Dlaczego sytuacja taka? Kilka co najmniej przyczyn.

Po pierwsze, propagandowy nacisk obecnej polskiej władzy (na nas, na społeczeństwo, na - jak rzekł Prezes Jarosław Kaczyński - "suwerena") wywierany jest za pomocą innej kartki z kalendarza. 10 kwietnia - oto nowe, niepodważalne święto. Nie ma ono jeszcze nazwy, ale i nad tym pracuje komisja fachowców od plastikowych i komputerowych modeli samolotu produkcji radzieckiej. Ta data już za nami i - przez kontrast do "pustego" propagandowo 4 czerwca - widać, na jakich "bohaterach" zależy władzom drugiej wersji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej (bo przecież nie organom III RP, tfu!).

Brakuje tylko oficjalnej nazwy nowego "święta". ale i w tej sprawie zwoła się zapewne kolejna komisja speców od grawitacji.

Po drugie, faktyczny brak obchodów rocznicy 4 czerwca 1989 roku jest wiadomym sygnałem, że mamy (na razie de facto, wkrótce zapewne również de iure) do czynienia właśnie z nową formą państwowości polskiej. Jeśli nie już z III RP, to z powrotem do jakiejś formy PRL, która - jak nieliczni pamiętają - zaczęła formalnie kończyć się właśnie 27 lat temu, na początku czerwca. I to brak społecznej pamięci o tym fakcie (Komitet Obrony Demokracji gromadzi tego dnia pod swoimi sztandarami zaledwie kilkanaście tysięcy ludzi) ułatwia tu zadanie nowej, "patriotycznej", "narodowej" elicie.

Celowo nie wspominamy o rocznicy odsunięcia od władzy rządu Jana Olszewskiego (a kto to?). Tu chodzi o nową jakość, nie zaś o zastępowanie jednych obchodów drugimi, tego samego dnia. Marketingowo to by się po prostu nie sprzedało, jak w 1992 roku sam Olszewski.

Zatem - 10 kwietnia. Oto nowa, święta kartka z patriotycznego kalendarza. Jako symbol dnia państwowego stanie się wkrótce czerwona