Anna Sobańda: Piłka ręczna w Polsce nie cieszy się taką popularnością w jak piłka nożna. Jako ambasador Euro 2016 w tej dyscyplinie będziesz miał więc trudniejsze zadanie, by przekonać rodaków do zaangażowania się w ten turniej.

Krzysztof Skiba: Z pewnością tak, ponieważ piłka nożna to w Polsce rodzaj narodowej religii. To fascynujące zjawisko, bo choć ostatnio mamy w tej dyscyplinie jakieś sukcesy, to przez lata byliśmy patałachami. Mimo to emocje narodowe koncentrowały się właśnie wokół futbolu. Z drugiej strony, z Polakami jest tak, że stajemy się fanami tej dyscypliny, w której nasi rodacy odnoszą sukcesy. Najlepszym tego przykładem jest fenomen Adama Małysza i popularność skoków narciarskich. Podobne emocje wywoływała piłka ręczna, kiedy wygrywaliśmy z najlepszymi i zdobyliśmy srebrny medal, i nagle część kibiców odkryła szczypiorniaka. Dodam jeszcze, że piłka ręczna to dyscyplina o bardzo ciekawych korzeniach. Ten sport wymyślili przecież żołnierze Józefa Piłsudskiego, którzy przebywając w obozie jenieckim, by nie niszczyć sobie butów, grali właśnie w piłkę ręczną. Zresztą nazwa „szczypiorniak” wiąże się z miejscowością, w której znajdywały się te obozy internowania. To piękna historia tej dyscypliny. Myślę też, że będziemy z wypiekami na twarzy śledzić rozrywki Euro 2016, ponieważ to jest bardzo kontaktowa i bardzo widowiskowa dyscyplina. Tam trudno grać na czas, nie zdarzają się nudne mecze, w których nie pada żadna bramka.

Jesteś kibicem tak zwanym piknikowym czy też takim, który w porywach emocji rzuca przedmiotami w telewizor?

Aż takim emocjom, żeby wykrzykiwać w stronę telewizora czy rzucać w ekran przedmiotami, nie ulegam. Ja jako człowiek, który raczej steruje emocjami, stając na scenie przed kilkoma tysiącami publiczności, mam je całkowicie pod kontrolą. W żadnej dyscyplinie nie śledzę rozgrywek ligowych, ale jestem kibicem drużyn narodowych. Jak gdzieś Polacy walczą, nawet jeśli są na z góry przegranej pozycji, to ja zakładam biało-czerwony szalik i krzyczę „Polska do boju!”

Czy twoim zdaniem Euro 2016 w piłce ręcznej może pomóc kreować pozytywny wizerunek Polski w Europie, podobnie jak to miało miejsce w przypadku Euro 2012 w piłce nożnej?

Absolutnie tak. Ten pozytywny wpływ Euro 2012 zarówno w Gdańsku, jak i w innych miastach jest bardzo widoczny, po prostu jest dużo więcej turystów. Ci wszyscy kibice z wielu krajów, którzy bawili się w Polsce, pojechali do domów z bardzo pozytywną opinią, którą przekazali swoim rodzinom i znajomym. To na pewno odbiło się echem poza naszymi granicami. Jestem przekonany, że podobnie będzie po Euro 2016. Przygotowania idą pełną parą, mamy wspaniałe obiekty sportowe. Trzymam kciuki, żeby nie było żadnych większych wpadek organizacyjnych, bo te małe zdarzyć się mogą zawsze. Mam nadzieję na ten pozytywny bumerang w postaci kolejnej fali turystów przekonanych o tym, że Polska to kraj ludzi, którzy mają serce na dłoni i potrafią zorganizować tak dużą imprezę.

Sądzisz, że w kwestii wizerunku Polski, nasi piłkarze ręczni i nasi kibice mają szansę naprawić to, co psują politycy?

Mam nadzieję, bo niestety to jest fatalna sytuacja, w której się nagle znaleźliśmy. PiS jest u władzy od 2 miesięcy, a właściwie już rozpoczął wojnę z całym światem. Psują prawo, dopuszczając się skandalicznych praktyk, jakiś nocnych akcji, które budzą zdziwienie i kpiący uśmiech. W nocy można bowiem włamać się do sklepu, ale żeby mianować sędziów Trybunału, czy zwalniać niechętnych sobie urzędników? To jest praktyka niestosowana w normalnych krajach demokratycznych. Nie trzeba być znawcą prawa, żeby wiedzieć, że mianowanie sędziów o 1 w nocy, to coś robionego chyłkiem, za plecami, jakby ci rządzący mieli coś na sumieniu. To daje fatalny obraz Polski w świecie. Polska polityka od dawna nie budziła takiego zaniepokojenia instytucji europejskich. Chyba tylko za czasów PRL-u były takie protesty. To świadczy o tym, że obecnie rządzący zachowują się jak przysłowiowy słoń w składzie porcelany.

