Magdalena Rigamonti: Jedzie pan na Kubę?

Przemysław Hauser: Jadę, w sobotę. Bo w poniedziałek Raul Castro potyka się z Barackiem Obamą.

Obama panu podziękuje? A może już podziękował?

Następne pytanie proszę. 

Przecież pan do tego spotkania doprowadził.

Grupa ludzi. No, i była wola polityczna. 

Grupa ludzi związanych z Kościołem? 

Kościół, Watykan, w tym Zakon Maltański, odegrał w naprawianiu stosunków pomiędzy Kubą a Stanami Zjednoczonymi dużą rolę.

Pan jest ambasadorem Zakonu Maltańskiego.

Przez cztery lata, do 2011 r. byłem ambasadorem Zakonu na Kubie, kolejne cztery lata w Waszyngtonie, a teraz jestem na Karaibach. 

Jacyś polscy politycy czy biznesmeni z panem jadą?

Na Kubę? Nie. Przylecą ze mną biznesmeni włoscy, z wielkiej firmy produkującej słodycze. Oni chcą tam robić interesy. Zresztą, wszyscy chcą tam robić interesy. Oprócz Polski.

Żartuje pan?

Nie, nie żartuję. Próbowałem rozmawiać z polskimi biznesmenami, ale... KGHM wysłał nawet takie zapytanie, czy mógłbym sprawdzić, czy złoża miedzi, o które zabiegali w latach 90., jeszcze są dostępne. Sprawdziłem, okazało się, że KGHM miał już prawie umowę na stole do podpisania i nagle z niewiadomych przyczyn się wycofał. I weszli w to Rosjanie, niezrozumiała akcja. A Anglicy już inwestują tam ogromne pieniądze w energię odnawialną, Kanadyjczycy też, Amerykanie, Włosi. Wszyscy oni mają wsparcie swoich rządów. Bo robienie interesów na Kubie bez autorytetu państwa jest niemożliwe. Kuba nie podpisze umów wyłącznie z prywatną firmą, tylko z firmą, którą ma poparcie rządu. Proszę zauważyć, co robią Amerykanie. Oni wspierają swój biznes systemowo. 

A my? 

Podam przykład polskiej działalności, którą mogę śmiało nazwać dwulicową. Kiedy Radosław Sikorski był ministrem spraw zagranicznych, to mówił o komunistycznym kubańskim reżimie. 

Czyli prawdę.

Prawdę, ale dyplomata musi wiedzieć, kiedy i po co się coś mówi, bo przecież w tym samym czasie prezydent Bronisław Komorowski leciał z oficjalną wizytą do Chin. I nikomu nie przeszkadzało i nie przeszkadza, że w Chinach mają miejsce publiczne egzekucje, że ludzie rozstrzeliwani są w sposób katyński, strzałem w tył głowy, a rodzina musi zapłacić za kulę. Nie przeszkadza, że katolicy żyją w podziemiu, a księża siedzą w więzieniach. Dla naszych polityków w Chinach warto robić interesy, a Kuba, która okres największych represji ma za sobą, jest komunistycznym reżimem, z którym nie można współpracować. Nie sądzę, że z punktu widzenia interesów Polski to jest dobre myślenie. Jednak, żeby była jasność, kubańscy politycy od początku wiedzieli, że nie będą mieli we mnie sojusznika, który będzie przychylał się do twierdzenia, że istnieje socjalizm z ludzką twarzą. Bo nie istnieje.

CZYTAJ CAŁĄ ROZMOWĘ W PIĄTKOWYM WYDANIU DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ >>>