Osobą, która musiała opuścić teren, na którym mieszkała ze względu na zagrożenie życia, zdrowia, bądź wolności. Zagrożenie to jest najczęściej związane jest z walkami zbrojnymi, klęskami żywiołowymi, prześladowaniami religijnymi bądź z powodu rasy lub przekonań politycznych. Uciekają wszyscy. Młodsi, starsi, ładniejsi i brzydsi. Nikt nie patrzy na takiego człowieka przez pryzmat tego co robił wcześniej, kim był, kim chciał zostać. Jest przybyszem z tej strony świata, która jest ogarnięta wojną, domową, gwałtowną, niszczycielską. Niszczy dobytek tych wszystkich, którzy decydują się na ucieczkę nie z powodu tchórzliwości czy strachu, ale rozsądku. W końcu Europa, średniej wielkości, ale nie najmniejsza jest w stanie ich wszystkich pomieścić.

Czym się różni uchodźca od imigranta?

Kilka linijek wyżej wytłumaczyłam w dużym skrócie słowo- „uchodźca”. Kim on jest i dlaczego opuszcza swoją ojczyznę. Zapewne słowo to kojarzy nam się z innym, wydawałoby się ściśle z nim związanym -imigrant. Oba te terminy często są mieszane i używane zamiennie, podczas gdy znaczą zupełnie coś innego. Imigrant to człowiek, który postanawia zmienić swoje miejsce zamieszkania przede wszystkim i szczególnie z powodu złych, słabych warunków bytowych. Imigrant ekonomiczny do Unii Europejskiej wpuszczony być nie musi, natomiast przyjęcia uchodźców wymaga prawo międzynarodowe, gdyż są to ludzie potrzebujący pilnie pomocy. Ów prawo gwarantuje im, że nie będą odesłani do swojego kraju, który opuścili ze względu na zagrożenie życia. Taki podział wprowadził także UNHCR. Jest to organ Organizacji Narodów Zjednoczonych powołany w 1993 roku z inicjatywy działaczy organizacji pozarządowych, głównie Human Rights Watch oraz Amnesty International podczas Światowej Konferencji Praw Człowieka w Wiedniu, w celu sprawniejszej koordynacji działań ONZ w zakresie dotyczącym praw człowieka.

Od tęczy po burzę…(czyli skąd i ile ich przybywa)

Na wędrówkę w stronę kontynentu rozpusty, bogatych państw i dużego funduszu wybrało się ich kilkaset. Matek, dzieci, ojców i babć. Stopniowo kryzys migracyjny w Europie rósł, rozrastał się i rozgałęział. Ludzie niczym lawina opuszczali swoje domy, podwórka, rodziny.

W 2014 roku o udzielenie azylu w UE ubiegało się 600 tysięcy osób. W przypadku 55% wniosków o podjęto decyzję negatywną.

Na teren państw europejskich od początku 2015 roku do końca sierpnia dotarło ponad 310 tysięcy uchodźców. Około 200 tysięcy z nich dostało się do Grecji, a 110 tysięcy – na teren Włoch.

Od 1 stycznia do 31 lipca 2015 w Niemczech złożono 195 723 wniosków o azyl. 21,5% od osób z Syrii, 15,3% z Kosowa, 15% z Albanii, 5,9% z Serbii, 5,4% z Iraku, 5,2% z Afganistanu, 2,8% z Macedonii, 2,5% z Erytrei, 1,7% z Nigerii oraz z Pakistanu i 23% z innych państw lub których pochodzenie jest nieznane lub są wątpliwości co do ich pochodzenia.

To tylko liczby. Wystarczy jednak je zsumować, wyobrazić sobie potęgę tych kilku cyfr, twarze tych ludzi, aby wiedzieć, że świat zmierza w stronę apokalipsy. Nie bez powodu czasy okupacji hitlerowskiej były tak nazywane.

Mocne słowo, wiele znaczy, kojarzy się z końcem, ogromna zagładą i brakiem wolności na jakimkolwiek obszarze życia. Ludzie, może i Twoi krewni walczyli o sumienia tych, którzy zabijali z zimną krwią. Walczyli o naszą niezależność, honor, samodzielność. Chcieli po prostu żyć, bo wtedy nie liczyło się nic innego. Nie było cenniejszego daru jak radość z każdego przeżytego dnia, który kosztował ich niewyobrażalnie dużo energii, siły, chęci.

