Przez poprzednie 26 lat mieliśmy jeden establishment, przez następne 25 lat będziemy mieli inny – powiedział kilka dni temu wicepremier Mateusz Morawiecki. Wymiana establishmentu dotyczyć ma zapewne nie tylko polityków, lecz także ludzi biznesu. Na temat sposobu tej wymiany na pewno powstanie wiele książek. Dziś już możemy przyjrzeć się temu, co było ostatnio najbardziej widoczne: efektom walnych zgromadzeń państwowych spółek, które dały mocny wyraz zmianie establishmentu (choć niekoniecznie wicepremier właśnie to miał na myśli).

Po wyborach nie trzeba było wiele czasu, by prezesi mianowani za rządów PO-PSL zaczęli odchodzić ze stanowisk. Na ich miejsce pojawiali się nowi. Czyli normalnie. Tak jak przyzwyczailiśmy się przez 26 lat do "jednego establishmentu". Ale jest pewna różnica i dała ona o sobie znać właśnie w trakcie walnych zgromadzeń. Podczas zebrań, na których zatwierdzane są sprawozdania z działalności w ubiegłym roku (a te powinny się odbyć do końca czerwca), akcjonariusze głosują również uchwały w sprawie udzielenia absolutorium członkom zarządów i rad. W tym roku było tak samo. Różnica polega jednak na tym, że w  wielu przypadkach takiego skwitowania nie przyznawano.

Absolutorium jest zwykle traktowane jako niezbyt istotna sprawa. Czasami nabiera jednak kolosalnego znaczenia. Jego brak pozwala bowiem spółce wystąpić wobec prezesa czy członka zarządu z roszczeniem w związku ze stratami, jakie firma poniosła, a do jakich ów prezes miałby doprowadzić. Z kolei w sektorze finansowym brak skwitowania jest właściwie równoznaczny z zablokowaniem możliwości uzyskania nominacji na prezesa np. banku czy firmy ubezpieczeniowej. Żeby zostać prezesem, trzeba dawać "rękojmię ostrożnego i stabilnego zarządzania". Nieuzyskanie w  przeszłości absolutorium to wystarczający powód, by nadzór uznał, że kandydat takiej rękojmi nie daje.

W ten sposób dochodzimy do postulowanej przez wicepremiera wymiany establishmentu. Okazuje się bowiem, że w prosty sposób można nie tylko pozbawić kogoś stanowiska w państwowej firmie, lecz nawet zablokować możliwość przejścia choćby do międzynarodowej korporacji (to znaczy: przejść można, ale niekoniecznie już na tak eksponowane stanowisko). Tak robi się miejsce dla nowego establishmentu.

W minionym tygodniu takie "pożegnanie bez skwitowania" było udziałem np. byłego zarządu i większości byłych członków rady nadzorczej PZU. Takie samo podejście zastosowano w części spółek energetycznych, na kolei, a kilka dni wcześniej w  Banku Ochrony Środowiska. W dwóch firmach - Polskim Holdingu Nieruchomości i Giełdzie Papierów Wartościowych - sprawa, choć wygląda na przesądzoną, wyjaśni się ostatecznie dopiero po połowie lipca.

Akcjonariusze mogą się odwoływać od uchwał podjętych w ich obecności przez walne zgromadzenie - trzeba zgłosić protest, a później można się starać o to, by uchwałę zakwestionował sąd. Przy braku absolutorium jest to jednak zwykle niemożliwe. Trzeba mieć bowiem przeciwko czemu zaprotestować. A projekty uchwał o absolutorium są z  zasady pozytywne, czyli zakładają udzielenie. Jeśli uchwały nie uda się przegłosować (bo większościowy akcjonariusz zagłosuje przeciw lub - bardziej przebiegle, jak było np. w PZU - wstrzyma się od głosu), to jej nie ma. Nie ma też z czym walczyć.

Ten "inny establishment" ma dziś powód do satysfakcji. I jeśli utrzyma się przez kolejne ćwierćwiecze, nie można mu zarzucać braku racjonalności. Ale gdyby sondaże preferencji partyjnych zaczęły się odwracać, w roku wyborczym o prezesów państwowych firm może być trudniej, bo nie będzie pewności, kto za kilka miesięcy zdecyduje o ich absolutoriach.