Ty od zawsze podkreślasz, że nie chcesz być politykiem, ale w przeszłości byłeś aktywistą, sprzeciwiającym się komunistycznej władzy. Czy obecna sytuacja skłania cię do ponownego wyjścia na ulicę, czy też nie widzisz takiej potrzeby?

W czasach PRL-u, w latach ‘80 byłem związany z opozycją demokratyczną, działałem w nielegalnych, podziemnych ruchach takich jak Ruch Społeczeństwa Alternatywnego, Wolność i Pokój czy słynna Pomarańczowa Alternatywa. To były inicjatywy poszerzające wolność w komunistycznym bagnie, w którym żyliśmy. Pomarańczowa Alternatywa ośmieszała władzę za pomocą pomysłowych happeningów. Po 1989 roku zaś wypowiadam się właściwie już tylko jako satyryk i artysta rockowy, a nie działacz jakiś organizacji. Tak widzę swoją rolę w kosmosie. Komentuję i walczę o różne sprawy poprzez piosenki i swoje teksty. Zespół Big Cyc nagrał wiele utworów, będących satyrą nie tylko na nasze polskie przywary, ale także paranoje polityczne. Przykładem może być piosenka „Moherowe berety”, która powstała w 2006 roku, a po latach okazuje się wciąż aktualna.

Dlaczego uważasz, że wciąż jest aktualna?

To utwór z czasów pierwszych rządów PiS, opowiadający o formacji moherowych beretów, bezmyślnie zapatrzonych w ojca Tadeusza i Jarosława Kaczyńskiego, które chciały zrobić w Polsce rewolucję. Wówczas ta rewolucja się nie udała, ale teraz, jak widać, mamy powtórkę z rozrywki. Mam już pomysły na kolejne tego typu utwory, ale działalność artystyczna potrzebuje dystansu, więc na razie się wstrzymujemy. Trochę nas ręce świerzbią, żeby to nagrać i wypuścić, ale na razie czekamy, bo sytuacja jest tak dynamiczna, że każdy dzień przynosi jakieś happeningi ze strony rządzących.

Który z tych, jak to nazwałeś „happeningów" ze strony rządzących, zrobił na tobie ostatnio największe wrażenie?

Na przykład wypowiedź ministra Waszczykowskiego o tym, że wegetarianie i rowerzyści to lewacy i marksiści, hołdujący niepolskim tradycjom. Zastanawiam się więc, czy ministrowi chodziło o to, że prawdziwy Polak jeździ na koniu i zajada kotleta schabowego? A skoro rower uważany jest za lewacki, to co z wrotkami i rolkami? Snowboard jest także wysoce podejrzany, należałoby się więc zastanowić, jakie sporty są bardziej prawicowe, a jakie lewicowe.

Czy ta obecna rzeczywistość cię bawi, przeraża, a może jednak napawa optymizmem na przyszłość?

Jest trochę jak w rosyjskim przysłowiu, czyli i śmieszno, i straszno. Z jednej strony mnie to śmieszy, a z drugiej przeraża, bo widzę, że PiS nie potrafi rządzić, jeśli nie ma pod butem mediów i wymiaru sprawiedliwości. Opanowali przecież wszystkie najważniejsze stanowiska w państwie, a mimo to nie są w stanie rządzić, póki nie złamią sądów tak, by na telefon wydawały takie wyroki, jakich życzy sobie pan prezes Kaczyński. Chcą też usłużnych sobie i lokajskich mediów. Tylko w atmosferze absolutnego braku krytyki PiS czuje się zdatny do rządzenia. To pokazuje, że oni sami nie wierzą we własne siły, jakby mieli zakodowany gen patałacha: za co się nie wezmą, to wszystko spartolą. Na razie tak to wygląda, bo za co się nie biorą, to jest cyrk i ośmieszenie Polski. Opinię w świecie mamy teraz fatalną.

