Jak zaznaczył prof. Antoni Dudek obchodom rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego zawsze towarzyszyły konflikty, a ostatnio wraz ze wzrostem temperatury sporu politycznego ta sytuacja się nasila. Teraz dodatkowo pojawiają się w tym kontekście inne ważne wydarzenia, w tym katastrofa smoleńska.

Politolog zgodził się ze stwierdzeniem, że rząd PO zrobił za mało, by uczcić pamięć ofiar katastrofy z 2010 roku. Zaznaczył jednak, że ciągłe nawiązywanie do Smoleńska przez obecną władzę może przyczynić się do "kompromitacji katastrofy w oczach Polaków". Jak przyznał, sytuację tę przeciwko obecnej władzy wykorzystuje opozycja, która sięga po głosy nie tylko samych weteranów, ale także i ich rodzin oraz znajomych. Ale podkreślił jednocześnie, że wypowiedzi te nie są wymuszone.

- Gdyby powstańcy poparli inicjatywę Antoniego Macierewicza, to ani "TVN", ani "Gazeta Wyborcza" nie miałyby kogo pozyskiwać do swojej narracji. To, że tak wielu powstańców udało się namówić do wypowiedzi, powinno dać inicjatorom akcji "apelu smoleńskiego" do myślenia – dodał Dudek w rozmowie z "Super Expressem", zaznaczając, że duża część weteranów jest neutralna politycznie.

Chcę, żeby przekaz historyczny był zrównoważony

Dudek podkreślił, że wolałby, aby w edukacji historycznej panowała równowaga - by Polacy pamiętali nie tylko o żołnierzach wyklętych i powstańcach, ale również o innych walczących podczas wojny.

- Nie zapominajmy o żołnierzach września 1939 r., żołnierzach walczących na innych frontach II wojny światowej, włącznie z nieszczęśnikami, którzy przyszli do Polski z armią Berlinga, z których gros nie zdążył przyłączyć się do Andersa. Jako historyk nie mogę się zgodzić, by historia była zdominowana przez jedno wydarzenie! - skomentował.

Zgodził się z prof. Rafałem Wnukiem co do braku skali w czczeniu pamięci o żołnierzach wyklętych względem Polskiego Państwa Podziemnego i Armii Krajowej. - (...) w Armii Krajowej walczyło ponad 300 tys. żołnierzy. W oddziałach leśnych w najlepszym momencie było kilkadziesiąt tysięcy. Skala jest więc nieporównywalna - wyjaśniał. I podkreślił, że choć "idziemy w złym kierunku", to kolejne rocznice mogą być okazją do refleksji i próby zachowania równowagi.