Tymczasem w szczecińskim serwisie „Gazety Wyborczej” informują, że „Rusza autobus na żądanie. Są już piersi chętni”. Hm... Chyba w takim razie jest to autobus na pożądanie i jestem pewien, że bilety na niego będą schodziły lepiej niż torebki Diora w Wólce Kosowskiej. Z drugiej strony możliwe jest, że w tym wypadku autorowi poplątały się wszystkie słowa i rzeczywisty tytuł powinien brzmieć: „Ruszają piersi na żądanie. Autobus chętnych”. Tak czy siak absolutnym hitem wydaje mi się zupełnie inny materiał, zamieszczony przez Galę.pl: „Krystyna Pawłowicz na imprezie Playboya”. Cóż, jaka władza, takie króliczki.

Skoro już jesteśmy przy tym poczytnym piśmie dla brzydszej części społeczeństwa, to być może obiło się wam o uszy, że kilka dni temu wybrało ono Samochód Roku Playboya. Oczywiście nie wypadało wręczyć tylko jednej statuetki (byłoby to dalece niestosowne wobec reklamodawców), więc nawymyślano różnych kategorii. Na przykład „Najlepszy z napędem na cztery koła” (Audi Q7), na wypadek gdyby pan playboy zechciał wyrwać jakąś łanię daleko w lesie albo kozicę na górskiej przełęczy. Z kolei Ferrari 488 Spider uznane zostało za „Auto z seksem”, co sugeruje, że gdy je kupicie, to żadna kobieta już nie będzie wam potrzebna do szczęścia, bo będziecie sypiali z samym Enzo Ferrarim. Jednak najbardziej rozbawiła mnie kategoria „Auto na co dzień”, a dokładniej jej zwycięzca – Subaru Levorg. Miałem okazję poznać to auto i zaświadczam wam, że nawet ubrane w garnitur od Ermenegilda Zegni i zatankowane do pełna viagrą nie będzie w stanie zrobić z was polskiego Jeana-Paula Belmondo.

Dla mnie sprawa jest jasna: jeżeli mowa o samochodzie playboya, to za każdym razem musi być to coś sportowego, mocnego, najlepiej z otwieranym dachem, wyprodukowane przez BMW, Mercedesa, Porsche, ewentualnie Audi. Nie ma tu miejsca na kombi, SUV-y ani vany. Bo to tak, jakby za idealną kawalerkę uznać dom jednorodzinny, a za najlepsze miejsce do spędzenia urlopu – piwnicę. Koniec kropka.

Umówmy się też, że gdy macie bogatych rodziców, handlujecie bronią, wygraliście w totka, jesteście gwiazdą filmów porno albo przemyciliście z Wenezueli trochę koki i sprzedaliście ją z zyskiem, to faktycznie wypada wam wozić się jak playboy. Wypada mieć bmw, na którego widok dziewczyny będą rzucały się wam pod koła, albo porsche, którego nie będziecie musieli myć, bo cały brud z niego będzie zlizywany na każdym skrzyżowaniu. Ale co w sytuacji, gdy macie własną firmę, dajecie pracę paru osobom, uczciwie płacicie podatki, utrzymujecie rodzinę etc.? Wydaje mi się, że w takim wypadku nie możecie pozować na kochasia i lekkoducha. Powinniście zatem rozważyć zakup czegoś zgoła innego. Mówiąc wprost, powinniście rozważyć zakup lexusa.

Jak być może pamiętacie, kilka tygodni temu opisywałem w tym miejscu model RX 450h, który okazał się naprawdę wybornym SUV-em. No więc wyobraźcie sobie, że GS 450h jest od niego jeszcze lepszy. Bardziej podoba mi się z zewnątrz, także w środku, podoba mi się jego wykończenie, a także to, jak się prowadzi. Nie są to sportowość i finezja znana z BMW ani komfort, jaki odnajdziecie w mercedesach. To coś pomiędzy, co sprawia, że z jednej strony czujecie się świetnie odizolowani od drogi, z drugiej – nawet przy dużych prędkościach wiecie, co dzieje się z przednimi kołami. Urzekł mnie też jego hybrydowy napęd. 3,5-litrowy silnik benzynowy plus elektryczny dają łącznie 345 koni, które na autostradzie trzeba karmić dziewięcioma litrami benzyny na sto kilometrów, a w mieście – zaledwie siedmioma. Przyznacie, że to fenomenalne wyniki jak na limuzynę z tylnym napędem przyspieszającą do setki w niecałe 6 sekund.

Jednak tym, co najbardziej podoba mi się w GS-ie, jest to, że jest czymś zupełnie innym niż opatrzone BMW serii 5 czy Audi A6. Owszem, gdy porównywalne wersje tych trzech aut zabierzecie na tor, niemcy zetrą japończyka w drobny pył. Ale umówmy się – rodzinne eleganckie limuzyny to nie samochody, w których schowku wozi się stoper w zestawie ze stoperanem. Tu liczą się zupełnie inne rzeczy. Na czele z tym, jak jesteście postrzegani. I w tej kategorii to lexus jest górą. To szarmancki dżentelmen w idealnie skrojonym garniturze, którego charakteryzują nienaganne maniery. Nie jest nachalny ani ostentacyjny, za to świetnie wychowany i pozostający zawsze lekko w cieniu. Efekty? Gdy wsiądziecie do audi, parę kobiet pomyśli: „On musi być świetny w łóżku”. Ale gdy wsiądziecie do lexusa, uznają, że jesteście idealnym materiałem na męża i ojca ich dzieci. Podjeżdżając na służbowe spotkanie wypasionym 535i, wzbudzicie w kontrahentach lekkie podejrzenia. Gdy na tym samym spotkaniu pojawicie się w 450h, z miejsca zostaniecie obdarzeni pełnym zaufaniem.

Bardzo chciałbym napisać o tym aucie coś złego (bo wtedy do głowy przychodzą mi barwniejsze porównania), ale prawda jest taka, że tu nie przeszkadzała mi nawet nieco ograniczona ilość miejsca nad głową ani brak możliwości złożenia tylnej kanapy. Gdybym miał określić GS-a tylko jednym słowem, napisałbym, że ma dużą klasę. W przeciwieństwie do większości playboyów, Subaru Levorga, posłanki Pawłowicz i mężczyzn, którzy leczą erekcję na własną rękę.