Jakub Baliński: O czym dzieci najczęściej piszą do Rzecznika Praw Dziecka?
Marek Michalak, Rzecznik Praw Dziecka: Właściwie o wszystkim, co niepokoi je w codziennym postrzeganiu świata. Dzieci - wbrew pozorom - są świetnymi obserwatorami rzeczywistości i gdy staje się ona dla nich zbyt przytłaczająca, piszą do Rzecznika. Choć chciałbym, żeby to było możliwe, pozostaję realistą - nie wyeliminujemy wszystkich zagrożeń, jakie czekają na dzieci. Z perspektywy urzędu cieszę się jednak, że wiedzą one, gdzie mogą zwrócić się o pomoc.

Jakie problemy najczęściej zgłaszają rzecznikowi?
Ogólnie - braku zrozumienia dla podmiotowości dziecięcej. Grupujemy prośby o interwencję wokół pięciu podstawowych praw: do ochrony zdrowia i życia, wychowania w rodzinie, godziwych warunków socjalnych, nauki oraz ochrony przed szeroko rozumianą przemocą. Dzieci piszą o tym, że ich prawa łamane są, gdy rodzice się rozwodzą, kiedy nie potrafią porozumieć się w kwestii opieki, w sytuacji, gdy ktoś narusza ich prywatność czy nietykalność cielesną, kiedy nie czują się bezpiecznie.

W zeszłym roku pana urząd podjął niemal 50 tysięcy interwencji. To dużo czy mało?
Zależy jak na to spojrzymy. To ponad cztery razy więcej niż w 2008 r., kiedy obejmowałem urząd. Byłbym jednak ostrożny w stawianiu tezy, że prawa polskich dzieci są naruszane coraz częściej. To raczej kwestia wzrostu świadomości tego, że istnieją instytucje takie jak Rzecznik. Zwróćmy uwagę, że liczba podejmowanych interwencji utrzymuje się na zbliżonym poziomie od trzech lat. Wszystkie prośby są dokładnie analizowane, mamy dobrą perspektywę dziecięcych problemów, choć pamiętajmy, że do RPD o pomoc zwracają się także dorośli.

Dorośli?
Rodzice i opiekunowie często traktują Rzecznika jako ostatnią deskę ratunku, gdy w ich opinii zawiódł "system" lub inne instytucje. W większości wnioski o interwencję są uzasadnione, ale bywa, że dorośli traktują Rzecznika jako adwokata w ich własnej sprawie. Nie zawsze dobro dziecka stoi ponad ich problemami.

Któraś z tych 50 tysięcy spraw szczególnie zapadła Panu w pamięci?
Gdy dziecku dzieje się krzywda, każda sprawa jest szczególna i wymaga indywidualnego podejścia. Równie mocno leży mi na sercu sytuacja chłopca, który od lat pomimo braku wskazań przebywa na oddziale psychiatrycznym, ponieważ nikt nie chce mu pomóc; dziewczynki, której odmówiono refundacji leczenia; dziecka, które zostało dotkliwie pobite przez rodziców lub opiekunów.

Prawa dziecka prawami dziecka, ale dochodzi do sytuacji skrajnych. W Szczecinie chłopiec zadzwonił na policję i zgłosił funkcjonariuszom, że jest bity przez rodziców. Tak naprawdę chodziło jednak o to, że dorośli zabronili mu grać na komputerze i kazali odrobić lekcje. Czy dzieci nie nadużywają swoich praw?
Nie zawsze jest tak, że dzieci, prosząc o interwencję, mają rację. Ale od tego jest Rzecznik, aby to dokładnie sprawdzić. Chciałbym, żeby podobnie problem postrzegali wszyscy - lepiej sprawdzić niż zbagatelizować sytuację, w której naprawdę dziecku dzieje się krzywda.

Kto według pana najczęściej łamie prawa dzieci?
Daleki byłbym od wskazywania konkretnej grupy. Za nieszczęścia dzieci w wielu przypadkach odpowiedzialni są niestety dorośli. Dziecko jest człowiekiem, ale szczególnie wrażliwym ze względu na swój wiek. Tak świat jest skonstruowany, że odpowiedzialni za dzieci są dorośli. Naszą rolą jest wskazywać kierunki, wychowywać, wspierać - nigdy krzywdzić.

Więc to dorośli są największym problemem dzieci?
To nie tak. Najczęściej - na szczęście - dorośli chronią dzieci, ale są niestety też tacy, którzy zapominają, że dziecko to też człowiek, że ma prawo, że trzeba z nim rozmawiać, a nie wyłącznie prowadzić monolog, czy dopuszczać stosowanie zachowań przemocowych.

Można zaobserwować rosnącą falę przemocy, niechęci, nienawiści, jaką najmłodsi wyrażają wobec siebie w sieci. Jak z tym walczyć?
Prawidłowo postawione pytanie powinno brzmieć - jak jej zapobiegać? Oczywiście nowe technologie pozwalają nam w miarę sprawnie zlokalizować kogoś, kto obraża w sieci, ale należy zrobić wszystko, żeby takie pomysły się w ogóle nie rodziły. To rola rodziców, opiekunów, wychowawców, nauczycieli - trudna rola.

