– Targi Pro Defense w Ostródzie to pierwsze tego typu wydarzenie w Polsce. Poświęcone będą promowaniu obronności w Polsce, w tym także tworzeniu Obrony Terytorialnej RP, dlatego traktujemy je bardzo poważnie – mówił w poniedziałek dyrektor Gabinetu Politycznego MON i zarazem rzecznik prasowy Bartłomiej Misiewicz o ruszającej pod koniec tygodnia imprezie. Relacja z tego kluczowego dla polskiej obronności briefingu prasowego była w poniedziałek najważniejszą informacją na stronie MON.gov.pl. Znacznie wyżej niż warszawska wizyta sekretarza generalnego NATO – najpoważniejszego sojuszu obronnego świata, którego szczyt w Warszawie odbędzie się w przyszłym miesiącu.

Niestety, na stronie MON nie znajdziemy też kilku innych informacji z dziedziny OT, które wykraczałyby poza działanie promocyjne i zwiększanie rozpoznawalności dyrektora Misiewicza u potencjalnych wyborców. Nie znajdziemy tam np. projektu ustawy o obronie terytorialnej. – Projekt jest już gotowy, w lipcu Sejm powinien go przyjąć – mówi w rozmowie z DGP ppłk Kwaśniak. Wydaje się to jednak założenie bardzo optymistyczne. Do wyjątkowo długiej w tym roku przerwy wakacyjnej reprezentantów narodu przy ul. Wiejskiej zostały zaledwie cztery posiedzenia Sejmu. A po drodze szczyt NATO, wspólne polsko-niemieckie posiedzenie rządu i być może wymuszona przez UE dogrywka związana z Trybunałem Konstytucyjnym. Miejmy nadzieję, że także euforia związana z wygraniem Euro 2016. Choć Sejm tej kadencji przyzwyczaił nas do tego, że pracuje długo i intensywnie, to jednak wydaje się, że to się może nie udać. Dotychczas projekt oficjalnie nie został odnotowany przez Rządowe Centrum Legislacji. Bądźmy optymistami. Mamy złoty medal i przyjętą ustawę o OT do końca lipca. Jednak to za mało. By faktycznie móc tworzyć OT, musi zostać wydanych lub zmienionych kilkadziesiąt aktów prawnych. Dla porównania: przy wprowadzanej niedawno reformie systemu dowodzenia było ich aż 120. Podpułkownik Kwaśniak mówi, że może to być gotowe w październiku. Pozostańmy w tych oparach... optymizmu i załóżmy, że tak będzie. Wtedy będzie mógł się też zacząć proces rekrutacji do wojsk obrony terytorialnej. Biorąc pod uwagę, że zostanie ok. 10 tygodni na pozyskanie 5 tys. ludzi, ich wyekwipowanie, zgranie – zapewne też podstawowe wyszkolenie (trudno zakładać, że zgłoszą się tylko byli wojskowi), to założenie, że pod koniec roku będziemy mieli 5 tys. sprawnych żołnierzy OT, jest nierealne. Mimo że zapewne na papierze 5 tys. tego rodzaju wojsk będzie funkcjonować. Ale jak wiadomo – papier zniesie wszystko.

Najwyraźniej internet już nie. Bowiem nie znajdziemy na stronie internetowej resortu obrony również kosztów całej tej operacji. Ba – nie znał ich minister Macierewicz, podpisując koncepcję OT – wyliczenia zostały ponoć ukończone kilka dni temu w departamencie budżetowym MON. Wcześniej bazowano tylko na przybliżeniach i szacunkach. Wiadomo, że o ile w pierwszym roku wymagana kwota najpewniej zamknie się w kilkunastu-kilkudziesięciu milionach złotych, to w kolejnych latach będą to setki milionów złotych. Budżet MON jest olbrzymi. Największy ze wszystkich resortów. Prawie 4 0 m ld zł. Ale nie zmienia to faktu, że nie jest on z gumy i nawet w nim obowiązują elementarne prawa matematyki. Prosty przykład: jeśli w 201 7 r . przeznaczymy na OT 20 0 m ln zł, to jakaś działka będzie o te 20 0 m ln zł biedniejsza. I można mówić wiele. Że zwiększy się budżet MON (choć sceptyczny jestem, czy będzie większy niż zapisane w ustawie 2 proc. PKB), że wojskowi i tak nigdy nie wydają wszystkiego itd. Ale nie zmienia to elementarnego faktu: ktoś dostanie mniej kosztem OT. W tym momencie włodarze MON w żaden sposób publicznie nie odpowiedzieli na pytanie, w którym miejscu kołdra będzie za krótka.

Myśląc całościowo o bezpieczeństwie Polski, warto, by decydenci wiedzieli, do czego nam OT będzie potrzebna. Bo o ile jest to nośne hasło podczas kampanii wyborczej, to powinno ono zostać wpisane w system bezpieczeństwa państwa, zostać uwzględnione w tzw. planach ewentualnościowych itd. Oczywiście takich rzeczy nie podaje się publicznie. I choć, jak mawiają niektórzy wojskowi, sztab generalny nigdy nie śpi i zapewne użycie podobnych formacji jak obrona terytorialna w którymś z licznych scenariuszy jest uwzględnione, to warto postawić pytanie, czy tak szybko tworzona OT faktycznie będzie odpowiadać na nasze potrzeby. Czy realnie zdefiniowaliśmy grożące nam niebezpieczeństwa i przygotowujemy na nie odpowiedź? Oby tak było, ale w umyśle sceptycznym wątpliwości pozostają.

Mając powyższe na uwadze, uważam, że stworzenie obrony terytorialnej jest... zasadne i w przyszłości może wzmocnić bezpieczeństwo Polski. To jest formacja w Europie, m.in. w Skandynawii, doskonale znana, nikt tu nad Wisłą prochu nie wymyśla. Dziwić może, że poprzedni rząd tego nie dostrzegał, a jego działania związane z tworzeniem Federacji Organizacji Proobronnych można śmiało nazwać farsą. Niemniej jednak obecna ekipa w gmachach przy ul. Klonowej i al. Niepodległości najwyraźniej nie odrobiła lekcji domowej. Tak dużej reformy, tworzenia piątego rodzaju sił zbrojnych, zaplanowania karier kilkudziesięciu tysięcy ludzi nie powinno się robić na chybcika i na kolanie. To wymaga więcej wysiłku niż wrzucenie wpisu na stronę internetową.

I o ile przy kwestiach wszelkich decyzji zakupowych, czy to dotyczących śmigłowców wielozadaniowych, czy to tarczy przeciwrakietowej – Wisły, obecnie podejmowanie decyzji w resorcie obrony idzie zdecydowanie niespiesznie, wypada mieć nadzieję, że prowadzone są dogłębne analizy, to przy OT jakby przyjęto strategię odwrotną – wszystko ma być na już. A pośpiech, jak wiadomo, wskazany jest tylko przy łapaniu pcheł.