Skąd ta fatalna opinia?

Choćby przez wypowiedzi współpracowników ministra Macierewicza, którzy mówią, że chcielibyśmy mieć dostęp do zasobów amerykańskiej broni nuklearnej, czyli mają jakieś marzenia o bombie atomowej. To jest sen szaleńca. Oczywiście, to jest także śmieszne i można by na przykład napisać o tym piosenkę zatytułowaną „Antoni nas obroni”. Z drugiej strony, to jest jednak niebezpieczne, bo ta niefrasobliwa wypowiedź świadczy o tym, że to są niedoświadczeni ludzie bez ogłady i bez wyrobienia politycznego. No ale jak się otacza 20-latkami, którzy znają się tylko na Harrym Potterze, albo byli kierownikami aptek i nie mieli nic wspólnego z wojskiem, to wychodzą takie kwiatki. Myślę, że kiedy w rosyjskim wywiadzie zobaczyli doradców Macierewicza, strzeliły korki od szampana.

Sugerujesz, że Antoni Macierewicz nie jest dobrym ministrem Obrony Narodowej?

Antoni obroną naszego kraju za bardzo się nie zajmuje, on w tej chwili tropi sprawców wypadku w Smoleńsku i wystawia wartę honorową na miesięcznicach smoleńskich. Nie na tym powinna polegać działalność Ministerstwa Obrony Narodowej. Armia wymaga mądrego przywódcy, który się na tym zna, niestety Antoni ze swoimi obsesjami nie jest właściwą osobą na właściwym miejscu. Podsumowałbym to tak, że jego inteligencja otrzymała ostatnio status uchodźcy.

Czy jako artysta, który w uszczypliwy i prześmiewczy sposób komentuje poczynania polityków, nie obawiasz się, że będziesz miał teraz mocno pod górkę?

Przeżyłem generała Jaruzelskiego, który zarówno mnie, jak i wielu moich kolegów wsadził do więzienia, absolutnie więc nie boję się tej, jak to powiedziała Jadwiga Staniszkis, „infantylnej dyktatury”. Kiedy nacisk ze strony PiS-u na wolne media czy postawy obywatelskie będzie bardziej radykalny, wówczas ludzie wyjdą na ulicę. Ja pamiętam czasy piosenki „Moherowe berety”. Wtedy media też częściowo były opanowane przez ludzi PiS-u i telewizja publiczna nie wyemitowała teledysku do tej piosenki, a radio państwowe odmówiło jej grania. Absolutnie nie liczę więc na to, że będę teraz głaskany po głowie przez władzę. Uważam jednak, że satyra i śmiech to świetna broń, zwłaszcza, że PiS nie ma poczucia humoru. Tę broń stosowaliśmy w Pomarańczowej Alternatywie i ona się sprawdziła. Mam nadzieję, że nie będzie potrzeby reaktywacji tego ruchu i ponownego przebierania się za krasnoludki, ale wszystko wskazuje na to, że zdrowa kpina to dobra droga. Satyra to jedna z podstawowych cech demokratycznego społeczeństwa. Nie ma jej w takich krajach jak Północna Korea albo komunistyczna Kuba. Ja widzę swoją rolę w przyrodzie właśnie w ten sposób, że komentuję to, co się dzieje w Polsce. Swój patriotyzm rozumiem jako patrzenie władzy na ręce i recenzowanie tego, co ona robi z naszym życiem. Uważam, że to jest najbardziej skuteczna metoda, bo władca ośmieszony nie jest już taki groźny.

Z drugiej strony, kiedy władza ma zakusy na wolność artystyczną, to chyba wyzwala w twórcach nowe pokłady kreatywności.

Absolutnie się z tym zgadzam. W ciągu ostatnich 8 lat rządów PO, a szczególnie w ich końcówce, często brakowało mi tematów, czułem się troszkę rozleniwiony. Teraz zaś proszę bardzo - codziennie pojawia się po kilka nowych. Jestem więc przekonany, że artyści dostaną wiatr w żagle. Charakterystycznym jest też to, że przez dość długi czas nie pojawiały się nowe dowcipy polityczne. Nie było zbyt wielu żartów o Ewie Kopacz czy Donaldzie Tusku. Teraz zaś mamy wysyp nowych dowcipów, które są zdrową reakcją na sytuację, jaką mamy.

Zostawmy politykę i porozmawiajmy o biznesie, bowiem ostatnio zostałeś producentem oranżady.

