Polacy, czego dowodzą badania socjologiczne, są społeczeństwem nieufnym. Ufamy przede wszystkim najbliższej rodzinie. Potem następuje raptowny spadek zaufania do kolejnych grup. Stąd łatwo wzbudzić u nas niepokój czy negatywne odczucia wobec instytucji, które znajdują się daleko poza sferą rodzinną. Bezspornym faktem jest, że kryzys frankowy osłabił wizerunek i zaufanie do całego sektora finansowego w Polsce. Powstaje jednak pytanie, czy jest to zjawisko trwałe i czy z drugiej strony nie ma ono podłoża opartego jedynie na doraźnych problemach ze spłatą zobowiązań relatywnie niewielkiej grupy kredytobiorców.

Kiedy patrzymy na statystyki zagrożonych kredytów, te mieszkaniowe, zaciągnięte w szwajcarskiej walucie, nie stanowią wiodącego segmentu. Przeważają krótkoterminowe, konsumpcyjne. Polacy mają rozbudowane aspiracje i marzenia, które nie zostały przez wiele osób poddane w pełni racjonalnemu osądowi. Ich niespełnienie powoduje zaś efekt przeniesienia niechęci na instytucje finansowe.

Wspomniane aspiracje skutecznie, wzmocnione przekazem w mediach, stawiają sektor broniący swej finansowej kondycji, w opozycji do doraźnych dążeń części społeczeństwa. Tym samym powstaje sytuacja idealna z punktu widzenia możliwości eskalacji sporu. Po jednej stronie znajdują się siły broniące szlachetnej sprawy, po drugiej – siły zła, banksterzy. Potwierdzenie tego faktu znajdujemy w wynikach „Światowego badania klientów banków detalicznych 2014” przeprowadzonego przez EY. Pokazuje ono, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy aż 26 proc. ankietowanych w Polsce straciło zaufanie do instytucji finansowych. Być może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w innych krajach wskaźnik zaufania wzrósł.

Spora część ankietowanych nie posiada kredytu we frankach lub nie ma kłopotów z jego bieżącą obsługą. Warto odnotować starą jak świat prawdę: banki i pozostałe instytucje sektora finansowego nie są instytucjami charytatywnymi. W naszym kraju w tym sektorze pracuje ponad 170 tys. osób. Wprowadzenie rozwiązań, które wprost godziłyby w podstawy ekonomicznego funkcjonowania sektora, a zwłaszcza możliwości kredytowych, bez wątpienia spowodowałoby także znaczące redukcje zatrudnienia, a tym samym trudne do oszacowania koszty społeczne.

Pogłębiający się kryzys zaufania do instytucji finansowych może mieć brzemienny wpływ na przyszłość sektora, nie tylko zresztą w Polsce. Mogę sobie wyobrazić, że już niebawem na tej fali zaczną znacznie śmielej funkcjonować alternatywne do tradycyjnych i uznanych metody pozyskiwania funduszy i kapitałów. Już teraz dość niepokojące ze względu na skalę jest np. zjawisko bitcoinów. Choć lekceważone i wyśmiewane, uzmysławia nam, że świat nie stoi w miejscu, a przyzwyczajenia i nawyki związane z akceptacją alternatywnych zachowań i postaw rynkowych, zwłaszcza młodego pokolenia, nie są stałe.

Sam kryzys, czy też obniżenie zaufania wobec sektora finansowego, tylko sprzyja pogłębianiu się tego typu zjawisk. Zjawisk, które w nieodległej przyszłości mogą stanowić istotny przyczynek do kolejnego kryzysu finansowego. Tym razem odbywającego się poza ramami uznanego systemu. Przy tym tempie zmian technologicznych, społecznych i obiektywnych ograniczeń tzw. regulatorów, aby skutecznie działać prewencyjnie, kolejne wersje tego, co obecnie zwykło się nazywać parabankami, są absolutnie możliwe.

Co warto zaproponować pokoleniom X i Y? Dostrzegam konieczność większej, wielowymiarowej i atrakcyjnej w formie aktywności edukacyjnej sektora finansowego, szczególnie w mediach społecznościowych. Bez tego nigdy nie uda nam się nawiązać kontaktu z reprezentantami tych pokoleń. Niezbędna jest klarowna i przejrzysta polityka informacyjna, proste i czytelne produkty, uczciwa reklama, realne wdrożenie reguł CSR w bankach, skłonność do polubownego, ale zgodnego z ekonomicznym rachunkiem załatwiania palących problemów (franki, ubezpieczenia kredytów itd.).

To tylko niektóre z propozycji. W mojej ocenie pozwoli to na zbudowanie właściwych więzi z klientami i odmitologizuje banki oraz bankowców jako społecznie niewrażliwą grupę zawodową, chroniąc również interesy naszych pracowników. Ich dobro jest wartością społeczną samą w sobie – i o tym również należy głośno mówić. Dopóki nie nastąpi autentyczna zmiana postawy, będąca wynikiem uświadomionej potrzeby bankowców, kolejne sformalizowane obowiązki informacyjne, zarówno z poziomu UE, jak i KNF, UOKiK czy GIODO, paradoksalnie będą zwiększały skalę niezrozumienia wzajemnych praw i obowiązków. Ze szkodą dla wszystkich.