Ten obrazek dedykuję rządzącym, a szczególnie premierowi Morawieckiemu. Jeżeli jego strategia rozwoju gospodarczego i skoku cywilizacyjnego ma się powieść, to oprócz spełnienia wielu innych warunków konieczne jest włączenie do realizacji tego planu przedsiębiorców. A to oznacza konieczność zbudowania wzajemnego zaufania.

Szacunek, współpraca i współdziałanie są kluczem do budowy kapitału społecznego, a  to właśnie kapitał ten jest kluczem do długoterminowego rozwoju kraju. Świetnym przykładem mogą być kraje skandynawskie, Holandia i Niemcy. Eksportowy sukces tych gospodarek, zdobywanie nowych rynków, rozwijanie dziedzin przemysłu wymagających wiedzy było możliwe dzięki temu, że państwo grało z biznesmen w jednej drużynie. Słuchało jego potrzeb i budowało narzędzia wsparcia tam, gdzie było to konieczne. Modyfikowało system edukacyjny tak, aby dostarczał potrzebnych pracowników, uruchamiało programy migracyjne, dawało gwarancje kredytowe i wsparcie polityczne przy eksporcie.

Jedna z najważniejszych książek poświęconych gospodarce, a opublikowanych w  ostatnich latach to „The Entrepreneurial State” napisana przez Marianne Mazzucato. Wskazuje ona kluczową rolę państwa w dostarczeniu sektorowi prywatnemu narzędzi pozwalających zrealizować gospodarczy sukces. Edukacja, infrastruktura, służba zdrowia, opieka społeczna – bez sprawnie działającego w tych dziedzinach państwa trudno wyobrazić sobie trwały rozwój wielkich firm.

Państwo jest biznesowi potrzebne, ale go nie zastąpi. To przedsiębiorcy w poszukiwaniu zysku muszą zdobywać rynki, tworzyć przewagę konkurencyjną, pokonywać rywali i zwiększać efektywność. To oni ponoszą ryzyko.

Dlatego potrzeba nam jednej drużyny, potrzeba nam sprawnego współdziałania, potrzeba codziennych kontaktów dialogu, wymiany doświadczeń i wzajemnego szacunku. Polska gospodarka musi być jak kadra Adama Nawałki – zgrana i szanująca się nawzajem. A politycy rządzącej partii i przedsiębiorcy muszą niczym Robert Lewandowski i  Jakub Błaszczykowski podać sobie ręce i zapomnieć o ostrych urazach. Muszą zrezygnować z podjazdowych wojen i wzajemnych złośliwości.

Niemieckie, amerykańskie czy brytyjskie doświadczenia, działania koncernów farmaceutycznych i motoryzacyjnych pokazują, że w biznesie nie ma miejsca na miękką grę. Nie można podstawiać nogi. Czasami trzeba walczyć brutalnie, wymusić faul i naciągnąć przepisy. Żeby to zrobić, trzeba mieć dookoła siebie zaufane wsparcie. Polscy przedsiębiorcy i rząd nie mogą ułożyć sobie relacji za pomocą sądów, CBA, wzajemnych oskarżeń i  nieufności. Potrzeba nam współpracy, która będzie wykraczała poza sztywne ramy przepisów, która nie będzie opierała się jedynie na formalnych zapisach strategii. Jedna i druga strona muszą być przekonane, że w potrzebie mogą na siebie liczyć.

Żeby ten cel osiągnąć, trzeba zakapować to, że jedna i druga strona ma trochę inne motywy – biznes kieruje się chęcią zysku, politycy, przynajmniej w teorii, interesem wyborców. Te cele nie są ze sobą zasadniczo sprzeczne, a długoterminowo żadnego z nich nie można zrealizować.