Sekretarz generalny Sojuszu Północnoatlantyckiego Jens Stoltenberg podczas piątkowej konferencji prasowej ogłosił, że na szczycie NATO w Warszawie podjęto decyzję o rozmieszczeniu czterech batalionów na wschodniej flance NATO: w Polsce oraz krajach bałtyckich.

Jak wyjaśnił, Kanada będzie państwem dowodzącym batalionem na Łotwie, Niemcy - na Litwie, Wielka Brytania - w Estonii, a USA - w Polsce. Stoltenberg powiedział, że wszystkie kraje NATO będą wspierały wzmocnioną wysuniętą obecność Sojuszu na wschodniej flance – cztery będą państwami ramowymi, cztery będą pełniły rolę gospodarza, a pozostałe będą wspierały to przedsięwzięcie w różny sposób. Sekretarz generalny powiedział, że obecność będzie trwała tak długo, jak trzeba.

NATO pokazało swoją spójność i skonsolidowanie oraz odpowiedziało dosyć stanowczym głosem na wyzwanie, które rzuciła Rosja bezpieczeństwu europejskiemu, swoją agresywną postawą wobec Ukrainy i swoją konfrontacyjną polityką przez ostatnie dwa lata - podkreślił generał Koziej.

Jak ocenił, na uwagę zasługuje to, że "mimo różnic dotyczących wzmocnienia wschodniej flanki, udało się podjąć wspólną decyzję, istotnie wzmacniającą obecność Sojuszu". Jest to pozytywny sygnał, nie tylko dla NATO, nie tylko dla państw tego regionu, ale dla bezpieczeństwa europejskiego. Dziś w tej hybrydowej zimnej wojnie ważne są także pozostałe elementy, oprócz obecności wojskowej. Chodzi o obronę przeciwrakietową i cyberbezpieczeństwo. To są te dwa nowoczesne wymiary, bez których trudno sobie wyobrazić skuteczność strategiczną i operacyjną - dodał.

Zaznaczył, że "podjęte decyzje pokazują, że NATO zmierza do przygotowania pełnej odpowiedzi na wyzwania, które można określić <nową zimną wojną>". Napięcie, które ja nazywam "hybrydową, zimną wojną" trwa od 2014 roku. NATO jedynie odpowiedziało na wyzwania nowego stanu stosunków w Europie. Jak pokazuje praktyka takich konfrontacyjnych stosunków, a z takimi mamy do czynienia na linii Rosja - Zachód, skuteczną odpowiedzią (...) jest po pierwsze zademonstrowanie zdecydowania i siły zdolnej przeciwstawić się wyzwaniu w wymiarze militarnym, a z drugiej strony zaoferowanie dialogu i utrzymywanie kontaktu dla minimalizowania ryzyka przerodzenia się tego napięcia polityczno-wojskowego w gorącą wojnę - wyjaśnił gen. Koziej.

W jego ocenie, dziś głównym zagrożeniem dla bezpieczeństwa nie jest groźba wielkiej, globalnej wojny nuklearnej, bo Rosja - jak podkreślił - nie ma takiej zdolności, by wygrać taką wojnę z NATO. Jak ocenił Koziej, jest natomiast ryzyko "przejawiania zachowań poniżej progu otwartej, regularnej wojny, a więc takich zachowań, jakie Rosja prezentuje wobec Ukrainy".

Jak dodał, "Rosja zgodnie z własną doktryną, prowadząc wojnę konwencjonalną jest gotowa użyć ostrzegawczych uderzeń nuklearnych, by powstrzymać przeciwną stronę przed kontynuowaniem konfliktu". Jeśli zatem NATO nie da odpowiedzi na tę doktrynę, to Rosja może użyć konwencjonalnych sił zbrojnych dla osiągnięcia celu politycznego- wyjaśnił.

Nikt nie jest zadowolony ze wzrostu napięcia, nikt w Europie, nikt w NATO ani nawet Rosja, która wywołała ten proces nie jest zadowolona z tego, że weszliśmy w okres neozimnowojenny. Wymaga to bowiem podtrzymywania wysiłków zbrojeniowych. Chodzi nie tylko o wydatki na uzbrojenie, ale także na szkolenia, manewry, na wszelką aktywność wojskową. Ten potencjał w hybrydowej zimnej wojnie musi żyć ciągle, a to kosztuje - podkreślił generał Koziej.