W środowym orzeczeniu Trybunał Konstytucyjny zakwestionował kilkanaście przepisów grudniowej nowelizacji ustawy o TK autorstwa PiS. Uznał m.in., że cała nowela jest sprzeczna z konstytucyjną zasadą poprawnej legislacji.

Pytana o konsekwencje polityczne orzeczenia TK, dr Joanna Szalacha-Jarmużek, ekspertka Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego i wykładowczyni Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu  oceniła, że sytuacja wokół Trybunału ma charakter pata pomiędzy sędziami Trybunału a rządem. Z jednej strony Trybunał stawia opór przeforsowanym przez PiS przepisom, z drugiej - mamy deklarację rządu, że środowe orzeczenie nie będzie opublikowane. Żaden z uczestników tego konfliktu nie chce ustąpić - powiedziała. Jej zdaniem trudno powiedzieć, jak długo ten pat będzie trwał.

Według niej dalsze działanie TK jest obecnie pod znakiem zapytania. Możliwe, że Trybunał znajdzie się na całe miesiące w stanie swoistej próżni prawnej, uniemożliwiającej mu badanie zgodności prawa z konstytucją. Niewykluczone też, że będzie działał dalej według starych zasad, tworząc niejako system równoległy i tworząc niebezpieczną dla ładu prawnego sytuację auto-izolacji od procesu stanowienia prawa - oceniła Szalacha-Jarmużek.

Jak dodała, izolacja grozi również obozowi rządzącemu, którego sytuacja coraz bardziej przypomina oblężoną twierdzę. Z jednej strony mamy instytucje ponadnarodowe, które negatywnie wypowiadają się o działaniach PiS w sprawie Trybunału; z drugiej, zdecydowany opór sędziów i opozycji. Pytanie, jak w takim syndromie twierdzy oblężonej możliwe będzie podmiotowe sprawowanie władzy - mówiła. Być może rząd zostanie w ten sposób zmuszony do poszukiwania bardziej kompromisowych rozwiązań - dodała ekspertka.

Jej zdaniem, próbą sondowania możliwości kompromisu była ogłoszona w poniedziałek propozycja europosła PiS Kazimierza Ujazdowskiego. Jednak, dodała, środowe orzeczenie TK może zostać uznane przez obóz rządzący za odrzucenie oferty. To była próba wyciągnięcia ręki przez PiS w stronę TK, ale obecnie kompromis wydaje się znów mało prawdopodobny - oceniła.

Szalacha-Jarmużek zaznaczyła, że przeciągająca się sytuacja klinczu będzie zwiększała prawdopodobieństwo odwoływania się przez skonfliktowane strony do autorytetów zewnętrznych. Mogą pojawić się kolejne odwołania do instytucji ponadnarodowych, próba wprowadzenia gracza zewnętrznego. Tego rodzaju działania podejmować będą zwłaszcza partie opozycyjne, a być może również sam Trybunał - oceniła. Strona rządowa raczej nie może liczyć na podobne wsparcie z zewnątrz - zwróciła uwagę socjolożka.

Według niej, wyrok TK, choć pozbawiony mocy prawnej, będzie miał konsekwencje polityczne. Partie opozycyjne, będące w zdecydowanej kontrze do zmian proponowanych przez PiS, będą używały tego orzeczenia jako rytualnego narzędzia politycznego - najwyższej wagi dowodu na rzekome nieprawidłowości funkcjonowania tego rządu, na nieudolność w tworzeniu prawa, na rzekome łamanie standardów. Przeciwnicy PiS będą wskazywali, że oto autorytety prawne i instytucja, która w polskim systemie prawa jest postawiona niezwykle wysoko, kwestionuje wprowadzane przez rządzącą większość zmiany - przekonywała.

Odnosząc się do treści orzeczenia Szalacha-Jarmużek podkreśliła, że nie jest ona pozbawiona politycznego charakteru. Wybór sędziów jest zawsze nacechowany politycznie i jest pewnego rodzaju hipokryzją udawać, że jest inaczej: że nie są to wybory polityczne, że sam TK jest dla polityków narzędziem" - powiedziała. "Oczywiście sama ustawa, która formuje zasady funkcjonowania TK, też może być narzędziem walki politycznej - dodała.

Ekspertka zwróciła uwagę, że w sentencji orzeczenia sędziowie TK w najostrzejszy do tej pory sposób odnieśli się do zmian ustawowych wprowadzonych przez większość rządzącą, wpisując się w narrację o niszczeniu demokracji i lekceważeniu demokracji przez PiS.

Szalacha-Jarmużek zwróciła uwagę, że kontrowersje prawne dotyczące legalności ostatniego posiedzenia TK, mają swoje źródła w ustawie zasadniczej. Konstytucja mówi zarówno, że prace TK reguluje ustawodawca, jak i że sędziowie Trybunału są niezawiśli. Główny konflikt wynika z tej podstawowej sprzeczności. Nie wszystkie elementy ustawy zasadniczej są przemyślane, nie wszystkie scenariusze polityczne brano przy jej tworzeniu pod uwagę - uważa.

Rząd wydaje się trwać na stanowisku, że TK jako instytucja jest potrzebny, ale jednocześnie stara się jej nadać bardziej korzystny dla siebie kształt prawny i personalny. Tego typu procesy są naturalną częścią polityki w całym świecie demokratycznym - przekonywała. Wyjątkowo wysoki na tym tle poziom natężenia konfliktu w Polsce wynika zaś - zdaniem socjolożki - z faktu, iż mamy do czynienia ze zderzeniem nie tyle wizji funkcjonowania państwa, ale przede wszystkim ze zderzeniem frakcji w ramach elity politycznej i elity kraju.