Niemiecki filozof Georg Wilhelm Friedrich Hegel stwierdził kiedyś, że historia uczy, że ludzkość niczego się z niej nie nauczyła. Trudno się tymi słowami nie zgodzić. Powiedziałabym, że oprócz rosnącej nieustanie niechęci do uchodźców, braku tolerancji i rozgoryczenia do głów państw, polityków, powtarza się coś co już kiedyś miało miejsce. Coś po czym świat powinien wyciągnąć wnioski, co robić i jak temu zapobiegać. Wielka Emigracja powróciła, ilość uciekinierów z dnia na dzień powiększa się. Zmienia się jednak rola. Teraz nam pukają do drzwi, teraz od nas te rodziny, ci ludzie potrzebują pomocy i schronienia. Liczba osób nielegalnie próbujących się przedostać do Unii Europejskiej rośnie z miesiąca na miesiąc.

Dlaczego decydują się na ucieczkę?

To pytanie zadają sobie wszyscy ludzie z odrobiną wyobraźni i humanitarnego podejścia do nich, bezbronnych i nieświadomych tego, że tutaj też trzeba się spotkać z szarą rzeczywistością. Faktycznie „łatwiejszą”? Przyjemniejszą? Uciekają, bo szukają azylu, którego w swojej ojczyźnie nie stworzą. Niektórzy chcą uniknąć życia w zniewoleniu politycznym i pod naciskiem wyznawanych przez wpływowych ludzi w swoim środowisku poglądów, niektórzy uciekają przed agresją, niektórzy przed śmiercią. Tak czy tak, mają prawo, a wręcz dużo rozsądku, że tak robią. Trudno nam to ocenić, gdyż przywykliśmy do pewnych dóbr, niezależnie od tego jaki jest nasz status finansowy, wyższy czy niższy. Przywykliśmy do jako-takiego spokoju i względnego bezpieczeństwa oraz do pomocy ze strony Unii, do której my, Polacy należymy.

W krajach wcześniej wymienionych, nie istnieje słowo pomoc. Nie istnieją organizacje, z których pomocy mogliby skorzystać. Nie mają oparcia w swoich władcach, królach, rządach. Wolą uciec niż wykazać się wolą walki, patriotyzmem. Najczęściej nie podejmują prób obalenia, pozbycia się danego problemu. Nie ma tu znaczenia czy chodzi o wojnę domową, czy o dyktaturę, epidemię, zastraszanie przez islamistów. Nie chcą, bo wiedzą, że narażają w ten sposób swoje życie. Wolą zmienić otoczenie i zacząć wszystko od początku w nowym miejscu, np. w prężnie rozwijających się, przemysłowych Niemczech, Anglii, Francji, Belgii.

Wszystko wygląda tam lepiej, wysokie zasiłki, mieszkania socjalne, możliwość pracy i jakiegokolwiek zarobku. Byliby w stanie się zbuntować, ale nie robią tego, przez co cała Europa pogrąża się w chaosie, nie wiedząc jak reagować. Syria kojarzy nam się coraz gorzej, można ją nazwać krajem wiecznej i tragicznej w skutkach wojny domowej. Trwa ona bowiem nieustanie od 2011 roku, powodując, że owe państwo wypada wyjątkowo niebezpiecznie na tle pozostałych na Bliskim Wschodzie. Ryzyka wyprawy w te miejsca nie podejmuje się już prawie nikt, nawet najodważniejsi reportażyści czy reporterzy nie podróżują w tamte rejony.

Wybuch walki miał miejsce 15 stycznia 2011 roku po tym jak ludzie mieli dość autorytarnych rządów jednego z najbardziej wpływowych dyktatorów ostatnich lat. Spieranie się sił wiernych prezydentowi Baszarowi al-Asadowi ze zbrojną opozycją trwa coraz dłużej i póki co nic nie wskazuje na to, że walka początkowa polityczna, następnie zbrojna skończy się niebawem. W różnych syryjskich miastach odbywały się wielotysięczne demonstracje. W reakcji na tak liczne manifestacje władze syryjskie nakazały siłom bezpieczeństwa krwawo tłumić powstanie, w wyniku czego ginęły setki cywilów w całym kraju. W miastach ruchowi oporu odcięto dostęp do wody oraz elektryczności. Ponadto siły bezpieczeństwa konfiskowały dobra cywilne oraz żywność. Trudno nazwać słowami taką postawę.

