Tak się składa, że kiedy w 1988 roku aresztowano mnie po raz pierwszy za działalność w podziemnym NZS-ie, jednym z czterech konfidentów, których Służba Bezpieczeństwa skierowała do rozpracowywania niżej podpisanego wówczas ledwie 20-latka, był tajny współpracownik "Mieczysław" czyli rzeczony Bogusław Kowalski właśnie - napisał publicysta "Newsweeka" na Facebooku.

Meller pisze, że jego teczka "ogólnodostępna w IPN-ie" była chyba pierwszym dowodem na to, że Kowalski to kapuś "Mieczysław".

Według Mellera, Bogusław Kowalski w latach 87-89 miał się ok. 60 razy spotkać ze swoim oficerem prowadzącym i 20 razy pobrać wynagrodzenie za swoją "pracę".

Jak pisałem w swej książce "Między wariatami" był później "posłem PiS-u, gdzie wszyscy wiedzieli, że to dawny agent, ale że był bliski Radiu Maryja, to w jego wypadku czujność lustracyjna w partii trochę osłabła." Tak więc najpierw prokurator stanu wojennego Piotrowicz, teraz zwyczajny konfident bezpieki Kowalski czyli dobra zmiana co się zowie - kończy Meller.

Wobec Kowalskiego pojawiły się zarzuty, że w 1987 roku został zarejestrowany przez Służbę Bezpieczeństwa jako TW "Mieczysław". Tak miało wynikać z katalogów opublikowanych przez Instytut Pamięci Narodowej. Polityk został jednak oczyszczony z tych oskarżeń, kiedy to IPN w 2008 roku potwierdził, że nie ma podstaw, by kwestionować jego oświadczenie lustracyjne, w którym zaprzeczał współpracy ze służbami PRL.

W niedzielę, 13 grudnia, Bogusław Kowalski poinformował, że rezygnuje z funkcji prezesa PKP. WIĘCEJ NA TEN TEMAT CZYTAJ TUTAJ>>>