Przewodniczący Rady Europejskiej wyjaśnia, co udo mu się osiągnąć, aby zahamować falę uchodźców docierających do Europy przez Turcję i Grecję. Na razie, jak przyznaje, jest "ostrożna nadzieja", ale problem jeszcze nie został rozwiązany. "Możemy mówić o pozytywnych danych z tak zwanej drogi bałkańskiej, która jeszcze kilka tygodni temu była główną trasą migrantów" - pisze na łamach "Gazety Wyborczej".

"Liczby są wymowne: w styczniu 70 tys., w lutym 50 tys., w marcu 30 tys., a w kwietniu około 3 tys." - wylicza Donald Tusk.

Jak udało się to osiągnąć? Prezydent UE zwraca uwagę na trzy punkty. "Po pierwsze, decyzja lutowej rady Europejskiej o zakończeniu 'vawe-through approach' (polityka przepuszczania fali) i powrocie do pełnego respektowania zasad Schengen, nawet jeśli ich stosowanie jest niewygodne i może być krytykowane z różnych powodów". (...) Po drugie: włączenie na stałe Bałkanów do współpracy w ramach Europejskiej Strategii Migracyjnej. (...) Po trzecie: porozumienie z Turcją", które - jak dodaje - "było ono co najmniej równie kontrowersyjne, a przy tym bardzo kosztowne. Ale zostało zawarte, bo uznaliśmy, że będzie to najskuteczniejszy sposób udzielania wsparcia Grecji i przerwania przemytniczego łańcucha na Morzu Egejskim".

Zdaniem Tuska, Europa nie może okazywać dalszej bezradności wobec kryzysu migracyjnego.

"Twarda polityka nie przekreśla celów humanitarnych - przeciwnie - tylko taka umożliwia ich praktyczną realizację" - pisze przewodniczący Rady Europejskiej. Zapowiada tym samym stanowczą postawę w dalszych rozmowach z Turcją. "Wolność i prawa człowieka, w tym wolność słowa, nie będą częścią politycznych targów z żądnym partnerem. Polityka to z reguły różne odcienie szarości. Ale w tym kontekście powinna być czarno-biała. Ten komunikat musi dotrzeć także do prezydenta Erdogana" - podsumowuje Donald Tusk na łamach "Gazety Wyborczej".