Gdyby coś takiego miało miejsce w Europie każdy zapewne byłby oburzony, a wiele organizacji, specjalizujących się w tym, próbowałoby rozwiązać ten konflikt do skutku. Wojna domowa w Syrii jest przykładem wielowarstwowej i bardzo rozbudowanej. Trwa ona już od ponad 5 lat i przechodzi przez wiele faz, które może kiedyś miały jakieś znaczenie, teraz jednak się już o nich nie wspomina. Obie strony tak, jak zresztą zawsze walczą o swoje. Kto wygra? I jak dla nas i całego Bliskiego Wschodu, gdzie leży Syria się to skończy, nie jest w stanie powiedzieć nikt. Atmosferę podgrzewają bojownicy Państwa Islamskiego, utworzonego na tych osłabionych przez powstania i rewolucje terenach. Salficka organizacja terrorystyczna charakteryzuje się duża brutalnością, nieprzewidywalnością swoich czynów i ataków. Ten samozwańczy kalifat ogłosił swoje powstanie w 2014 roku na terytorium Syrii i Iraku.

Chociaż nie jest akceptowany przez ONZ oraz główne rządy i grupy muzułmanów, Państwo Islamskie rozwija i rozprzestrzenia się coraz szybciej. Jego idea potępiana i krytykowana przez ogrom ludzi, społeczeństw, organizacji, nie wpływa na zmianę wyznawanych przez islamistów poglądów. Na czym polega ta idea? Zastanawiamy się. Na niczym innym jak na ustawieniu się samodestrukcyjnej hierarchii w społeczeństwie i kompletnym podleganiu, bez jakichkolwiek praw religii bojowników- islamu. Syria to państwo jedne z wielu, które zdecydowało się na wędrówkę w poszukiwaniu nowego miejsca zamieszkania.

W kilku słowach warto wytłumaczyć dlaczego robią to inne. Kiedy cofniemy się do statystyk przytoczonych wcześniej z łatwością zauważymy, że zaraz po uchodźcach z Syrii plasują się uciekinierzy z Kosowa, zamieszkanego głównie przez Albańczyków. Nie istnieje na mapach Europy i dużo się o nim nie mówi. Kraj ten położony geograficznie pomiędzy Czarnogórą, a Macedonią to małe terytorium, obszar obecnie nieuznawany przez NATO i państwa członkowskie Organizacji Narodów Zjednoczonych. Dokładniej mówiąc czyli przytaczając dane kraj ten jest uznawany przez 105 ze 193 państw członkowskich ONZ, 23 z 28 Unii Europejskiej i 24 z 28 NATO, jednakże formalnie jest państwem nieuznawanym. Z punktu widzenia prawa międzynarodowego jedni Kosowo traktują jako oddzielne, samodzielne państwo, a inne kraje łączą ten obszar z Serbią, która uważa, że region ten powinien jej podlegać. Władze Serbii nadały mu zresztą specjalną nazwę- „Prowincja Autonomiczna Kosowo i Metochia”. Obywatele i mieszkańcy tego „miejsca”, bo nie mogę formalnie i pełnoprawnie nazwać go państwem, żyją w ciągłym zastanowieniu gdzie właściwie się znajdują. I chociaż Kosowo ze stolicą w Prisztinie funkcjonuje i czuje się narodem jak każdy inny, tyle, że bardzo słabo rozwiniętym i zmagającym się ze skrajnym ubóstwem, bo aż 40 % obywateli państwa liczącego 1,8 miliona mieszkańców żyje żebrząc.

Sytuacja jest na tyle dramatyczna, że ludzie z „nikąd” szybko wysyłani są w drogę powrotną. Jeden z najbiedniejszych, nie krajów, ale miejsc w Europie gromnie przybywa, chociażby do Niemiec gdzie oczekują lepszych perspektyw i pracy. W odróżnieniu od wcześniej omówionych Syryjczyków, zmusza ich do tego przede wszystkim sytuacja ekonomiczna.

Katastrofalnie niskie wynagrodzenia i dzieci przymierające głodem to dla nich wystarczający powód, żeby opuścić „swoje miejsce na ziemi” i poszukiwać odrobiny szczęścia w państwach Europy Zachodniej. W obliczu masowej emigracji na alarm biją większość krajów związkowych. W styczniu przybyło do Bawarii ok. 1000 uchodźców, z czego 800 z nich było Kosowarami. Złapani na nielegalnym przekroczeniu granicy z reguły składają wniosek o azyl. Na Węgrzech, w miejscu przejściowym większości uchodźców, zostało już takich złożonych wiele. W 2014 roku wniosków było ok. 43 tysiące, w tym roku wpłynęło już ich minimum 13 tysięcy.