Brzmi to tak, jakby obecnej sytuacji nie dało się już zmienić.
Musimy próbować, na przykład tworząc narodową, spójną strategię przeciwko przemocy, ale jednocześnie pamiętać, że wychowanie - na co wskazują psychologowie - zaczyna się 20 lat przed przyjściem dziecka na świat.

Czego polskim dzieciom najbardziej brakuje ze strony państwa?
Lista jest wprost proporcjonalna do katalogu praw dziecka. Corocznie składając informację o działalności przed posłami i senatorami, przedstawiam również uwagi o stanie przestrzegania praw dziecka w Polsce. Niezmiennie niepokoją mnie m.in.: niedoszacowanie świadczeń medycznych i stomatologicznych dla dzieci, ograniczony dostęp do niektórych zabiegów, niewystarczająco stanowcze zapisy kodeksu karnego w kwestii karania osób, które krzywdzą dzieci, liczba małych dzieci w pieczy instytucjonalnej, nierozwiązany problem bezdomności dzieci, niska skuteczność egzekwowania świadczeń alimentacyjnych, finansowanie potrzeb dzieci z niepełnosprawnościami czy warunki przesłuchania małoletnich świadków i pokrzywdzonych w sprawach karnych.

Podoba się Panu program 500+?
Jego beneficjentami są dzieci, więc jako kierunek wsparcia dziecięcych potrzeb program muszę ocenić pozytywnie. Ma on też mankamenty, które wskazywałem podczas publicznej debaty, która poprzedziła jego wdrożenie. Szkoda, że nie mogą z niego skorzystać wszystkie dzieci, mam nadzieję, że kiedyś to się zmieni.

Sześciolatki powinny chodzić do szkoły?
Przede wszystkim uważam, że zmiany w edukacji, w tym te dotyczące organizacji obowiązku szkolnego, zawsze należy wdrażać ze szczególną troską o dobro dzieci. System oświaty powinien być szczególnie stabilny. Nie sądzę, aby polskie dzieci odstawały intelektualnie czy emocjonalnie od swoich rówieśników z innych krajów i nie mogły rozpoczynać edukacji w wieku sześciu lat.

Czy w takich kwestiach jak 500+ czy edukacja, najmłodsi nie są zbyt nadmiernie wykorzystywani politycznie?
To pytanie o granice sumień dorosłych, szczególnie tych, którzy decydują o rzeczywistości otaczającej dzieci. Sprawy dziecięce zawsze budzą wiele emocji, ważne aby własne interesy dorosłych ich nie przesłoniły. Dlatego również powołano urząd Rzecznika Praw Dziecka, który jako organ kontrolny jest poniekąd wyrzutem sumienia podejmujących decyzje.

To czy w takim razie rzecznik nie powinien mieć większych uprawnień?
Przede wszystkim mam wrażenie, że nie wszyscy do końca rozumieją te uprawnienia, które Rzecznik posiada. Rzecznik nie może wypełniać zadań innych do tego powołanych instytucji (np. sądu, OPS czy szkoły), nie podejmuje decyzji za rodziców, nie bierze udziału w politycznych sporach. Jego zadaniem jest stanie na straży interesów dzieci i bezustanne kontrolowanie, czy ich prawa są realizowane właściwie przez instytucje państwowe. Obecne uprawnienia są dość szerokie i były uzupełniane systematycznie na przestrzeni ostatnich lat. Co ciekawe, polski Rzecznik ma uprawnienia, o jakich mogą pomarzyć Rzecznicy z innych krajów. Warto jednak pamiętać, że RPD nie stoi ponad prawem, ale na straży obowiązujących przepisów, szczególnie Konstytucji RP i Konwencji o prawach dziecka.

Jest Pan Rzecznikiem Praw Dziecka od 2008 roku. Jak przez te osiem lat zmieniły się problemy dzieci? Co udało się RPD zrobić?
Problemy ewoluują wraz ze zmieniającym się światem. Szczególnie dumny jestem z faktu, że przy ogromnej aktywności Rzecznika Praw Dziecka udało się zapisać w polskim prawie całkowity zakaz bicia dzieci oraz prawo dziecka do wychowywania przez obojga rodziców. Na mój wniosek uszczelniono system monitorowania losów dziecka, książeczka zdrowia dziecka stała się dokumentem obowiązkowym, po interwencjach sytuacja prawna wielu dzieci została uregulowana, wiele znalazło kochające rodziny, czasem udało się je zatrzymać przy bliskich.

Perspektywy na przyszłość są dobre?
Przed nami ciągle wiele wyzwań. Choć społeczna akceptacja dla bicia dzieci spadła w ostatnich latach o 20 proc., to wciąż ponad połowa Polaków aprobuje kary cielesne wobec dzieci. Trzeba nad tym pracować - bicie nie jest pożądaną metodą wychowawczą. Będę inicjował i wspierał proces tworzenia prawa i systemu, który rozwiąże problem niealimentacji, dostępności do lekarza pediatry czy próchnicy wśród polskich dzieci. Będę upominał się o prawa małoletnich w placówkach oświatowych oraz prawa dzieci z niepełnosprawnościami. Wkrótce przyjdzie nam zmierzyć się z problemem migrujących dzieci czy ewaluować zmiany w kwestii żywienia wprowadzono do polskich szkół. Pracy nie zabraknie.