Do momentu aneksji Krymu mapy żeglarskie Morza Azowskiego miały znaczenie drugorzędne. Półwysep zaopatrywany był od północy drogą M17 przez Przesmyk Perekopski. Dziś śledzenie pogody nabiera nowego znaczenia. W grudniu w Cieśninie Kerczeńskiej zaczyna się sezon sztormów. Kercz - dopóki Rosjanie nie zbudują mostu - może być niebawem jedynym oknem półwyspu na świat, a niedalekie ruiny tureckiej twierdzy Jenikale, strzegącej wejścia do Cieśniny Kerczeńskiej, będą górować nad nim niczym wieżyczki strażników nad wielkim więzieniem. Rosjanie, przejmując kontrolę nad półwyspem, wzięli go z całym inwentarzem. Nie tylko plażami, fabrykami, portami i łagodnym klimatem. Ale też z pełnym uzależnieniem od ukraińskiej wody, energii i logistyki.

Równolegle do politycznej rusyfikacji Krymu Kijów nauczył się grać według zasad narzuconych przez Władimira Putina. Sam półwysep stał się polem wojny hybrydowej a rebours. Prowadzonej nie przez zielone ludziki i protestujący pod parlamentem w Symferopolu rosyjskojęzyczny lud, lecz przez zaprzyjaźnionego z władzami ukraińskimi krymskotatarskiego oligarchę i właściciela telewizji ATR Lenura Islamowa, organizacje pozarządowe i bataliony ochotnicze. Taka mieszanka może skutecznie paraliżować półwysep. Przerwać dostawy prądu. Wpływać na ceny towarów w sklepach.

W tej wojnie władze ukraińskie są w komfortowej sytuacji. Nie muszą niczego komentować. Nie muszą się tłumaczyć. Za incydentami stoi przecież społeczeństwo obywatelskie. Słuszny gniew przeciw rosyjskiemu bezprawiu. Państwo ukraińskie ma oczywiście do odegrania pewną rolę. Może spowodować (i czyni to), by prokuratura, służba bezpieczeństwa i milicja nie działały zbyt gorliwie. Zasugerować, by nie wysilały się przy tropieniu sprawców zniszczenia transformatorów i linii energetycznych. Po cichu chronić blokujących drogę Tatarów krymskich i skrajną prawicę przed co bardziej krewkimi tirowcami.

Znalezienie przez Rosjan dowodów na to, że mamy do czynienia z pewnego rodzaju powolnością prac organów państwa, graniczy z cudem. Jeszcze trudniejsze będzie oskarżenie Ukraińców na arenie międzynarodowej. Trudno założyć, że ktoś wsłucha się w głos państwa, które na Krymie jest okupantem. Mimo to Kijów zachowuje ostrożność. Dopiero w ostatni piątek prezydent Petro Poroszenko zażądał od rządu całkowitego wstrzymania handlu z Krymem. Jeśli stosowana decyzja zostanie przyjęta, trwająca od miesięcy półpartyzancka blokada odniesie skutek. Teraz już nie chłopaki w moro, ale celnicy i pogranicznicy będą pilnować, by nikt z Symferopolem nie śmiał robić interesów.

Zwycięzcą politycznym są jednak krymskotatarscy liderzy, zwłaszcza Islamow. Status lidera mniejszości z okupowanego Krymu daje nadzieję na praktycznie dożywotni mandat parlamentarny. Partie będą się wręcz zabijać o to, by mieć na swoich listach Tatara krymskiego. Dotychczas takich liderów było dwóch: sędziwy Mustafa Dżemilew i nieco tylko młodszy Refat Czubarow, obaj trzymający stronę poroszenkowskiej Solidarności. Teraz do grona liderów może się wedrzeć milioner Islamow. Wystarczy tylko zdobyć ukraiński paszport (formalnie jest on bowiem obywatelem Rosji) i kariera do grobowej deski zapewniona.

Jakie są koszty po stronie rosyjskiej? Krym nie będzie głodował. Towary w sklepach są i będą. Będzie ich jednak mniej (już teraz wybór jest skromniejszy) i będą one znacznie droższe. Najpewniej nie będzie też problemów z zaopatrzeniem w gaz i paliwa. W tym wypadku niebagatelną rolę odgrywa firma Czernomornieftiegaz - dawniej ukraińska, obecnie znacjonalizowana przez Rosjan spółka wydobywająca surowce energetyczne na wodach wokół półwyspu. Brak prądu lub regularne przerwy w jego dostawach odbiją się jednak na lokalnym biznesie i życiu codziennym Krymczan.

Jeśli dołożyć do tego inne kwestie, zaczynając od braku połączeń lotniczych ze światem przez cofnięcie w czasie, jeśli chodzi o płatności kartami, a na braku zgody na włączenie krymskich klubów piłkarskich do rosyjskiej ligi, bilans aneksji wygląda zupełnie inaczej, niż by tego chciała rządowa "Rossijskaja gazieta". Krym pozostaje w zawieszeniu. Rosja, borykając się z powszechnym na świecie brakiem uznania dla pierwszej nielegalnej aneksji, odkąd Saddam Husajn jednostronnie włączył do Iraku Kuwejt, nie potrafi sprawić, by półwysep był tak samo pełnoprawnie rosyjski, jak choćby sąsiedni Kraj Krasnodarski. Ludowa blokada Krymu i tajemniczy sabotażyści od obalania słupów energetycznych to kolejny problem, a zarazem tania i skuteczna odpowiedź na zielonych ludzików sprzed z górą roku.