Dla porównania w 2012 było ich zaledwie 2200. Na trzecim miejscu danych statystycznych znajduje się Albania. Kolejne państwo bałkańskie zmagające się z trudnymi warunkami do życia. Słaba rozwinięta gospodarka, o ile tak można ją w ogóle nazwać. Wszyscy oczekują od nas, a w szczególności od zachodniej części naszego kontynentu wsparcia i zapewnienia dobrych i „opłacalnych” warunków pracy. Nic dziwnego, bo Niemcy, Francja, Belgia czy Wielka Brytania mogą się poszczycić wysokim wskaźnikiem PKB i nieustanym rozwojem. Jak z pewnością można wywnioskować pozostałe państwa skąd przybywają uchodźcy to państwa Bliskiego Wschodu, Azji Południowej lub Bałkan. W każdym z tych środowisk i miejsc powód exodusu jest czymś wywołany. Niekiedy będzie to krytyczna, niezmienna od dawna sytuacja polityczna, ekonomiczna. Czasami ludzie emigrują, bo po prostu chcą poczuć smak lepszego życia w wyższych i „zdrowszych” warunkach. Trudno nam wytłumaczyć tak tłumne, masowe przybywanie, które ma na celu otrzymanie nowych możliwości, pomocy, gdyż zdecydowana większość z nas nie była w takiej sytuacji.

Jak przybywają czyli, którędy uchodźcy trafiają do Unii Europejskiej?

Droga do Europy nie jest łatwa. Przejście jej zdecydowanie można nazwać czymś wyczerpującym i trudnym. Nie jest to kwestia kilku, męczących godzin w podróży, a wielu dni wyprawy, przy której swoje życie naraża każdy kto się na nią decyduje. Kiedy zerkamy na mapę świata, Europy widzimy jak długa musi to być wędrówka. W dobie silnie rozwiniętej i zmechanizowanej rzeczywistości, nie jest to jednak dla nas problem. Korzystamy z różnych środków transportu, wybieramy te dla nas komfortowe, wygodne i szybkie. Podczas ich podróży nie istnieje słowo komfort. Każdy walczy o trochę miejsca dla siebie i swojej rodziny. Zastanawiałam się gdzie oni znajdują tę siłę, mobilizację do przemieszczania się tymi środkami transportu z wiedzą jak to wygląda, jakie ryzyko podejmują. O ile kryzys migracyjny nie jest nam obcy, bo pierwsze lata po II wojnie światowej były jedną wielką ucieczką od biedy, to teraz ludzi tych jest kilkakrotnie razy więcej. Uchodźcy wojenni i wszyscy ci, którzy przesiedlali się po II wojnie światowej oraz migracje zarobkowe to jeden przykład.

Kolejnym mogą być np. uchodźcy z ówczesnej Jugosławii ogarniętej wojną w latach 90 XX wieku. Teraz szacuje się, że z krajów, gdzie wojna ta spowodowała zamieszanie wyemigrowało ok. 700 000 tysięcy ludzi. Liczba ta rozkładała się jednak na kilka lat. Dla porównania według danych ONZ, do Europy - między kwietniem 2011 roku a wrześniem 2015 roku - przybyło aż 500 tysięcy syryjskich uchodźców. Jeśli mowa o liczbach to warto wspomnieć też o tym, że uchodźcy nie tylko wybierają raje europejskie. Ponad 4 miliony ludzi, różnych ras i narodowości wyemigrowało do Turcji, Libanu, Jordanii, Iraku, Egiptu czy innych krajów położonych w Afryce Północnej. Wracając jednak do tych, którzy jako swój cel obierają Europę, a konkretnie jej zachodnią część, warto wspomnieć o tym jak tutaj docierają z tak odległych krain i przez jakie kraje przebiega ich droga? Ich szlaki nieustanie się zmieniają, tak naprawdę ciągle wytyczane są nowe trasy, które teoretycznie mają być bezpieczniejsze, w praktyce wygląda to jednak inaczej.

