Magdalena Rigamonti: Ile osób bawiło się w pana klubie w zeszłą sobotę?
Tomasz Sułkowski: Kilkaset. Jedni wchodzą, drudzy wychodzą. W weekendy zawsze jest tłum.

Gejów?
Nie, nie tylko. Prowadzę otwarty klub, każdy, kto chce się dobrze bawić, może wejść.

Każdy?
Każdy. I gej i nie gej. Nie mam w nazwie napisane, że mój klub to klub gejowski.

Za taki jest uważany, za najlepszy, największy, najsłynniejszy klub gejowski w Polsce.
Wie pani, jak miejsce jest fajne, to ludzie chcą sprawdzić, czy tak jest rzeczywiście. I przychodzą. I wracają. Niektórzy co weekend. Pytała pani o zeszłą sobotę.

Bo wtedy doszło do masakry w Orlando, w klubie gejowskim.
I uczcimy pamięć ofiar minutą ciszy. Moi pracownicy byli już pod ambasadą amerykańską, złożyli kwiaty, również w moim imieniu. Solidaryzujemy się z rodzinami, z bliskimi tych, którzy zginęli. Wyłączymy muzykę, przerwiemy zabawę. Myślę, że i w piątek, i w sobotę.

Wystraszy pan klientów.
Nie sądzę. Rozumieją przecież, co się wydarzyło, że tam ci ludzie zginęli, bo byli homoseksualistami. Nikt się nie wystraszy. Przecież to nie jest tak, że teraz ISIS będzie polowało na gejów. Oni atakują w różnych miejscach, w zeszłym roku zaatakowali salę koncertową w Paryżu, w tym metro i lotnisko w Brukseli, teraz klub gejowski w Stanach. To jest konkretny plan ataków, norma do wyrobienia dla bojowników Państwa Islamskiego

Pierwszy raz uderzyli w konkretną grupę społeczną, w mniejszość seksualną.
Nie demonizowałbym tego, nie zakładał, że teraz będą atakowane kluby gejowskie na świecie. Choć oczywiście wszystkie kluby odwiedzane przez homoseksualistów muszą teraz zwracać większą uwagę na bezpieczeństwo, na gości, którzy wchodzą. Nie można oczywiście dać się zastraszyć.

CAŁA ROZMOWA W PIĄTKOWYM MAGAZYNIE DGP