Szułdrzyński docenia decyzję prezesa PiS, by udzielić wywiadu najpoczytniejszej niemieckiej gazecie i dotrzeć w ten sposób do milionów jej odbiorców. Ale z drugiej strony zastanawia się, jaki efekt odniesie wypowiedzenie przez Jarosława Kaczyńskiego takich a nie innych słów.

Jego zastrzeżenia wzbudziła celowość mówienia m.in. o tym, że podporządkował się kierownictwu PiS w zakresie wyboru Beaty Szydło na stanowisko premiera czy stwierdzaniu, że za rządów PO demokracja w Polsce była zagrożona.

- Jaka polityczna kalkulacja stała za próbą ośmieszenia Komisji Europejskiej, nazywając jej działania "radosną twórczością"? Jaki cel chciał osiągnąć, mówiąc Niemcom, że ich pozycja w UE maleje? - zastanawia się dalej komentator w "Rzeczpospolitej".

Jego zdaniem prezes PiS nie uległ zasadom, wedle których wywiad dla zagranicznej prasy to bardziej dyplomacja niż mówienie wszystkiego, co się myśli bez względu na kontekst. Efektem tego może być - zdaniem Szułdrzyńskiego - postrzeganie go jako "ekscentrycznego starszego pana, który głosi poglądy na granicy radykalizmu". - Lider PiS udowodnił tą rozmową, że zupełnie nie rozumie Zachodu ani obaw, które budzi jego partia - konkluduje komentator. I dodaje, że bilans tej rozmowy jest negatywny, mimo racjonalnego dystansu prezesa PiS wobec referendum ws. wyjścia Polski z UE czy podkreślenia roli przywództwa Angeli Merkel w Niemczech.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński opowiedział się w czwartek w wywiadzie dla tabloidu "Bild" za dobrym sąsiedztwem z Niemcami zastrzegając, że musi ono opierać się na prawdzie i wzajemnym szacunku. Uważa, że byłoby dobrze, gdyby kanclerz Angela Merkel pozostała u władzy. - Nasza historia nie łączy nas, lecz raczej nas dzieli. Łączy nas natomiast sąsiedztwo i ogromna wymiana gospodarcza o wartości 100 mld euro rocznie - powiedział Kaczyński z rozmowie z największym niemieckim tabloidem dodając, że Polska stała się dla Niemiec ważniejszym partnerem handlowym niż Rosja. CZYTAJ WIĘCEJ >>>