Nie gwarantują ani większego poczucia bezpieczeństwa ani pewności i gwarancji, że dotrze się w dane miejsce z łatwością. Kilka, kilkanaście lat temu najsłynniejszy był szlak prowadzący z zachodniej Afryki na Wyspy Kanaryjskie, jednak obecnie prym wiodą trasy z Libii do Włoch, a przede wszystkim przez Turcję do wybrzeża Grecji oraz przez Bałkany Zachodnie na Węgry. Przyglądając się mapie możemy wywnioskować, że ma to związek z „geografią konfliktu”, gdyż zdecydowaną część uchodźców stanowią obecnie Syryjczycy, zatem trasy obrane w kierunku wschodnim są w tym przypadku naturalne i niezadziwiające. Oprócz tego jest to też związane ze współpracą podjęta kilka lat temu przez Unię Europejską i Hiszpanię (w szczególności) z krajami afrykańskimi. Działanie to miało na celu walkę i zwiększenie kontroli nad przemytnikami. Natomiast Grecja, o której każdy zapewne słyszał sporo w kontekście tego ogromnego exodusu (kryzysu migracyjnego) zmaga się z kłopotliwą, trudną sytuacja ekonomiczną, którą potocznie nazwiemy po prostu kryzysem gospodarczym. Ów kryzys ma spory wpływ na falę uchodźców, gdyż z powodu braku funduszy kraj nie zabezpiecza i nie dba o swoje granice.

Duży wpływ na lawinę uchodźców w Grecji ma wpływ położenie. Odgrywa dosyć istotną rolę, ponieważ niektóre greckie wysepki leżą zaledwie kilkanaście kilometrów od Turcji, przez co podróż na niepewnych, niestabilnych łodziach dostarczanych przez przemytników jest choć trochę bardziej chroniona i mniej zagrażająca życiu niż w innym przypadku. Jakim? Inną, o wiele trudniejszą, dłuższą i niepewną wyprawą jest rejs, o ile tak to można nazwać, (gdyż słowo rejs kojarzyć się może z przyjemną, długą żeglugą w formie wypoczynkowej) przez Morze Śródziemne bądź Atlantyk (Ocean Atlantycki). Nie dość, że jest bardziej monotonny to i bardziej wyczerpujący.

Niebezpieczny do tego stopnia, że już zginęło podczas niego wielu ludzi, w tym niestety, także, biedne, niewinne dzieci. Podróż pontonami słabej i wątpliwej jakości sporo też kosztuje. Chociaż stawki są zróżnicowane i każdy przemytnik pobiera inną sumę pieniędzy za przebytą drogę to trzeba liczyć, że uchodźca będzie musiał zapłacić minimum 1000 dolarów. Czy to w ogóle wyobrażalne? Ludzie przymierający biedą i strachem muszą wydać tyle pieniędzy, aby trafić tam, gdzie nikt ich nie chce. Wspominałam już wcześniej dokąd zmierzają, jakie kraje najbardziej ich interesują pod względem nowego miejsca zamieszkania. Długa, niepewna podróż nie zawsze kończy się tam, gdzie jej koniec był planowany. Bowiem uchodźcy najczęściej trafiają do Włoch, skąd starają przedostać się głównie do Niemiec, Francji, Szwecji bądź Norwegii czyli wszystkich tych państw, które charakteryzuje wysoki wskaźnik rozwoju, PKB bądź, jak nieserdeczne to wyjątkowo neutralne podejście do nowo przybywających ludzi, a to jak łatwo się domyślić ma duży wpływ na to, że są postrzegane przez uchodźców jako te „przyjazne”.

Jak na przyszłość patrzy Unia Europejska?

Dzieje się za dużo. Nie wiadomo kiedy i jak liczba uchodźców rośnie, przekracza normę. Unia Europejska zaskoczona i moim zdaniem przytłoczona obecną sytuacją, nie wie co robić i jak reagować. Jedyny jej plan to podział uchodźców między wszystkich członków UE, w tym Polskę. Zabieg ten ma na celu odciążyć te kraje, których granice okupowane są przez wiele tygodni. Oprócz tego starają o się o zwiększenie pewności, bezpieczeństwa i efektywności powrotów „do domu” tych, którzy nie kwalifikują się do przyjęcia czy udzielenia ochrony.

