Konia z rzędem temu, kto umie powiedzieć w krótkich żołnierskich słowach, o co chodzi w sporze o Trybunał Konstytucyjny. Wszyscy krążą wokół politycznych interesów władzy i opozycji, potrzeb państwa i obywateli, interpretacji prawnych. Każdy ciągnie w swoją stronę, udowadniając, że jego „racja jest najmojsza”, i nie chce ustąpić na krok, ignorując adwersarzy. Każdy uważa, że prawo jest po jego stronie. Że działa w zgodzie z porządkiem konstytucyjnym. Zresztą wszelkie te argumenty państwo znają, o ile się jeszcze w nich państwo nie pogubili. Również te wygłaszane w ciągu ostatnich dwóch dni, gdy trybunał zajmował się tzw. ustawą naprawczą dotyczącą działania jego samego.

Ja, Jadwiga Sztabińska, obywatelka Polski, jestem zmęczona tym konfliktem. Chcę, by wreszcie został rozwiązany w sposób, który zagwarantuje kontrolę prawa uchwalanego przez parlament. I żeby tę kontrolę sprawował Trybunał Konstytucyjny, bez względu na to, jaki jest stosunek sędziów wybranych przez obecny Sejm do tych wybranych przez poprzednich parlamentarzystów. Dla mnie najważniejsze jest, by byli to sędziowie o najwyższych kwalifikacjach, ogromnym doświadczeniu i wiedzy prawniczej, kierujący się przy wydawaniu orzeczeń zasadą niezawisłości, mądrością i słowami ślubowania: „Będę wiernie służyć Narodowi i stać na straży Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, czyniąc to bezstronnie, według mego sumienia i z najwyższą starannością, oraz strzegąc godności sprawowanego urzędu”. Mówiąc wprost – żeby to byli sędziowie, którzy dbają o interes obywateli, a nie partii politycznych, nawet jeśli przez te partie są typowani.

Jako obywatelka tego kraju nie godzę się na deptanie zasad demokratycznego państwa prawa, bo o to państwo długo musieliśmy walczyć. Nie przemawia do mnie stwierdzenie, że naród jest ponad prawem i dlatego władza jako reprezentant narodu może wybierać, które regulacje jej pasują, a które nie. Mogę mieć niesmak, że wycieka do mediów projekt orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, ale samo orzeczenie szanuję, nawet jeśli się z nim nie w każdym punkcie zgadzam. Bo tak się składa, że te orzeczenia mają moc ostateczną, według wciąż obowiązującej Konstytucji RP, co ma dla mnie ogromne znaczenie. Chcę bowiem żyć w kraju, w którym to nie władza ustawodawcza i wykonawcza, lecz sądownicza określa, jak dane prawo należy interpretować i czy powinno być ono w ogóle stosowane. Chcę mieć na nowo poczucie bezpieczeństwa (utraciłam je w związku z niezwykłym trybem pilnonocnym uchwalania ustaw), że jest jednak w Polsce instytucja, która przypilnuje, by rząd i parlament nie wprowadzały przepisów, które limitują wolności i prawa obywatelskie. Nie chcę się obudzić pewnego ranka w PRL bis w jakimkolwiek wydaniu. Nie chcę nosić kiru!