Tak, otwockie wystąpienie prezydenta Dudy było wstrząsające. Słowa o ludziach pierwszej kategorii niosą w sobie potężny ładunek negatywnych emocji i trudna do przyjęcia jest argumentacja o tym, że odnoszą się one do wszystkich Polaków. Polecam każdemu obejrzenie pełnego nagrania z wystąpienia prezydenta – dla mnie to traumatyczne doświadczenie pokazujące, jak można dzielić wspólnotę.

Marcin, zestawiając słowa prezydenta ze słowami Hitlera, przestrzega przed językiem nienawiści, który właśnie tak dzieli. W ten sposób przypomina o tym, że na początku każdej tragedii są słowa. I że to ze słów rodzi się zło.

Tak, to prawda, słowa o braku prawdziwej demokracji, pogardliwy żart o „ojczyźnie dojnej” są słowami konfrontacji. A na taką konfrontację Polski nie stać. To szaleństwo dwóch nienawidzących się plemion musi się zatrzymać.

Ale porównanie do słów Hitlera tego szaleństwa nie zatrzyma i utrzymuje nas na takim poziomie emocji, przy którym nie można już rozmawiać. Tak, Hitler wycierał sobie usta słowem „sprawiedliwość”. Ale to nie oznacza, że każdy polityk, który mówi o potrzebie sprawiedliwości w demokratycznym państwie prawa, powinien zobaczyć swoje słowa zestawione ze słowami zbrodniarza. Wprowadzenie porównania do słów Hitlera kończy rozmowę. W zasadzie nie można na nie nic odpowiedzieć.

Marcin daje prezydentowi Dudzie do ręki zgrabną wymówkę. Zamiast zadawać pytanie o to, dlaczego prezydent Rzeczypospolitej antagonizuje Polaków, pozwala obrońcom tego wystąpienia powiedzieć: „Ataki na prezydenta są absurdalne i są nagonką. Patrzcie, taki Hadaj wprowadził nawet Hitlera do dyskusji”.

Takim porównaniem Marcin Hadaj sprowadza dyskusję do rozmowy nie o łamaniu konstytucji, ale o „wściekłych atakach”.

Jest jeszcze jeden aspekt, o którym warto pamiętać. Marcin w swoim felietonie zaczyna się zwracać do prezydenta per „panie Duda” zamiast „panie prezydencie”. Wydaje mi się, że nie możemy sobie pozwalać na komfort obywatelskiego nieposłuszeństwa. Wkraczamy w największy w naszej historii kryzys konstytucyjny, sytuacja międzynarodowa jest trudna. Popatrzmy więc na historię naszego kraju, na tragedię klęski wrześniowej i przekazywanie władzy generałowi Sikorskiemu. Dziś musimy zrobić wszystko, żeby zachować ciągłość władzy państwowej. Polski nie stać na dwa plemiona, nie stać nas na dwa państwa. Wszyscy powinniśmy przełknąć gorzką pigułkę i jeżeli nawet słowa niektórych polityków nas obrażają, musimy próbować odbudować wspólnotę.

Prezydent Andrzej Duda zachował się jak partyjny lider, a nie prezydent kraju. Ale nadal nim jest, jest moim prezydentem. Wciąż szanuję najwyższy urząd Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, nawet jeżeli zajmuje go człowiek, który mnie jako obywatela nie szanuje. Polska to więcej niż premier, prezydent czy ludzie powiewający biało-czerwonymi flagami. Wiele razy usłyszałem, że z powodu swojego nazwiska, związków rodzinnych czy poglądów nie mam do Polski prawa, że mam się stąd wynosić. Mam to w nosie, Polski z mojego serca nie usuną najgorsze słowa i polskości nie odbierze mi żadne, nawet najgorsze polityczne wystąpienie.

Rozumiem emocje, rozczarowanie i złość Marcina Hadaja. Rozumiem rozczarowanie patrioty, któremu odmawia się prawa do jego ojczyzny. Ale jeżeli naprawdę tę ojczyznę kochamy, weźmy głęboki oddech i nie idźmy na wymianę ciosów, tylko cierpliwie rozmawiajmy, nie używając argumentów, które rozmowę ucinają. Bo bez tej rozmowy grozi nam najgorsze.