To jest standard jeśli chodzi o świat show biznesu. Zespół AC/DC ma swoje piwo i wino, Iron Maiden mają piwo, a ja mam swoją oranżadę. Moja ciocia, Gertruda Wilczopolska, pani plastyk, w czasach PRL-u była projektantką tych wszystkich słynnych etykiet do oranżady, także tej w proszku. Teraz zaś odżył estetyczny i kulturowy sentyment do czasów PRL-u. Oczywiście nie do komunizmu, ale do przedmiotów pochodzących z tamtego okresu. Na tej fali pojawiła się oranżada. Przepiła nam się już Coca Cola i Fanta, i przypomnieliśmy sobie o swojskiej oranżadzie. Mnie również jej brakowało, bowiem w moim rodzinnym domu zawsze było jej pełno, gdyż ciocia jako projektantka etykiet dostawała od fabryki przydziały. Stąd taki smak dzieciństwa i sentyment. Stwierdziłem jednak, że ta oranżada, która ostatnio pojawiła się w sklepach, smakiem nie przypomina tej z czasów PRL. Dlatego znalazłem partnerów biznesowych, z którymi postanowiliśmy zrobić napój z tamtych lat. Tak powstała Oranżada PRL, firmowana przeze mnie hasłem „Towarzysz Skiba i Komitet Centralny polecają”. Sam opracowywałem jej smak, kilka razy przedstawiano mi próbki, które nie spełniały warunków smakowych i zapachowych. W końcu jednak udało się uzyskać napój o walorach oranżady z czasów PRL. Jesteśmy nowym produktem i bijemy się o mocno zatłoczony rynek napojów gazowanych.

Co do tego, że będziesz świetny w akcjach marketingowych, nie mam wątpliwości, ale jak radzisz sobie z pozostałymi obowiązkami, jakie wiążą się z byciem przedsiębiorcą? Czy prowadzenie takiego biznesu to łatwa sprawa?

Dla mnie to fascynująca przygoda, dopiero się tego uczę. Całe życie byłem człowiekiem sceny, natomiast teraz poruszam się po terenie nie do końca sobie znanym. Na szczęście nie robię tej oranżady sam, bo gdybym to robił sam, poległbym po 5 minutach. Mam partnerów biznesowych, którzy są moimi dobrymi kolegami, lubimy się i działamy wspólnie ku chwale oranżady. Dla mnie to jest coś nowego i ciekawego. Uczę się zasad, jakie rządzą rynkiem napojów gazowanych. Na razie mi się to nie nudzi, wręcz przeciwnie, sprawia mi sporo frajdy. Bywa jednak zabawnie, bo kiedyś ludzie pytali mnie głównie o płyty Big Cyca, a teraz na stronie internetowej mam sporo zapytań o to, gdzie można kupić tę oranżadę.

Życzę więc powodzenia z nowym biznesem. Na koniec zaś zapytam, jakie jest noworoczne postanowienie Krzysztofa Skiby?

Ja co roku mam podobne postanowienia. Mówią one o tym, żeby żyć bardziej zdrowo, więcej czasu poświęcać na sport, lepiej jeść, odrzucić tłuste potrawy, ograniczyć napoje wyskokowe. Jestem po 50-tce i to jest czas na to, by zastanowić się nad swoim organizmem, który już daje różne sygnały, że może zbliżać się jakaś awaria. Ktoś kiedyś powiedział, że wszystko co smaczne i podniecające, jest szkodliwe, i niestety to prawda. Bardzo lubię czekoladę, słodycze, niezdrowe potrawy. Teraz będę musiał przerzucić się na rukolę, pomidorki i sałatki, a mój ulubiony Jack Daniels tylko przy wyjątkowej okazji, a nie okazji każdej, bo zawsze znajdzie się jakiś pretekst, żeby wypić z kolegami. Ja spożywam alkohol tylko w towarzystwie, więc może jakimś sposobem na unikanie będzie uciekanie z imprez, mniej bankietów, a po koncertach grzecznie do hotelu, książka i spanie, rano zaś pobudka i gimnastyka. Zdrowy styl życia to moje postanowienie noworoczne, ale jak długo wytrzymam, to wielka niewiadoma. Będę się starał.

Trzymam zatem kciuki, aby udało się wytrzymać jak najdłużej i dziękuję za rozmowę.

Dzięki.