Czymś o czym warto wspomnieć w tym temacie to walka, a przynajmniej jej chęć, z przemytnikami. Tymi, którzy nielegalnie za dodatkową opłatą, przemycają ludzi łodziami, pontonami przez Morze Śródziemne. W planach działań, które należałoby podjąć w tej sytuacji jest także wsparcie tych miejsc, gdzie panuje największy, wręcz masowy napływ ludzi. Mowa tutaj o sąsiadach Syrii- Turcji, Libanie, Jordanii.

Przykry jest fakt, że wszystkie te działania albo nie zostały jeszcze podjęte, albo podjęte będą w dalekiej przyszłości, bo chociaż Unia Europejska stara się robić coś w tym kierunku, to nie posiada aktualnie takich mechanizmów, które miałoby na te problemy jakiś wpływ. Na tę chwilę stoimy w tym samym, ciągle problematycznym miejscu, z którego nie możemy się ruszyć.

Czy Europa może liczyć na pomoc?

Najwięcej słyszymy o imigracji do Europy, rzadko wspomina się o zdaniu, opinii i stosunku innych państw wysokorozwiniętych, a takie przecież istnieją poza naszym kontynentem. Stany Zjednoczone to kraj, który można zastąpić bez problemu słowem- potęga, gdyż właśnie to określenie najlepiej definiuje ten kraj. Potężny, dobrze rozwinięty, duży jeśli chodzi o powierzchnię. Zostawił po sobie ślad już setki lat temu w historii. Australia, duża, położona w spokojnym, oddalonym od pozostałych kontynentów miejscu. Stosunkowo neutralna i niezaangażowana w konflikty za Oceanem. A Brazylia? Duża, bardzo zróżnicowana, ale generalnie zachowana w dobrym stanie gospodarczym w ostatnim czasie. Właśnie te kraje i Wenezuela, państwo w Ameryce Południowej, w ostatnich tygodniach, gorących i gwałtownych podczas trwającego od dawna kryzysu uchodźców, wyraziły chęć przyjęcia, tych, którzy chcą znaleźć miejsce dla siebie. Są to jednak, póki co jedyne kraje, który zaoferowały pomoc uchodźcom oraz chęć odciążenie nieco Europy. Czy faktycznie kiedyś pomogą? Trudno nam to ocenić, bo chociaż pomocna, wyciągnięta dłoń dobrze wróży, jeszcze nie zapewnia postępów ze sprawą uchodźców i imigrantów zagranicznych. Jedyne co nam pozostało to oczekiwanie i duży zapas cierpliwość, gdyż nawet jak byśmy bardzo chcieli, nie jesteśmy w stanie przewidzieć co wydarzy się niebawem i jak zareagują państwa poza Europą.

ONZ i jej stosunek do imigrantów i uchodźców

Podział uciekających do Europy ma kolosalne znaczenie, dlatego jest to wspomniane już na początku artykułu. Ważne to jest ze względu na to, że uchodźcy muszą zostać przyjęci, musi zostać im zapewnione większe bezpieczeństwo, natomiast imigrant, a tym bardziej zarobkowy, czy inaczej mówiąc „ekonomiczny” nie musi być przyjęty. Prawo funduje tym pierwszym minimalne standardy pomocy, chociażby nie mogą zostać ponownie odesłani tam, gdzie grozi im niebezpieczeństwo.

W sierpniu zeszłego roku UNHCR wydał specjalny komunikat w tej sprawie. Zawarte są w nim następujące słowa: „Władze każdego kraju postępują ze zjawiskiem migracji zgodnie z własnymi przepisami i procedurami. W przypadku uchodźców muszą stosować zasady dotyczące ochrony uchodźców i udzielania im azylu zdefiniowane zarówno w prawie krajowym, jak i międzynarodowym. Na rządach państw ciąży specyficzna odpowiedzialność za każdą osobę, która chce uzyskać status uchodźcy na ich terytorium czy na granicy. Łączenie ich z imigrantami może mieć poważne w skutkach konsekwencje dla życia i bezpieczeństwa tych pierwszych. Zamazywanie granicy między tymi pojęciami odciąga uwagę od istoty problemu, czyli od tego, że uchodźcy potrzebują ochrony. Może również negatywnie wpływać na społeczne poparcie dla uchodźców w czasie, gdy wymagają oni schronienia bardziej niż kiedykolwiek. Wszystkich ludzi należy traktować z szacunkiem. Prawa imigrantów też muszą być przestrzegane. Ale jednocześnie musimy zapewnić uchodźcom odpowiednią ochronę prawną, bo ich sytuacja jest wyjątkowa”.

