Anna Sobańda: Film "Sprawiedliwy" przedstawia historię która zdarzyła się w pana rodzinie. Dlaczego tak długo zwlekał pan z jej opowiedzeniem?

Michał Szczerbic: Myślałem, że ona nie jest specjalnie interesująca, wydawało mi się, że jest zwykła. Matka zachowała się poprawnie, tak jak należało, choć miała pewne dylematy, które zaciążyły nad jej pamięcią. Sama tradycja naszej rodziny mówiła, że tak trzeba i nie ma powodu, żeby robić z tego wielkie bohaterstwo.
Teraz jak jakiś strażak uratuje kogoś z pożaru, na całą Polskę robi się z niego bohatera. W ten sposób poczucie przyzwoitości i skromności takiego człowieka ulega zachwianiu. W mojej rodzinie zawsze na to patrzono bardziej zwyczajnie. Przez całe swoje życie nie usłyszałem od rodziców słowa patriotyzm i ojczyzna, bowiem w momencie, w którym by padły, istota rzeczy zostałaby zdeprecjonowana. O tym się nie mówi.

Te słowa w ostatnim czasie bardzo często pojawiają się w debacie publicznej.

Tak, są bardzo nadużywane. Nie tędy droga, tak się nie nauczy patriotyzmu. Było kilka pokoleń tak zwanych niepokornych. Ludzi z okresu powstania listopadowego, a szczególnie styczniowego. To były pokolenia, które utraciły szansę na wybicie się na niepodległość w trakcie ich życia. Ciężką pracą dochodzili do pewnych osiągnięć. To są przebogate i wspaniałe postawy ludzkie. Praca w ciszy i spokoju, prawdziwe postawy patriotyczne. Ostatnim pokoleniem tych niepokornych było pokolenie dwudziestolecia. To była kuźnia wspaniałych ludzkich charakterów. Ludzi prawych, szlachetnych, a nie patriotów.

Czy pana zdaniem, do mówienia o polsko-żydowskich relacjach z okresu wojny potrzebny jest czas i dystans?

Oby tak było. Jeśli chodzi o to naświetlenie historyczno-polityczne, za komuny wiadomo jak to wyglądało. Teraz zaś, zarówno PO, jak i PiS niespecjalnie się tym zajmują. Oczywiście znalazły się chlubne wyjątki. Ta sprawa zasługuje jednak na o wiele większą uwagę. Żydów przed wojną było 3,5 miliona. To nie byli „oni”, to byli obywatele polscy żydowskiego pochodzenia. Byli częścią społeczeństwa, tutaj żyli, pracowali, płacili podatki, walczyli w wojnie. Byli śmietanką inteligencji i naukowców polskich. Przypomnijmy, jaką koncepcję miał marszałek Piłsudski. Chciał stworzyć państwo Polskie jako federację narodowościową, obywatelską. Mój film jednak zajmuje się tymi tematami w sposób pośredni. W pierwszym rzędzie to są problemy świadomości, sumienia, tego jak powinno się żyć, przełamywać obojętność.

W filmie pokazuje pan, że obojętność też jest złem.

Oczywiście, obojętność jest najgorsza. To, że za murem mordują żydów, a po drugiej stronie kręci się karuzela. To jest okropne, to dewastuje psychikę ludzką.

Przez prawicowe media, pana film jest przedstawiany jako odpowiedź na "Pokłosie" i "Idę". Jak pan reaguje na tego typu porównania?

Protestuję i zaprzeczam. To jest zupełnie inna sprawa. Ja osobiście uważam, że reżyserzy tamtych filmów podjęli bardzo ważne tematy, które świadczą o ich wielkiej odwadze. Poruszyli tematy, które powinny być rozliczone i o których powinno się mówić. To jest warunkiem tego, żebyśmy my jako naród i Polska jako kraj, byli na coraz wyższym poziomie. Żebyśmy byli tak jak Niemcy, którzy się z tego rozliczyli. To nie były zjawiska masowe, ale się zdarzały i nie ma sensu temu zaprzeczać. Nie możemy udawać, że o tym nie wiemy. Gdybyśmy się z tego rozliczyli, świat podziwiałby, że jesteśmy tacy uczciwi i tacy odważni. Nie wiem, dlaczego się tego nie robi.

Przeciwnicy takiego rozliczania się z historią twierdzą, że w ten sposób sami kreujemy swój negatywny wizerunek w świecie.

Każdy naród ma coś na sumieniu. Proszę zauważyć, jak Turcy walczą z pamięcią o rzezi Ormian która miała miejsce w 1915 na terenie Turcji i Armenii. 100 lat już minęło, a oni idą w zaparte. Świat odpowiada im, że jeśli temu zaprzeczają, mimo oczywistych faktów, to znaczy że są nic niewarci. Nie tyle, że wtedy byli nic niewarci, ale teraz są nic niewarci. Ja nie widzę z takiego zachowania żadnych korzyści. Nie wiem dlaczego tak się dzieje.

Może wciąż brakuje nam dystansu.

Trudno w tej chwili analizować zbiorową psychikę Polaków, ale to jest arogancja i pycha. My myślimy o sobie, że jesteśmy wspaniałym narodem i wszystko negatywne, co nam się imputuje, czy zarzuca jest niemożliwe. Zupełne odwrócenie wnioskowania.

Miejmy więc nadzieję, że kino będzie pomagało w pokazywaniu tej polskiej historii w całości, a nie tylko w jej bohaterskich odsłonach. Na zakończenie zapytam o pana debiut w roli reżysera. Czuł się pan dobrze za kamerą, czy jednak woli pan pracę scenarzysty?

To są rzeczy nieporównywalne, zupełnie różnie światy. Jestem jednak szczęśliwy, że w tej mojej 50 letniej karierze przydarzyło mi się bycie reżyserem. Scenariusz pisze się w zaciszu, bez specjalnego pośpiechu, idzie się z psami na spacer, analizuje, rozważa. Kiedy zaś wchodzi się na plan, kończą się żarty. Trzeba być bardzo przygotowanym, obrytym z wielu zagadnień. Jednocześnie umysł musi być otwarty. Bo kiedy ktoś ci powie, że nie masz racji, musisz to przeanalizować, nie możesz ślepo upierać się przy swoim. W imię dobra filmu trzeba umieć być elastycznym. Pięknie jest być reżyserem, to potwierdzam.

Gratuluję zatem debiutu i życzę kolejnych wyzwań.

Dziękuję