmiany w polityce społecznej, a także zmiany w sferze obronności.

Jaka byłaby najlepsza alternatywa dla zwiększania kwoty wolnej od podatku?
Konkretna propozycja rozwiązań będzie zaprezentowana w najbliższych dniach przez panią premier.

Będzie widać tę propozycję w tegorocznym budżecie?
Nie, ponieważ jest ona zbyt daleko idąca zarówno w wymiarze filozofii podejścia do podatników, jak i w wymiarze prawnym i operacyjnym. To będzie głęboka przebudowa systemu podatkowego, a tego nie można zrobić szybko.

Jakie są plany dotyczące zwiększania dochodów w przyszłym roku? Jakie zostały zaplanowane działania dyskrecjonalne? Zaliczenie zysku NBP?
Zysk NBP to nie jest działanie strukturalne. On nie daje nam możliwości zwiększania wydatków zgodnie z przepisami o regule wydatkowej. On też nie wpływa bezpośrednio na zmniejszenie deficytu w metodologii ESA. Zmniejsza deficyt kasowy czy to, ile obligacji będziemy musieli sprzedać w przyszłym roku.

Kiedy zysk NBP pojawił się w projekcie budżetu? Czy to nie dzięki niemu deficyt udało się zmniejszyć poniżej 57 mld zł, o jakich mówiło się w ubiegłym tygodniu?
Od początku mówiliśmy, że w związku z pracą nad budżetem pojawiające się kwoty są kwotami wstępnymi, które nie uwzględniają jeszcze wszystkich elementów. Dotyczy to również kwoty deficytu. Deficyt bowiem po uwzględnieniu wszystkich elementów, które mają na niego wpływ, w tym dochodów z NBP, wyniesie 54,6 mld zł.

Wróćmy do działań dyskrecjonalnych. Co zostało zaplanowane w budżecie?
Takimi działaniami będą: uruchomienie Funduszu Wsparcia Kredytobiorców i podatek od banków, który będzie temu służył. W przyszłym roku zwiększy to dochody o 600 mln zł. Wzrosną składki banków do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego – to kolejny miliard. W działaniach tych uwzględnione zostały również wpływy z opłaty zapasowej (Fundusz Zapasów Agencyjnych – red.) w wysokości ponad 800 mln zł.

Prognoza wzrostu PKB nie budzi kontrowersji. Ale zakładana w projekcie inflacja to 1,7 proc., więcej, niż oczekuje większość ekonomistów. Na czym opiera się wasza prognoza?
Na szybkiej poprawie sytuacji na rynku pracy, wzroście płac, możliwości wzrostu cen w związku z suszą czy wyższymi – w porównaniu z tym rokiem – notowaniami cen surowców.

Jeśli faktycznie inflacja okaże się bliższa oczekiwaniom rynkowym, to jak duży będzie ubytek dochodów? Jak będzie można go skompensować? Czy też budżet jest robiony z tak dużą zakładką, że to nie jest istotne zagrożenie?
W zależności od kanału transmisji wpływ na dochody może być różny, w szczególności to, co na jedne podatki wpływa negatywnie, np. deflacja na podatek VAT, to na inne może wpływać pozytywnie, np. poprzez elastyczność cenową popytu. Ubytek dochodów, jaki może mieć miejsce przy realizacji inflacji na poziomie aktualnych oczekiwań rynkowych, w żadnym przypadku nie będzie stanowił problemu dla bezpiecznej realizacji budżetu państwa.
O zakładce trudno mówić na etapie rozmów z dysponentami środków budżetowych. Ale można popatrzeć na przeciętne wykonanie budżetu w kolejnych latach. Niespodziankę dochodową mamy i w tym roku, co prawda skompensowaną w innych pozycjach.

Ostatecznie deficyt budżetowy ma wynieść 54,6 mld zł, o blisko jedną piątą więcej niż w tym roku. To duży wzrost.
Tak może się wydawać, jeśli porównamy 2015 i 2016 r. Ale w 2010 r. deficyt planowany w ustawie budżetowej był w wysokości ok. 52 mld zł, a faktyczne wykonanie było o ponad 7,5 mld zł niższe. Deficyt całego sektora finansów publicznych zgodnie z metodologią unijną będzie porównywalny z tegorocznym.

A powinien być mniejszy. W ostatnim programie konwergencji przesłanym Komisji Europejskiej rząd prognozował, że w tym roku ten deficyt wyniesie 2,7 proc. PKB, a w przyszłym spadnie do 2,3 proc.
Zważywszy mniejszą dynamikę dochodów, mniejszy nominalny PKB, w przyszłym roku utrzymamy się poniżej 3 proc. PKB, ale 2,3 proc. raczej jest zagrożone.

A tegoroczne 2,7 proc. jest możliwe?
Tak.

Jak w projekcie budżetu ujęta jest kwestia kredytów frankowych? Wyliczaliście, że przy 90-proc. udziale banków w kosztach przewalutowania budżet straci ponad 3 mld zł.
Przy udziale banków na poziomie 90 proc. nie jest ujęta. Natomiast, jak mówiłem, ujęty jest Fundusz Wsparcia Kredytobiorców.

Jak widzi pan możliwości zrealizowania przez opozycję pomysłów na zwiększenie dochodów budżetowych?
Walka z szarą strefą, przestępczością gospodarczą jest priorytetem Ministerstwa Finansów. Powinna być priorytetem każdego w Polsce. Upewnianie się, że wszyscy płacą podatki we właściwej wysokości, jest mi oczywiście także bliskie.

W projekcie zakładacie poprawę ściągalności podatków?
Tak, w pewnym zakresie. Stąd m.in. plan ponad 6-proc. wzrostu wpływów z VAT, choć większa ściągalność to nie jest główny komponent. Mamy tu np. efekt przesunięcia związanego z wprowadzeniem uproszczonego rozliczenia dla importerów, które zmniejszyło dochody w 2015 r., a w przyszłym statystycznie przyniesie poprawę.

Obniżki VAT, o której mówiło się kilka miesięcy temu, w przyszłym roku nie będzie?
Nie. Jest to bardzo kosztowny element zmiany systemu podatkowego, który spowodowałby konieczność obniżenia wydatków i niemożność realizacji zmian w polityce gospodarczej, społecznej, które nie tylko zostały zapowiedziane, ale i już wdrożone.