UNHCR podkreśla, że imigrant może bezpiecznie wrócić do swojego domu, uchodźca – nie.

A kto nie jest uchodźcą?

Warto zapamiętać, że też nie każdy zasługuje, a raczej posiada prawo do nazywania uchodźcą. Bowiem i polska ustawa i przede wszystkim konwencja genewska wykluczają z tego statusu, np. zbrodniarzy wojennych i takie osoby, które w swoim kraju popełniły zbrodnie o charakterze innym niż polityczny czyli przykładowo zabiły, zamordowały kogoś. Na pomoc ze strony Unii nie mogą liczyć członkowie i zwolennicy reżimu obecnego prezydenta Syrii Baszara al-Asada, bo tak jak z łatwością można się domyślić to właśnie ona wprowadza aktualnie zamęt i chaos, przez który uciekają obywatele Syrii. Uchodźcą nie nazwiemy także bojownika Państwa Islamskiego, walczącego w Syrii, lub terrorysty.

Co myślimy i jak reagujemy na aktualny problem uchodźców i imigrantów zarobkowych?

Powinniśmy witać ich z otwartymi rękami i optymizmem? Ile ludzi, tyle opinii… Nasze zdanie, subiektywne, indywidualne, które posiadamy na ten temat, jest czymś na co nie ma wpływu nikt oprócz nas samych. Tylko my, ludzie jesteśmy w stanie zmienić poglądy na dany temat, rozmyślić się i chociaż ktoś miałby niesamowitą silę przekonywania do swoich racji, nie zmienimy zdania, dopóki sami nie popatrzymy na „coś” z innego punktu widzenia. Zmierzam do tego, aby powiedzieć, że tak samo jak zdania odnośnie błahych, mało istotnych, codziennych rzeczy są podzielone, tak samo jest w tym przypadku. To jak coś odbieramy, odczuwamy czy interpretujemy, zależy od nas samych. Konkretnie od systemu wyznawanych wartości, priorytetów życiowych, poglądów, wiedzy, uczuć czy empatii. Wszystko to składa się w całość i tworzy coś takiego jak własne zdanie, odczucia z czymś związane.

O uchodźcach mówi się ostatnio bardzo dużo, wypowiadają się i politycy i zwykli, przeciętni ludzie. Nie istnieje w tym przypadku pojęcie racji. Oczywiście są różne postawy, różne zachowania. Niektóre z nich zdecydowanie nie należą do chwalebnych i godnych naśladowania. Przykładem mogą być narodowcy z Białegostoku, o których głośno było już jakiś czas temu. Po tym jak niektórzy zdeterminowani do walki z uchodźcami, niechętni do pomocy mieszkańcy tego miasta, dowiedzieli się, że ich miejsce zamieszkania jest na liście tych, które możliwe, że przyjmą uciekinierów do siebie (jeśli Polska w ogóle zaangażuje się w pomoc uchodźcom ), zaczęli protestować. Miasto, walczące z mianem nietolerancyjnego, zmobilizowało się i szybko zorganizowało manifestację przeciwko pomocy uchodźcom.

Niehumanitarne? Nieempatyczne? Każdy musi sam sobie odpowiedzieć na te pytania. Nie wszyscy mają na tyle radykalne poglądy, by osobiście brać udział w pikiecie, ale komentarze w internecie nie pozostawiają złudzeń, że grupa tych, którzy nie mają nic przeciwko przyjęciu uchodźców, jest zdecydowanie mniejsza. Białystok to tylko przykład, zapewne przeciwników przyjmowania uchodźców jest więcej w Polsce i za jej granicami. Są jednak i tacy, którzy wspierają tych biednych, zabłąkanych ludzi, angażując się i udzielając w wolontariacie. Przykładem takiej postawy są mieszkańcy wysypy Lezbos, małżeństwo z córką, którzy po przeprowadzce z Anglii do Grecji, pod wpływem obecnej sytuacji i wielkiego exodusu, udostępnili swój dom przybywającym na łodziach uchodźcom oraz zaczęli gromadzić żywność i odzież, która tym wyczerpanym, ubogim ludziom jest najbardziej potrzebna. Podziwiam ich i wspieram.

Każdy powinien znaleźć chwilę na refleksję, gdyż rzeczywistość, która nas obecnie otacza może nas zabić i zmęczyć szybciej niż myślimy, jeśli nie wykażemy się odrobiną człowieczeństwa i empatią.